Żegnamy 101

Jula zakończyła edukację wczesnoszkolną, już zaczyna rozmyślać o pierwszej prawdziwej szkolnej dyskotece (powoli odkłada kasę na krwistoczerwoną szminkę do ust). Jakie zatem było ostatnich dziesięć miesięcy. To był szalony rok. Jeszcze we wrześniu wydawało się, że po drugoklasowych aferach, spiskach, knuciach trzecia klasa będzie płynąć po spokojnym oceanie nauki. Niestety los płata figle i niespodziewanie zaczęły się spełniać głęboko skrywane kobiece marzenia. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi co się wydarzy stwierdziłbym, że zapewne za dużo wypił napoju wysokoprocentowego i bredzi ;)
Po kilku tygodniach nauki stało się jasne, że trzecią klasę Julka zakończy z nową wychowawczynią u boku. Ta wiadomość spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Musieliśmy szukać wyjścia awaryjnego. Julkoklasa ma słabość do debiutantek. To że obie wychowawczynie mają imiona rozpoczynające się na literkę A, to zwykły zbieg okoliczności. Dla pani Anetki wychowawstwo w pierwszej klasie był to debiut w tej roli, poprzeczkę dla następczyni zawiesiła naprawdę wysoko. Dyrekcja szkoły ma chyba słabość do uczniów z sali 101, i zgodziła się na naszą kandydatkę na „nową” wychowawczynię, totalną debiutantkę. Rzuciliśmy panią Aldonkę na bardzo głęboką wodę (a nawet na głębszą). Powiem szczerze, nie wiedziałem, że proces zmiany nauczyciela z powodów „zdrowotnych” jest taki długotrwały. To są tygodnie, a nie dni. Nasze rozwiązanie (czyli sięgnięcie po kogoś pracującego w szkole) było najrozsądniejsze. Pomyślcie sami – sięgamy po kogoś nieznanego z zewnątrz. Nowy nauczyciel musi poznać dzieci, mijają więc kolejne (bezcenne) tygodnie. Nie wiadomo na kogo się trafi. A tak nasza „nowa” wychowawczyni znała dzieci (zdecydowaną większość), do końca okresu wymaganego prawem mogła już spokojnie „zastępczo” prowadzić lekcje.
Jedna z klas w szkole kilkukrotnie przeżywała zmianę wychowawstwa. Po latach wychodzą skutki tych zawirowań. Gdy pani Aldonka przejęła w pełni rządy w3d, klasa stanęła przed mega wyzwaniem. W rekordowo krótkim czasie musieli przygotować przedstawienie jasełkowe.
Julka grała w nim główną rolę – była Maryją. Gdyby jakakolwiek matka tak „czule” opiekowała się swoim potomkiem jak nasza córka to byłaby bohaterką reportażu o patologicznych mamuśkach. Musieliśmy Julce zorganizować zajęcia z kołysania niemowląt ;)
Premiera jasełek była idealna, dzieciaki spisały się na medal. Późniejszy występ dla rodzin aktorów wypadł troszeczkę gorzej. Ci którzy nie widzieli występu przed całą szkołą mają czego żałować.
Nie wiem czy to przez świetny jasełkowy występ czy też z innych (nieznanych mi powodów) julkoklasa przygotowała również występ na zakończenie roku szkolnego.
Trzecia klasa to jak powszechnie wiadomo pierwsza komunia święta. Ksiądz Paweł okazał pełne zrozumienie na Julki sytuację. Gdy pod koniec września próbowałem usprawiedliwiać Julki przyszłe nieobecności na nabożeństwach różańcowych, popatrzył na mnie jak na kosmitę – dla Niego było oczywiste, że Julka ma chodzić na zajęcia terapeutyczne, i to one są priorytetem. Spotykaliśmy się często podczas spotkań komitetu organizacyjnego i zawsze powtarzał : Jula sobie świetnie poradzi.
To że Julka mówiła jeden z wierszyków to nie mój lobbing, o tym wyróżnieniu dowiedziałem się już po podziale obowiązków.
Jestem jakiś dziwny, owszem wzruszyłem się gdy Julka podchodziła przyjąć pierwszy raz komunię święta, ale inna część tej uroczystości wywołała u mnie pozytywne emocje. Wraz z Julką i innym dzieciakami do komunii przystępowało również dwóch chłopaków których znam od kilku lat – to autystycy, uczniowie Julki szkoły tylko uczący się w klasie specjalnej. Widziałem jak ciężko pracowali na próbach, na próbach korzystali z pomocy rodziców, a w dniu 6 maja podchodzą po sakrament samodzielnie. Dla mnie ten widok wywarł niesamowite wrażenie.
Pod koniec drugiej klasy, jakoś nie wyobrażałem sobie innej kobiety niż pani Aneta rozdającej dyplomy zakończenia edukacji wczesnoszkolnej. No ale stało się inaczej, zastąpiła ją godnie koleżanka ;) Jak to mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nowa nauczycielka to inne spojrzenie na różne sprawy, inny styl prowadzenia lekcji. Dla Julki, zmiana „pani” to również ważny „egzamin”. Nie wiedzieliśmy czy zajęcia rewalidacyjne są tak oblegane z powodu pani Anetki czy też Julka tak przyciąga koleżanki i kolegów z klasy. Od listopada zajęcia te objęła zupełnie obca im nauczycielka – pani Kasia, pracująca na co dzień w klasie specjalnej. Styczność zjulkoautyzmem, naszymi szkolnymi priorytetami były dla Niej czymś nowym. Brak na co dzień pani Anetki, był swoistym przyspieszonym szkolnym dorastaniem. Julka i Jej „banda” wie już co to jest zmiana wychowawcy, z czym to się je, zatem we wrześniu przeżyją mniejszy szok. Pani Anetka kładła mocny nacisk na integrację Julki z klasą i odwrotnie, wszyscy baliśmy się czy to się nie posypie. Koleżeńskie relacje z koleżankami jeszcze bardziej się zacieśniły, z chłopcami był niewielki problem ale i z tym sobie poradziliśmy. Właśnie w takich momentach świetnie się sprawdzają nauczycielki będące na początku kariery zawodowej. Brak doświadczenia rekompensują kreatywnym poszukiwaniem rozwiązań. Tak robiła pani Anetka, podobnie robiła pani Aldon, która wcześniej miała minimalną styczność z autyzmem obecnym na szkolnych lekcjach.
Nowa wychowawczyni jest pewna podziwu dla Julki, często mi mówiła: Panie Łukaszu, nie wiem jak Julka to robi. Gdy widzę, że odpływa w swoim świecie, staram się ją pytać i zawsze … wie o co ją pytam i świetnie odpowiada.
Nasz Tisio, drugi rok z rzędu została najlepszym „ortografistą” i w czwartek odbierała tytuł mistrza ortografii klas trzecich.
Julka może troszkę więcej potrzebuje pomocy z matematyką, ale w dodawaniu czy odejmowaniu w pamięci jest lepsza ode mnie
No ale przyszła pora na podziękowania ;)
Pani Anecie dzisiaj nie będę dziękował, za te ponad dwa lata będzie miała osobny wpis. Chociaż tego, że wymiksowała się z nauki jazdy na rowerze mojego Tisia nigdy Jej nie zapomnę ;)
Największe podziękowania należą się … rodzinie pani Aldony. Mieli poukładane spokojne życie rodzinne aż tu niespodziewanie musieli się podzielić żoną, matką, córką z dzieciakami z klasy 3d.
Pani Aldonie dziękuje za piątek gdy stało się jasne iż będzie obejmować rządy w sali 101.
Z jednej strony było widać entuzjazm związany z nowymi wyzwaniami z drugiej obawa o to czy im podoła.
Dziękuję pani Dominice za … spokój. Mówiąc językiem piłkarskim, pani Dominika to taki świetny drugi trener. Zawsze ma rozpisanego przeciwnika na części składowe.
Drogi czytelniku gdybyś potrzebował coacha na szkolenie z zakresu uczniowskiej ściemy to pani Dominika jest idealnym kandydatem. Julka dużo ją nauczyła. Jeśli ktoś mówi, że autystycy nie kłamią to zapraszam na rozmowę z Julką o jej zadaniach domowych. Nawet na codzienne zapiski prowadzone przez panią Dominikę nasza pociecha próbowała znaleźć antidotum.
nauczycielki
Paniom ze świetlicy dziękuję za nie pobicie nas w ciemnym zaułku za kradzież koleżanki.
Pani dyrektor dziękuję za czytanie w moich myślach. Często słyszę od innych dzieci „specjalnych” jak to muszą się boksować z dyrekcją. Moje ostatnie spotkanie w gabinecie trwało niecałe trzy minuty i nawet nie mogłem skończyć składać „żądań” gdyż wizja dalszego pobytu Julki w szkole przedstawiona przez panią dyrektor kropka w kropkę kopią moich pomysłów.
Dziękuję paniom sprzątającym, gdy Julka po raz kolejny szła prosić o „awaryjne” otworzenie szafki nie musiała mówić jaki ma numer.
A tak na koniec takie jeszcze męskie spostrzeżenie. Gdyby nie ostatnie miesiące żył bym w przekonaniu, że pani Aldona nie posiada sukienek w domowej garderobie ;)
Teraz niż nic nie będzie takie samo… pora opuścić salę 101.
szkolna sala

Podziel się