On nie znika

Proste, łatwe hasło: Autyzm na całe życie, a tyle zamieszania.
W kwestii autyzmu są dwa podejścia, większość środowisk związanych z autyzmem mówi, że to zaburzenie rozwojowe, inni ich krytykują i głoszą: to choroba.
Za chorobę autyzm uważają zwolennicy leczenia biomedycznego. W co drugim zdaniu ich wypowiedzi usłyszymy: to cholerstwo siedzi w jelitach. Stosujcie diety bez tego czy tego a autyzm zniknie. Jeśli nie zniknie to zaserwujcie chelatację. Jeśli i to nie pomoże to trzeba zastosować takie metody „leczenia”, że nikt nie powie iż to stosuje. W razie wpadki wizyta przed obliczem prokuratora murowana.
Wystarczy kilka chwil, by w sieci znaleźć „specjalistów” którzy zapewniają, iż wyleczą nasze dziecko z autyzmu. Co ciekawe często ich metody są wzajemnie się wykluczające. Co więcej znalazłem pewnego znaffcę od autyzmu, który daje pisemną gwarancję iż wyleczy dziecko z autyzmu w ciągu dwóch lat. To, że z medycyną nie ma nic wspólnego jest mało istotne.
Czy pamiętacie niejaką Renatę Radomską? Kilka lat temu ogłosiła wszem i wobec: pokonałam autyzm córki. Jeszcze przez jakiś czas pojawiała się w niewielkich domach kultury z swoimi wykładami. Aż stopniowo słuch o Niej zaginął.
Kurde jak to możliwe? Zasługuje na nagrodę Nobla, przecież dzięki Jej odkryciu można pomóc milionom rodzin, a budżety państw zaoszczędzą miliardy dolarów przeznaczanych na pomoc społeczną.
Takich ludzi jest więcej. Co jakiś czas pojawia się głos rozsądku i zaskoczony stwierdza: ten specjalista to chyba coś kręci, przecież te specyfiki które nam sprzedaje można kupić w zwykłej aptece kilka lub kilkanaście razy taniej.

Apeluję po raz kolejny, proszę pokazać mi wyleczoną osobę z autyzmu.
Zapewnienia, że sześcio czy siedmiolatek został wyleczony z autyzmu traktuję jako klasyczną legendę miejską.
Zatem jeśli ten sześciolatek został wyleczony to nic nie robiąc z tym dzieckiem za dziesięć lat też powiedzą: tak, On (dalej) nie ma autyzmu.
Jeśli wyleczyliśmy dziecko z autyzmu, to zupełnie o nim zapominamy. Jeśli był w tych jelitach, to zapewne go „wybiliśmy”. To dlaczego trzeba dalej wsypywać w dziecko kilogramy specyfików?
Czyżby autyzmem można się „zarazić” kilka razy w życiu?
Oczywiście, jeśli dziecko wymaga leczenia niezwiązanego z autyzmem, ma różnego rodzaju alergie to trzeba i z tym walczyć.
Ale niej o tym decydują lekarze specjaliści z danej dziedziny medycyny.
Czy ciąże „prowadzą” stomatolodzy, a operacje kardiologiczne przeprowadzają dermatolodzy?
To i tak dobrze, przynajmniej ukończyli studia medyczne. Autyzm często „leczą” absolwenci uczelni technicznych!
Ludzie, uwierzcie mi, słuchanie płaczącego własnego dziecka które mówi: dajcie mi pieniądze, aby lekarze wycieli mi ten autyzm. Ja już go dłużej nie chcę nie jest łatwe.
Też chciałbym dać Julce nawet te kilka tabletek dziennie niż mieć wywieszoną na kuchennej lodówce grafik z zajęciami terapeutycznymi na które Julka uczęszcza. I codzienne życie toczy się wokół tego grafiku.
Pierwsze powiązanie Julki z autyzmem pojawiło się ponad 9 lat temu. Przez te lata autyzm u Julki bardzo się zmienił.
Aktualnie dla wielu jest on ledwo dostrzegalny. Nawet jeśli skutecznie utrudnia życie naszego dziecka przez godzinę dziennie czy tylko 5 minut tygodniowo, to dalej przewraca życie Julki do góry nogami.
Nie rozumiem, dlaczego stwierdzenie, iż osoba będzie go miała do samej śmierci zniechęca ludzi do działania.
Poznałem sporo rodziców których pociechy zmagają się z różnymi chorobami, zaburzeniami mających pełną świadomość, że nie można zbyt wiele pomóc ich dzieciom. Co mają powiedzieć rodzice którzy spędzają setki godzin u różnych specjalistów tylko po to by poziom funkcjonowania ich potomka się nie pogorszył.
Jeśli autyzm jest na całe życie to trzeba zrobić wszystko co możliwe aby ten autyzm jak najmniej ingerował życie człowieka.
W moim przypadku to hasło działa wręcz motywująco – robię wszystko co mogę (co jest możliwe pod względem organizacyjnym, czy finansowy) aby Julka była jak najbardziej samodzielna.
Polska na niebiesko
Co raz częściej dostępne są nowe metody terapii. I trzeba z nich korzystać.
Warto pamiętać o wszystkich autystach. Ciągle bowiem odnoszę wrażenie, iż im człowiek mniejszy tym więcej pomocy i wsparcia. Człowiek staje się dorosły i … zero perspektyw, niemal żadnego wsparcia. Nie jest źle jak żyją rodzice, po ich śmierci dla wielu autystów zaczyna się dramat.
Zdaje sobie doskonale sprawę, że pewna część autystów nigdy nie będzie samodzielna, ale dla wielu innych pozbawienie ich wsparcia w dorosłym życiu będzie powodowała stopniowy zanik wcześniej nabytych umiejętności.
Zmagania z autyzmem to bardziej maraton niż sprint na 100 metrów. Często rodzice tuż po otrzymaniu diagnozy spinają się w sobie, śpią po dwie lub trzy godziny na dobę, stosują metody które nie zostały jeszcze odkryte. Ile tak można wytrzymać ? Rok, dwa no może pięć. Co będzie jeśli po tym okresie nie pojawią się jakieś spektakularne sukcesy. Totalna załamka. Znam dziewczynę która słowo mama wypowiedziała w wieku 17 lat.
Uświadomienie sobie, że autyzm jest na całe życie, to też mniejsze pokusy by ukrywać fakt posiadania dziecka niepełnosprawnego. Lepiej może od „małego” oswajać znajomych, sąsiadów z tym faktem niż żyć w przeświadczeniu, że za kilka lat wyleczymy dziecko z autyzmu to po jaką cholerę o nim mówić. Sprawa wcześniej czy później się rypnie.

Podziel się