Mamuśki kontra dobra zmiana

Przeprowadzając remont mieszkania, słucham a niekiedy nawet kątem oka oglądam relacje z protestu rodziców osób niepełnosprawnych.
Powiem krótko, to taki wrzód na czterech literach obecnej „dobrej zmiany”.
Ale cofnijmy się o kilka lat wstecz. Ci sam rodzice, te same dzieci, to samo miejsce nawet te same postulaty. Różnica jest jedna … zbliżające się wybory. Jak mawia mój znajomy obiecać nic nie kosztuje. No i niektórzy naobiecywali. Pomóżcie nam odsunąć od władzy tą antyludzką koalicję PO-PSL to pierwszą decyzją naszego rządu będzie spełnienie waszych postulatów. Posłowie ówczesnej opozycji dwoili się i troili aby ułatwić „pobyt” na sejmowych korytarzach nieprostującym.
No i nastąpiła „dobra zmiana”, wprowadzono 500 plus, teraz mówi się o trzech stówach na szkolną wyprawkę. Kobiety które były w świetle flaszy całowane w ręce, powiedziały sprawdzam.

I sprawa się rypła.
Przecież od ciągle nas zapewniano, że wystarczy tylko nie kraść a na wszystko są pieniądze.
Kto o tym nieustannie krzyczał z sejmowej trybuny? Ówczesna premier a obecnie wicepremier do spraw społecznych. Czy nasza żywa reklama broszek odwiedziła protestujących rodziców? Nie. Powiedziała jedynie, że rodzice muszą zaufać dobrej zmianie i wracać do domu. Po czym udała się na otwarcie sezonu flisackiego.
Czerwonowłosa minister zamiast relacjonowania dziennikarzom rozmów z protestującymi na mediach społecznościowych umieszcza sweet focię z samolotu lecąc na „moje” Podkarpacie.
Za przelot płacił rząd czy zlecający wyjazd komitet polityczny rządzącej partii.
No ale znalazł się jeden sprawiedliwy który tak jak trzy lata temu tak i teraz walczy poprawę losu osób niepełnosprawnych. Podczas poprzedniego protestu codziennie przynosił kanapki a teraz robi co może aby wydrzeć niedobrej kanclerz Merkel ostatnią markę i perseweracyjnie puścić ją z torbami. Oczywiście to co wydrze tym zza Odry przeznaczy na poprawę losu najsłabszych.
Najszybciej zareagował głowa państwa, a dokładniej jego doradcy gdyż jak wszyscy wiedzą, mieszkaniec pałacu prezydenckiego samodzielnie nie potrafi podjąć jakiejkolwiek decyzji. Jeśli już coś samodzielnie wymyśli to później przez wiele tygodni rozmyśla: jaki kretyn takie durnoctwo wymyślił.
Prezydentowi odtworzono jego własne przedwyborcze wystąpienie. No był w lekkim szoku. Zaprezentował „kretyńską” minę nr 638, na wicie, rozumicie się skończyło.

Nie może być tak, że kilka rozwścieczonych mamusiek sprowadza dobrą zmianę do parteru. Trzeba zrobić finezyjnie przeprowadzony kontratak.
Bomba wybuchła we wtorek, wszem i wobec ogłoszono sukces. Podpisano porozumienie z „częścią” środowisk osób niepełnosprawnych. Jako pożytecznym idiotą posłużono się Radą Konsultacyjnej ds. Niepełnosprawnych. Większość z nas usłyszała o istnieniu takiej rady pierwszy raz. Cała akcja była przeprowadzona z mistrzowską finezją. Blondwłosa rzeczniczka rządu dwoiła się się i troiła aby wcisnąć protestującym w Sejmie świstek papieru z porozumieniem. Kurski już czekał w gotowości aby nacisnąć enter by w świat poszedł pasek o treści: protestujący przyjęli porozumienie z rządem. A tu dupa blada. Zatem porozumienie podpisano na posiedzeniu Rady Konsultacyjnej ds. Niepełnosprawnych. Co bardziej roztropni przedstawiciele „naszego” środowiska wyczuli podstęp i wykręcili się z podpisania nic nie znaczącego dokumentu.
No ale można było wszem i wobec ogłosić sukces.
Sukces niebywały. Jestem ciekaw czy podczas strajku górników rząd podpisałby porozumienie z pracującymi na kopalni sprzątaczkami i ogłosił; podpisano porozumienie z (częścią) pracowników kopalń.
Już kilka minut po poseł u którego lokalizację mózgu wskazuje nazwisko domagał się rozwiązania siłowego i wzywał oddziały szturmowe jojoministra do odbicia sejmowego budynku z rąk terromamusiek.

Impas trwa. Protestujący nie chcą poprawić wyników finansowych firm branży kiełbasiano-musztardowej i zamiast udać się na tradycyjne majówkowe grille postanowili spędzać ten czas na sejmowej podłodze.
A czerwonowłosa ministra pracuje intensywnie z prędkością karabinu maszynowego wymyśla coraz to bardziej propozycje ulżenia najsłabszym.
Co teraz robi pani Kaja G(ł)odek? Dlaczego fotek z protestującymi nie robi sobie niejaki Patryk (niebyle)Jaki tylko umieszcza fotki z karmienia warszawskich kaczek.
Przytaczam te dwie osoby nie bez przyczyny. Kto bowiem jak lwica walczy z aborcją, kto lansuje się jako kochający tatuś dziecka niepełnosprawnego?
To wszystko o czym mówią rodzice koczujący na sejmowej podłodze polskie państwo zapewnia tym słodziakom z jakowych selfiaczków kilkanaście lat później.
Kilkanaście osób potrafi obnażyć słabości władzy.
Osoby niepełnosprawne nie mogą liczyć na szybkie uchwalanie ustaw polepszających ich los. Powód banalny – proces legislacyjny trwa wiele tygodni jeśli nie miesięcy.
Dowód oczywisty – odbijanie Trybunału Konstytucyjnego przez prlowskiego prokuratora Piotrowicza. Kto to inny nie jak Piotrowicz wymyślił pisanie na kolanie nowelizacji właśnie nowelizowanej ustawy. Podpis Prezydenta w terminie kolidującym z wyjazdem turystycznym za granicę? Co w tym trudnego. Można podpisać ustawę przed jej uchwaleniem.
Brak środków na spełnienie postulatów protestujących? Przecież nas budżet posiada taką nadwyżkę, że możemy za gotówkę odkupić od Putina nie tylko Obwód Kaliningradzki ale i połowę Syberii.
No tak te podburzane zapewne przez ulicę i zagranicę mamuśki siłą przetrzymują swoje dzieci na sejmowej podłodze. Mówię Wam zapewne coś im dodają do posiłków aby były takie „potulne”. Czyżby jakieś środki niedozwolone? Marszałek Terlecki bez trudu okrył ten podstęp. Zapewne wie to własnych testów organoleptycznych różnych nie zawsze legalnych środków.
Jest też teoria o lansowaniu. Kto to bowiem widział aby matka dziecka niepełnosprawnego miała pomalowane paznokcie i to jeszcze różnokolorowo. To czysty bikinizm 21 wieku.
Może trzeba konkretnie zająć się tematem i odebrać tej garstce kobiet ich kartę przetargową – ich dzieci.
No ale jak to? Dzieci odbierał Tusk, Morawiecki i Szydło tego nie robią. Nawet Kurski nie sprzeda tego ciemnemu ludowi.
Te dzieci to też nie do końca dzieci. To pełnoletnie osoby. Co prawda z wieloma deficytami. Często z różnymi porażeniami, wolniej i niewyraźnie mówiące. Ale są to osoby które wiedzą co się wokół nich dzieje.

Julka ma dopiero (a może już) 10 lat i problemy o których stało się ponownie głośno kilka dni temu jeszcze bezpośrednio mnie nie dotyczą. Niestety często spotykam rodziców których niepełnosprawne pociechy kończą kluczowe dla tej grupy społecznej lata: 16, 18, 25.
I wskoczenie do coraz starszej grupy wiekowej powoduje zmniejszenie pomocy ze strony (opiekuńczego) państwa.
Wie ktoś czy nasza ekspremier Becia wróciła cało ze spływu Dunajcem?
Szykuje się na triumfalny powrót na poprzednie stanowisko?
Wizerunkowo władza ta może wygrać starcia z niepełnosprawnymi i ich rodzicami.
Ktoś wcześniej czy później straci za całe to zamieszanie głowę … ups, stołek.

Zastanawiam się co się stało z przekazem dnia. Podczas poprzednich „kryzysów” przedstawiciele rządzącej koalicji niemal na wszystkie pytania dziennikarzy odpowiadali wcześniej wyrytymi na pamięć odpowiedziami. Gdyby zapytać ich wówczas o pogodę odpowiedzieliby, że nie rozumieją dlaczego strona izraelska ma zastrzeżenia do nowelizacji ustawy o IPN. A teraz każdy mówi co mu ślina na język przyniesie.
Na rodzicach osób niepełnosprawnych nie robi to najmniejszego wrażenia. Przez lata walki o lepszą przyszłość swoich dzieci stali się nieczuli na wszelkiego typu obrażanie, poniżanie.

Może środki przeznaczone na opłacanie internetowych hejterów przeznaczyć na dodatkowe godziny rehabilitacji, możliwość częstszych wizyt u specjalistów?
Pojawił się nowy „genialny” pomysł ministry Rafalskiej – mamuśki chcecie 500 zł to dostaniecie w naturze. Nie będzie ograniczeń w dostępie do pieluchomajtek. Dziecko nie wymaga pieluchomajtek? Co za problem, sprzeda się tym którym akurat zbrakło. Genialne w swojej prostocie.

Wiadomość z ostatniej chwili – pewien producent samochodów „rozdaje” po 20 tysięcy. Kupcie samochód za 200 tys. a zapłacicie tylko 180. Zostanie wam 20 tyś w kieszeni. Nie wierzycie?
A może tak na próbę przez miesiąc wypłacać 500+ nie na konto bankowe tylko wysyłać kupon uprawniający do odbioru trzech drzew wyciętych przez ministra Szyszkę, czy też pięciu ton pszenicy zakupionej w ramach skupu interwencyjnego.
Zastanawiam się jak Rafalska z Kopcińską wyliczyły, że to „wsparcie” które oferują to 500 zł.
Co stanie się gdy ktoś przekroczy ten wspaniałomyślny poziom miesięcznych wydatków?
Na prawicowej stronie internetu już pojawia się przekaz – roszczeniowe mamuśki chcą tylko i wyłącznie kasy. Zapewne wydadzą je w skalpach odzieżowych lub u kosmetyczek.
Jak rząd przyznawał sobie premie nie chciał otrzymać jej obligacjach tylko wybrał przyrost dostępnych środków na koncie bankowym.
wozek
Dorosłe osoby niepełnosprawne wspólnie z rodzinami powinny decydować jaka forma pomocy jest najpotrzebniejsza w danym momencie. W jednym miesiącu będzie to szybszy (zapewne prywatnie) termin wizyty u specjalisty, kolejnego zakup obuwia ortopedycznego.
Rząd nie może decydować o wszystkim. Niepełnosprawni też mają prawo do nawet niewielkiego decydowania o swoim życiu.

Podziel się