Jest super, więc o co Ci chodzi

Ministra Zalewska jest tak dumna z nowych przepisów odnośnie nauczania indywidualnego, że po … kilku dniach „pochwalny” komunikat zniknął z ministerialnej strony. Czyżby ta chodząca żywa reklama liftingu stomatologicznego nie wiedziała, że w internecie nic nie ginie?
O tym, że będą zmiany rodzice wiedzieli od kilku miesięcy, rodzice składali szereg uwag do proponowanych zmian. Ministerialni urzędnicy zapewniali, że to zmiany na lepsze. Nadszedł pierwszy września i przed niektórymi uczniami zamknięto szkolne drzwi.
Przecież już w drugim akapicie ministerialnego komunikatu widać magiczne hasło szkoła ma obowiązek zapewnić indywidualne zajęcia edukacyjne. Więc o co chodzi?
Wszystko staje się jasne po przeczytaniu kolejnego zdania. Potrzeba takich zajęć musi być wskazana w IPET. I zaczynają się schody.
Zapis o tym, że indywidualny program edukacyjno-terapeutyczny określa czy i w jakim wymiarze godzin będą odbywać się „lekcje” indywidualnie lub w grupie liczącej do 5 uczniów pojawił się w rozporządzeniu opublikowanym 24 sierpnia. W poprzednim rozporządzeniu nie było o tym jakiejkolwiek wzmianki.
Dla mniej zorientowanych wyjaśniam, że IPET to taka instrukcja obsługi ucznia ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. To w tym dokumencie pisze, co szkoła zapewnia uczniowi, jak z nim postępować, itp.
Jeśli mnie pamięć nie myli to wiosną tego roku podczas kontroli w jednej ze szkół z powiatu rzeszowskiego kuratorium oświaty miało zastrzeżenie, że część obowiązkowych zajęć edukacyjnych z uczniem była realizowana indywidualnie w oddzielnym pomieszczeniu zamiast w klasie w obecności nauczyciela.
Może ktoś wie czy jakikolwiek IPET miał zapis o „mieszanym” sposobie prowadzenia zajęć z uczniem? Osobiście wątpię aby był taki IPET.
No dobra; załóżmy, że wcześniej nie można było, a teraz już tak można zrobić.
Trzeba zatem „zaktualizować” wspomniany dokument. Odpowiedni zespół zbiera się w szkole i zaczyna pisać. Tylko kto miałby prowadzić zajęcia z tym niepełnosprawnym uczniem? Arkusz organizacyjny szkoły zrobiony na wiosnę, wówczas nikt nie miał „oficjalnej” wiedzy o zmianach które wejdą w życie 1 września. Przypomnę, że gdy poprzednie rozporządzenie powodowało, że na zatrudnienie w klasie Julki pani Dominiki szkoła nie potrzebowała zgody wydziału edukacji wszyscy dostali niemal pół roku na przygotowanie się do tej „kluczowej” zmiany. A i jak dobrze pamiętacie było z tym sporo zamieszania (MEN również wówczas wydawał specjalne komunikaty).
Obawiam się, że nowe rozwiązanie będzie wprowadzane do ipetów gdy wcześniej taki zapis znajdzie się w orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego.
Wydanie nowego orzeczenia KS to trwający co najmniej kilka tygodni proces. Nie wiemy też czy „orzeczniczki” w PPP nie dostaną jakiś „tajnych” wytycznych z góry. Może się okazać, że zdobycie odpowiedniego zapisu będzie bardzo trudne. Pamiętacie zapewne, że zapis o potrzebie zatrudnienia nauczyciela wspomagającego w”zwykłej” klasie było możliwe tylko w teorii. Niewielu się to udało.
Przypominam, że orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego dostaną tylko niektóre dzieci niepełnosprawne. Znam sporo dzieci niepełnosprawnych które w myśl przepisów oświatowych są „zdrowe”.
Ministra chwali się, że rozwiązaniem problemów wielu dzieciaków z dostępem do zajęć w szkole będzie zindywidualizowana ścieżka edukacyjna. To zupełna nowość, Objęcie ucznia tą formą pomocy wymaga opinii publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej. Zatem również w tym przypadku potrzeba czasu. Ale to jeszcze nic. Póki co nie ma podstawy prawnej aby poradnie mogły wydawać taką opinię. Odpowiednie rozporządzenie leży gdzieś na ministerialnym biurku.
Większość osób które są biegłe w prawie oświatowym mówią, że taka opinia nie będzie decyzją administracyjną. Zatem zapis ministerialnego komunikatu, że wspomniana decyzja będzie obligatoryjna dla szkoły to pobożne życzenia. Ludzie walczą o realizację zapisów orzeczenia KS a realizacja „zwykłej” opinii będzie odbywała się bez trudu? Wolne żarty!
Co więcej, pierwszy krok musi wykonać szkoła i przygotować odpowiednie opinie. Zatem może dojść do paradoksu w którym sam „zainteresowany” napisze sobie papier który będzie później realizował.
Rozporządzenie „uaktywniające” tą formę edukacji zostało opublikowane bardzo dawno temu… 25 sierpnia (bieżącego roku). Zatem nawet najbardziej ambitny nauczyciel nie był w stanie przygotować wcześniej swojej opinii.
Wspomniane „nowości” miały spowodować, że uczniowie z nauczania indywidualnego „wrócą” do szkół.
Opisane zmiany miały spowodować złagodzenie skutków „kluczowej” zmiany mówiącej, że od nowego roku szkolnego nauczanie indywidualne może odbywać się wyłącznie w domu.
No może nie do końca, wydane przed wejściem w życie nowego rozporządzenia w sprawie „ nauczania indywidualnego” orzeczenia umożliwiają naukę na dotychczasowych zasadach.
Niestety jest małe ale, no a nawet dwa.
Po pierwsze – w dotychczasowym orzeczeniu musi być zapis o możliwości odbywania zajęć w szkole (lub przedszkolu).
Po drugie – szkoła musi dysponować odpowiednim pomieszczeniem, w którym takie zajęcia mogą się odbywać. A jak sami wiecie, w związku z likwidacją gimnazjów w wielu szkołach są trudności lokalowe. Jest to zatem „idealny” powód aby przed uczniem zamknąć drzwi. Co więcej ”stare” orzeczenie umożliwia na dotychczasowych zasadach tylko przez najbliższe 10 miesięcy. Za rok, jeśli dziecko będzie chciało uczestniczyć w lekcjach wraz z kolegami będzie musiało wybrać jedną z „nowości”. Przypominam – wiele dzieciaków nie będzie miało jakiegokolwiek wyboru i będzie „skazane” na Ścieżkę!
Tutaj ministerialni urzędnicy zaszaleli, nowe rozporządzenie zostało wydane …28 sierpnia.
Od wielu tygodni poradnie robiły co mogły aby opóźnić wydanie stosownego orzeczenia. Jedna poradnia (lubelska?) oficjalnie ogłosiła, że nie będzie wydawać orzeczeń NI do czasu wejścia w życie nowych przepisów.
Miało być lepiej, a nikt nic nie wie. Poszkodowani są jak zwykle najsłabsi. Zajebiście „ dobra zmiana”.
PS. Wspomniana ministerialna strona nadal „wyrzuca” błąd 404.

Podziel się