Znalazł się kolejny…

Wracam sobie wczoraj zmarznięty z powitania wiosny gdy nagle na fb pojawia się news. Jakub Mauricz ogłasza światu niesamowite osiągnięcie. Jego zespół wyleczył w ciągu roku dziecko z autyzmu. Powiem szczerze nie wiedziałem zupełnie co to za „gwiazda” medycyny. A przez ostatnie 10 lat słyszałem już o dziesiątkach jeśli nie setkach osób które pomagają w nierównej walce z autyzmem.
Wszem i wobec ogłosił, że autyzm to choroba metaboliczna i wystarczył rok współpracy aby dziecko odzyskało zdrowie. Dowiedzieliśmy się, iż przed „przejęciem” dziecka przez „uzdrowicieli” rodzice wydali majątek na kosztowne a w domyśle zbędne konsultacje, badania czy terapie.
Julka przed i tuż po diagnozie miała wykonywanych szereg badań i wszystkie z nich były opłacane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Co jakiś czas zarzucano mam iż, za mało pieniążków wydajemy na walkę z julkoautyzmem.
Z kontekstu wpisu na fb można wywnioskować, iż „tradycyjna” terapia jest kosztowniejsza od leczenia biomedycznego. Do wczoraj uważałem, że jest odwrotnie. Co więcej rodzice leczący dzieci biomedycznie na każdym kroku opowiadają ile to wydają pieniędzy na „specjalistów”. Wystarczy rzut oka na portale umożliwiające zbiórki pieniędzy i dowiedzieć się iż są to dziesiątki tysięcy. Wątpię aby pan Jakub robił to jakoś niskokosztowo.
Co zatem świadczy o „wyleczeniu”? Zmiana orzeczenia na temat autyzmu. Powiem szczerze, nie wiem co to za dokument. Kojarzą mi się dwa „papiery”. Jeden to diagnoza wydana przez odpowiedni zespół drugi to orzeczenie o niepełnoprawności. Zarówno jeden jak i drugi kwit można bez trudu uzyskać.
Kilka miesięcy po otrzymaniu diagnozy jeden z logopedów pracujących wówczas z Julką orzekła iż nasza pociecha niema autyzmu gdyż: spokojnie siedzi na zajęciach. Wystarczyło tylko iść tym tropem by mieć w domu „zdrową” Julkę. Te osoby które były na „komisji” doskonale wiedzą, iż dużo zależy co i jak się mówi. Jeśli rodzic będzie mówił o tym że u dziecka nie ma już autyzmu to jest wielce prawdopodobne iż niezostanie wydane orzeczenie na kolejny okres.
Pan Mauricz podał wiek dziecka które zostało „wyleczone” i co? To pięciolatek. Dla osób spoza branży nic to nie mówi. Ale dla osób siedzących z autyzmem to wiek „klucz”. To wiek 92,54 procent dzieciaków w którym to zostały „wyleczone” z autyzmu. Czy „wyleczenie” jest trwałe to już sfera domysłów.
Zobrazuję to motoryzacyjnie. Pewien producent samochodów od lat ma problem z występowaniem po kilku latach eksploatacji problemów z blacharką czy elektryką. Wypuszcza nową wersję modelu i po kilku miesiącach ogłasza, że ruda już nie atakuje karoserii a instalacja elektryczna nie sprawia żadnych problemów.
Swoje pięć groszy dołożyła osoba która jest osobiście odpowiedzialna za ten medyczny cud. Jeśli dziecko które normalnie rozmawia, jeździ na nartach już nie ma autyzmu to ja czegoś nie rozumiem.
Julka w szkole jest chwalona przez nauczycieli za piękne i rzeczowe wypowiedzi. Fakt nie potrafi rozmawiać przez telefon, rekompensuje to wykorzystywaniem sms i Messengera. W ubiegłym roku Julka pod okiem nauczycielek nauczyła się jeździć na rolkach (fakt na nartach nie umie jeździć). A autyzm jak miała tak ma.
Jeśli ktoś ogłasza publicznie iż wyleczył z autyzmu to zabezpieczanie się możliwością wystąpienia regresu, czyli powrotu autyzmu jest co najmniej nie na miejscu, a taki swoisty dupochron powstał już wczoraj.
Nawet jeśli to dziecko zostało wyleczone z autyzmu to jest to tylko jedno dziecko. Wysuwanie na tej podstawie daleko idących wniosków o opracowaniu rewelacyjnej metody leczenia autyzmu jest idiotyczne.
W ostatnim okresie mieliśmy problem natury motoryzacyjnej, a dokładnie zmagaliśmy się z falowaniem silnika na biegu jałowym. Czy twierdzę, że wszystkie egzemplarze tego modelu samochodu mają z tym problem? Nie. Czy po usunięciu usterki twierdzę, że przyczyną falowania obrotów jest wyłącznie „uszkodzona” sonda lambda? Nie. Mechanik przyznał, że był to pierwszy taki przypadek w jego kilkunastoletniej praktyce i zapewne ostatni.
W rewelacjach pana Jakuba oburzyły mnie również dwie inne rzeczy. Po pierwsze dla wielu osób niekoniecznie związanych z autyzmem jest to poważny fachowiec. Nie jest to nikomu nieznany, anonimowy rodzic który chwali się „sukcesem” jaki samodzielnie osiągnął ze swoim dzieckiem. Zatem siła rażenia takich rewelacji jest duża.
Po drugie w autyzmie bardzo łatwo jest o nadinterpretację faktów. U Julki gwałtowny rozwój mowy nastąpił po zapisaniu do przedszkola. Zatem naciągając fakty przedszkole może śmiało twierdzić, że to im zawdzięczamy rozwój mowy Julki w tamtym okresie. Nieważne, że wcześniej przez ponad rok Julka codziennie przez kilka godzin wykonywała ćwiczenia logopedyczne a fizycznie do przedszkola poszła pół roku po zapisaniu ;)
Minęła doba i …. autyzmu już nie można wyleczyć, można złagodzić objawy. Autyzm nie jest już chorobą metaboliczną, a problemy metaboliczne mogą być jedynie powodem nasilenia objawów u części osób z autyzmem.
Jak dla mnie autyzm dalej pozostaje zaburzeniem nierozwojowym. Czy istnieje jedna przyczyna autyzmu? Nie wiem, jak Wy ale dla mnie, tych przyczyn jest kilka, a może i kilkanaście(jeśli nie więcej). To właśnie dlatego tak różnią się między sobą autystycy, czy prowadzone terapie przynoszą mniejsze, czy większe sukcesy.
Wbrew temu, co dzisiaj opowiada pan Mauricz, wczorajszy post był pisany z pełną świadomością. Wystarczy, że kilka osób zdecyduje się u Niego „leczyć” swoje dziecko i już cel będzie osiągnięty. Z drugiej strony, jak teraz muszą czuć się rodzice tego „wyleczonego” dziecka, które jeszcze wczoraj było w pełni zdrowe, a dzisiaj już tylko podleczone.
Swoją drogą, niezłych fanów ma pan Jakub. Mimo dzisiejszego dementi, dalej otrzymuje gratulacje za wyleczenie z autyzmu. Obawiam się, wiedza gratulujących, o autyzmie jak taka sama jak ich „guru”; czyli żadna.

Czarodziej
Jeśli pan Mauricz wiedział cokolwiek o autyzmie, miałby świadomość iż „nasze” środowisko podchodzi sceptycznie do takich rewelacji. Nie jest to żaden hejt, to nic innego jak obrona przed bredniami które ukazują się co kilka tygodni. Bowiem w takich odstępach czasu ktoś chwali się jednostkowym sukcesem wyleczenia autyzmu.
Domyślam się, że opracowywanie diet dla sportowców jest dochodowym interesem, pomyślcie zatem jaki dochód musi przynosić „leczenie” autyzmu. Obawiam się, że nie mniejsze.
Tak na koniec, mam złą wiadomość dla wszelkiej maści szarlatanów i cudotwórców… na rynku pojawił się nowy potężny gracz.

Podziel się
  • Karina

    Przyczyn Autyzmu jest wiele.
    U nas obstawiam uszkodzenie w czasie porodu, ale szpital pozamiatał wszystko pod dywan.
    Jedni obwiniają szczepienia inni geny, jeszcze inni nieprawidłowo funkcjonujący układ metabolicznych czy immunologiczny lub zatrucie metalami ciężkimi.