Wystarczy chcieć

W ostatni weekend dość niespodziewanie było głośno o autyzmie. Wszystko to działo się za sprawą pewnego celebryty który kilka dni wcześniej w mediach społecznościowych podzielił się informacją, że na urodziny jednej dziewczynki nie przyszedł (prawie)nikt z zaproszonych gości. Nie była to taka zwykła dziewczynka, bohaterka całego tego zamieszania ma Zespół Aspergera. Powszechnie wiadomo, że ZA to ciężka choroba, a „chory” niemalże w każdym przypadku umiera w niewyobrażalnych męczarniach. Co gorsza, ZA można zarazić się nawet przez kontakt wzrokowy.
Wydaje się zatem całkiem rozsądne, że troskliwi rodzice robią wszystko aby uchronić swoje pociechy od takiego cierpienia.
Zaburzenia ze spektrum autyzmu powodują niemałe spustoszenie w sferze społecznej „pacjenta”. Przypominam sobie przerażenie w oczach Julki przedszkolanek gdy opowiadały jak to Julka różni się od zdrowych rówieśników. Rozwalała niemal każdą ich wspólną zabawę. Ale minęło kilkanaście miesięcy i chłopcy którym wcześniej zabierała piłkę (gdyż nie bawili się tak jak Ona chciała) w przedszkolnej szatni zostawiali dla niej zaproszenia na urodzinowe balangi.
Dzieciaki z autyzmem czy też ZA muszą się uczyć umiejętności społecznych tak jak ich zdrowi koledzy uczą się liczyć czy pisać. Umiejętności społecznych nie da się na uczyć siedząc w samotności sam na sam z terapeutą. To trzeba ćwiczyć na żywym organizmie. Julka ma sporo szczęścia. W swoim pierwszym „normalnym” przedszkolu początkowo była jedną z dwóch dziewczynek. Rezolutna dziewczynka wolała towarzystwo „dziwnej” Julki niż tych grających w męskie gry chłopaków.
Czy dziewczynka skarżyła się osobom dorosłym na Julkę? Oczywiście, niemal krzyczała gdy Julka wracała po kilkudniowej chorobie i żądała wyjaśnień, dlaczego Julka zrobiła Jej takiego psikusa.
Minęły lata, i rodzice zamiast dziwić się obecności Julki na urodzinach, zastanawiali się dlaczego nigdy nie pojawia się chłopiec który był zapraszany przez wszystkie dzieciaki z grupy. Słabość chłopaków do Julki ojjj długo utrzymywała się na wysokim poziomie. Zawsze miała większą męską frekwencję na swoich urodzinach niż koleżanki.
No ale młode dziewczynki rosną. Wspólna impreza ze wczesnoszkolnymi kolegami to obciach. Teraz bawią się we własnym gronie. Czy Julka bawi się razem z nimi? Oczywiście.
Julka rozpoczęła szkolną edukację mocno „wykluczona”; autyzm, inne osiedle, czego chcieć więcej. Dzieciaków nie da się „zmusić” do lubienia innego dziecka. Powiedzenie masz lubić Julkę, przyniesie zapewne odwrotny skutek. Wystarczyła odrobina kreatywności i nasz Tisio nie tylko nie jest wykluczony, jest integralną częścią klasy. O „naszym” sposobie na sukces będzie osobny wpis ;)
Powiem tylko tyle, bardzo duża jest w tym rola dorosłych.
girl
Każde dziecko marzy o tym by ktoś pamiętał o jego urodzinach. Jeżeli na szkolnym korytarzu słyszy o urodzinach tego czy innego dziecka samo też chce takie mieć.
Wówczas rodzic dziecka mało lubianego w klasie, niepełnosprawnego przez wiele dni i nocy rozkminia jak to zrobić aby nie poczuło się „gorsze”.
O sytuacjach dziecka z autyzmem które na swoich urodzinach bawiło się samotnie słyszałem wielokrotnie. Za wielką wodą (tam gdzie „niespodziewanym” prezydentem jest gość z dziwną fryzurą) swoją pozytywną rolę spełniają media społecznościowe. Pada hasło: „koledzy” olali dziecko, potrzebni goście i ludziska robią co mogą by pomóc.
W Polsce popularna jest metoda „kartkowa”. Wiele rodzin w których są dzieciaki niepełnosprawne ją praktykuje. Ty mi wyślesz kartkę na urodziny Krzysia, a ja Ci wyślę kartkę na urodziny Marysi.
Oczywiście są to tylko protezy. Dziecko byłoby o wiele szczęśliwsze spędzając ten czas w gronie osób które zna z przedszkola, szkoły.
Nawet ja, jako rodzic dziecka niepełnoprawnego stanąłem przed takim wyborem jak rodzice dziecka „zdrowego”. Julka dostała zaproszenie od dziecka które miało o wiele większy bagaż deficytów niż Tisio. Nie ukrywam, w związku z tym zaproszeniem musieliśmy nieco przeorganizować swoje plany weekendowe. Julka świetnie się bawiła, a i tamto dziecko było szczęśliwe.
Ale podsumowując całe to zamieszanie.
Po „powtórnych” urodzinach internetowi znaffcy jak sępy rzucili się na organizatorów całego zamieszania. Pojawiały się głosy: Jak śmieli wywołać tak wielką traumę u dziecka. Przyznaję dziecko było zszokowane widokiem takiego tłumu. Każde dziecko czuło by się nie swojo widząc tyle gości na swojej imprezie. Są różne „wersje” autyzmu, niektóre dzieciaki panicznie boją się ludzi, innych tłum pozytywnie nakręca.
A dorośli mają … rok aby coś zmienić aby za rok to (czy inne) dziecko miało takie urodziny jak sobie wymarzyło.

Podziel się