Jak nie kijem to Kartą

Już za kilka tygodni system edukacji przeżyje kolejną rewolucję. Będzie to rewolucja o której niemal się nie mówi.
Od pierwszego września wchodzą w życie nowe przepisy Karty nauczyciela.
Dzisiejszy wpis będzie o artykule 10a, a brzmi on następująco:
W przedszkolach, innych formach wychowania przedszkolnego, szkołach i placówkach, o których mowa w art. 1 ust. 2 pkt 2, nauczycieli zatrudnia się na podstawie umowy o pracę, zgodnie z ustawą z dnia 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy (Dz. U. z 2018 r. poz. 108, 4, 138, 305 i 357).
Zatem wszyscy powinni się cieszyć – kolejna grupa społeczna wyzwoli się ze śmieciówek.
Problem umów cywilno-prawnych dotyczy większości placówek niepublicznych. Niestety nie zawsze wynika on z chęci zysku krwiopijnej korporacji.
W wielu małych miejscowościach, gdy władze samorządowe postanowiły zlikwidować szkołę jedynym rozwiązaniem umożliwiającym uczęszczanie przez dzieciaki do znanych sobie murów szkolnych było przejęcie placówki przez stowarzyszenie. Niestety wiązało się to z radykalnym ograniczeniem kosztów. Jedynym wyjściem były zatem śmieciówki. Piszę, że jedynym bo jakoś nie wyobrażam sobie aby rodziny mieszkające w odciętych od świata wioskach było stać na kilkusetzłotowe czesne co miesiąc.
W dużo większym stopniu zmiany dotkną dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.
Kilka tygodni czytałem o „żalach” matki która skarżyła się na swoją szkołę. Dyrekcja szkoły nie zapewniła Jej dziecku wszystkiego co zostało wpisane do orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego.
Był problem z niezbędną terapią dla austystyka jaką jest Biofeeback.
Wspólnie dostaliśmy o wypracowania rozwiązania które zadowoliłoby każdą ze stron. Od dawna stoję na stanowisku, iż subwencja oświatowa nie jest z gumy. Według mnie placówka powinna gwarantować terapię, dodatkowych specjalistów tak by ponoszone nią koszty były na poziomie subwencji określonej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jeśli placówka dostanie więcej pieniędzy to tylko lepiej ;) Tylko skądś te dodatkowe pieniążki trzeba wyrwać.
Zatem ku niezadowoleniu niektórych biorących udział w dyskusji głośno mówiłem, że rozumiem dyrekcję szkoły. Koszt gabinetu do terapii Biofeeback to co najmniej kilkanaście tysięcy złotych. Co więcej najlepsze efekty wspomniana osiągane są gdy prowadzi się ją w trwających góra kilka miesięcy seriach. Zatem przez większą część roku szkolnego ten „nowy” gabinet będzie nieużywany.
Kluczowym wyposażeniem tego gabinetu będzie komputer a dokładnie oprogramowanie.
Czy zatem nie prośnej byłoby wynająć na te kilkanaście, no może kilkadziesiąt godzin w roku panią która przyjedzie z laptopem do szkoły i zrobi to co trzeba.
element układanki
Od września takie rozwiązanie nie będzie możliwe. Pani prowadząca swój gabinet już nie będzie mogła wystawić rachunku, będzie musiała zgodzić się na ułamek etatu. Nawet rozwiąże się ten problem, to skąd wziąć ten nieszczęsny laptop? Szkoła ma go kupić czy może wynająć od terapeutki?
Laptop jest mały, zmieści się do bagażnika nawet najmniejszego samochodu.
A co jeśli jakaś specjalistka z ppp wpisze do orzeczenia hipoterapię?
Ok, zatrudnimy osobę pracującą w stadninie z którą mieliśmy podpisaną umowę. Ale co z koniem? Trzeba go przywozić do szkoły i prowadzić zajęcia na boisku, czy też stadnina musi wyrazić zgodę na prowadzenie konkurencyjnej działalności przez swojego pracownika w stadninie.
Jeśli wzrosną koszty godziny zajęć to jakoś trudno mi sobie wyobrazić sytuację w której ilość terapii pozostanie na dotychczasowym poziomie.
Ktoś będzie musiał dosypać pieniążki, aby było tak jak było.

Co prawda niektórzy mówią, że słyszeli od pracowników kuratoriów, iż przepis ten nie dotyczy pracujących z dziećmi niepełnosprawnymi terapeutów. Ale to tylko ustna interpretacja jednego czy drugiego pracownika KO.
Obawiam się, że całe to zamieszanie negatywnie odbije się na „naszych” dzieciach. Szkoły będą mieć kolejny pretekst aby pozbyć się „problemu” ze swoich murów.
Opowieści przedstawicieli MENu o tym, że przyglądają się sprawie i w razie problemów będą reagować jakoś mnie nie uspokajają.
A to nie ostatnia niespodzianka jaką dla naszych dzieciaków przygotowano.

Podziel się