Czarnofioletowe i różowe

Dzisiaj Julka szła do szkoły rozpocząć nowy rok ze świadomością, że nie spotka w niej swojej pani Anetki. Gdy trzy lata temu nasz Tisio rozpoczynał szkolną edukację wiedzieliśmy tylko tyle, że przydzielona do klasy „d” pracowała wcześniej klasie specjalnej dla autystyków. Aby nie wyjść na rodziców którzy nie interesują się w ogóle losem swojej pociechy kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego Julkomama udała się do pani dyrektor aby podpytać co to będzie od września. Niestety zapomniała sobie jak nazywa się rzeczona wychowawczyni. Nie mogłem zatem prześwietlić życiorysu, a szkoda by zupełnie niezainteresowana całą sytuacją osoba była weryfikowana przez wszystkie dostępne trzyliterowe służby ;)
Od dawna podkreślam, że doświadczenie w pracy z osobami niepełnosprawnymi jest pomocne w pracy z osobami zdrowymi. Podczas edukacji osób z różnymi zaburzeniami rozwojowymi często trzeba wykazać się sporą inwencją twórczą, Ba, a nawet trzeba tak „delikwenta” uczyć by ten nie zorientował się że jest uczony ;)
Pani Anetka debiutowała w roli nauczyciela wczesnoszkolnego. Debiutowała z niczym. Sala 101 była pusta, gołe ściany. Nie było tablicy, a nawet w co trudno uwierzyć nie było symbolu tej sali czyli drzewa. Ale już po kilku miesiącach ich sala nie odbiegała od tych znajdujących się w innych częściach szkoły.
Gdy rozpoczynaliśmy szkolną edukację, wychowawczyni powiedziała, że nie wie jak długo będzie ich uczyć, ale będzie robić wszystko by gdy pójdą do klasy czwartej koleżanki nie powiedziały: Aneta, twoje dzieci nie umieją tego, tego i jeszcze tego a na dodatek są strasznie niegrzeczne.
Zapewne nie wiecie, ale Julki klasa miała to szczęście, że kilkumetrowy odcinek prowadzący do ich klasy nie był objęty monitoringiem. Nawet mimo takiej pokusy zachowywali się grzeczniej niż inne klasy.
Julki wychowawczyni wymagała dużo od wszystkich, od siebie, od uczniów i od rodziców.
Nawet ja kilkukrotnie dostałem reprymendę, że Julka nie nauczyła się takiej czy innej rzeczy ;) Raz miała się nauczyć słówka na dyktando, nauczyć w odpowiedniej kolejności. Jula była tak wiarygodna w swoich opowieściach, że dwukrotnie wmówiła nam, że kolejność ma być dowolna, ale z tych wyrazów trzeba ułożyć zdania.
Uczniowie pani Anety byli przez nią zachęcani do udziału we wszelkiego typu szkolnych konkursach. Podkreślała, że nie liczy się wygrana ale sam udział. Jak pewnie wiecie Julki piętą achillesową jest matematyka (zapewne odziedziczyła to po mamie ;) ) ale i tak rok rocznie brała udział w szkolnych eliminacjach kangura matematycznego.
Obecność Julki w klasie sprawia, że jest to klasa trochę inna. Dziecko na wózku inwalidzkim, wystarczy rzut oka i wiadomo … niepełnosprawny, ale autyzm? Co to jest, jak o nim opowiedzieć tym młodym ludziom, jak sprawić by Julka z dnia na dzień nie stała się intruzem w klasie.
Właśnie przed takim wyzwaniem stanęła pani Anetka. Dodatkowo nieparzysta ilość dziewczynek nie była zbyt pomocna. Efekt tej pracy było widać dzisiaj, gdy Julka wchodząc do nowej sali nie rozmyślała że nikt nie będzie z nią chciał siedzieć, Niemal automatycznie nową ławkę zasiedliła ze swoją szkolną drugą połówką – Domi, czyli „małą” Dominiką. Ta „duża” dołączy do klasy już wkrótce ;) (przynajmniej ja nic nie wiem o tym by było inaczej).
Muszę jednak przyznać, że dzisiaj klasa 4d stała na sali nieco zdezorientowana, tabliczka się zgadzała, ale było jakoś inaczej. Nawet „awaryjne” przytulasy z panią Aldoną nie wiele zmieniły. No bo jak to tak może być, zamiast kobiety we fioletowo-czarnych włosach stoi jakiś obcy mężczyzna.
Julka też nie miała łatwo z panią Anetką. „Przekonywała” ją do pokonywania swoich słabości. To właśnie pani Aneta przesłała nam zdjęcie Julki po raz pierwszy jadącej na rolkach.
Nie, nie, proszę nie myśleć, że pani Anetka była idealna. Ojj miała te swoje wadeczki. Często porywała się z motyką na słońce. Co jak łatwo się domyślać nie raz, nie dwa trzeba było ratować kobietę z opresji. Miały być ramki dla chłopców z masy solnej, coś w szkolnej kuchni poszło nie tak i trzeba było siedzieć w nocy i czuwać przy domowym piekarniku. Klasowe drzewo odpadało od ściany z prędkością wprost proporcjonalną do ilości zużytej taśmy klejącej.
Pani Anetko dziękujemy za te wspólne miesiące i lata. Za niecierpliwością czekamy na ponowny widok różowej maszyny na szkolnym parkingu, na te trampki też ;)
A tak wygląda Tisio po 3 latach nauki …Julka

Podziel się