Julkomama o Krynicy Morskiej

Już minął ponad tydzień od czasu powrotu z turnusu w Krynicy Morskiej gdzie spędziłam z Julką dwa tygodnie. Celowo zwlekałam z wpisem chciałam uspokoić emocje.
Zacznę od początku o godzinie 8 .30 wsiedliśmy do pociągu z Przemyśla i nie wiedzieliśmy co nas czeka. Nikogo nie znaliśmy. Trafiliśmy do przedziału gdzie siedziały dwie miłe panie z dziewczynki w podobnym wieku do Julki. Po kilku godzinach pierwsza przesiadka Warszawa Wschodni i pierwszy raz w pociągu Pendolino. Później w autokar w Malborku i już do samej Krynicy Morskiej pod ”Luxus”. Przywitał nas deszcz i dziki. W pierwszej chwili zamarłam z przerażenia. Ale pani kierowniczka turnusu uspokajała że spokojnie nie ma się czego bać nic nam nie zrobią, jak nie będziemy zaczepiać, krzyczeć i wykonywać gwałtownych ruchów. W pierwszy dzień poznałam też mamę z inną dziewczynką też w zbliżonym wieku do Julki. Turnus ten znacznie różnił się od poprzedniego.
apart
Był połączony z wczasami wypoczynkowi. Zajęć było bardzo mało i głównie ruchowe. Dzieci były w różnym wieku i z różnymi schorzeniami a także zdrowe. Julia miała bardzo dużo wolnego czasu i mogła integrować się z różnymi dziećmi. Julka najwięcej czasu spędzała z dziewczynką z pociągu jak się później okazało naszą sąsiadką ze stolika na stołówce i inną która była z mamą. Spacery i przebywanie nad morzem dostarczało Julce wielu bodźców. Miała naturalną sensomotorykę. Zachód słońca nad morzem to niezapomniane przeżycie i robi ogromne wrażenie. Choć pogoda nie zawsze była plażowa starałyśmy się codziennie być nad morzem. Julia zbierała kamyczki i muszelki. Moczyłyśmy nogi. No Julka nawet pływała na kole ja nie miałam odwagi zanurzyć się cała. Dla mnie woda ciągle była za zimna. Doceniłam też parawan. Dawnej śmiałam się z tej mody. Ale teraz przekonałam się że to ochrona przed częstymi podmuchami wiatru. Musiała też panować nad swoimi emocjami. Było wiele pokus w postaci kramów z różnościami i Julia często płakała że coś chce a ja jej nie kupowałam. Znając Julkę w innym przypadku wróciłaby do domu z co najmniej pięcioma torebkami i połową sklepu zabawkowego. A tak kupiła wszystkiego o wiele mniej. Kupiłyśmy też jako pamiątki książki, które będą nam przypominać tamte miejsca.
selfie
Odwiedziliśmy Sopot i oczywiście spacer po molo, szkoda tylko że było zbyt mało czasu. Zwiedziliśmy też zoo. Udało nam się zwiedzać w sposób nietypowy bo mieliśmy godzinny przejazd kolejką wraz z przewodnikiem od którego usłyszeliśmy wiel ciekawostek o zwierzętach tam mieszkających. Mieliśmy spacer po rynku Gdańskim i przystanek na zdjęcia pod pomnikiem Neptuna.
frombork
Odbyliśmy też rejs z Krynicy Morskiej do Fromborka, gdzie wiedzieliśmy katedrę i wysłuchali koncertu organowego. Weszliśmy na wieżę wodną skąd był bajeczny widok.
frombork
Julia była tez po raz pierwszy w życiu w planetarium. Była też wycieczka do Malborka. Pierwszy raz w życiu tam byłam i ogromnie się z tego cieszę. Bardzo podobało mi się i Julce.
malbork
Czuję jedynie nie dosyt że nie zobaczyłam wszystkiego. Ale jak wytłumaczyła przewodnik aby wszystko zobaczyć musielibyśmy poświęcić na to ze 3 albo 4 godziny co było nie możliwe ze względu na dużą liczbę małych dzieci. W Krynicy weszłyśmy na latarnie morską. Byłam z Julki bardzo dumna, było to wielkim wyczynem. Musiała pokonać swój strach i kiedy skończyły się schodki przeszła po drabinie do góry. Niektóre dzieci nie dały rady, bo strach je pokonał. Julka jest niejadkiem. Na stołówce musiała sobie radzić. Szybko skończyły się zapasy jedzeniowe z domu. Ja stanowczo zapowiedziałam że nie będę dokupywać jedzenia. Zostały jedynie wypady na lody i goferki. A jedzenie było naprawdę bardzo pyszne i w odpowiedniej ilości. W czasie turnusu nie zabrakło też dyskotek z konkursami dla dzieci. Julia bardzo chętnie brała udział w konkursach ale jak kończyła się część dla dzieci nie chciała już dalej uczestniczyć i niestety musiałam wracać z nią do pokoju. Choć miałam ochotę jeszcze poszaleć na parkiecie. Na turnusie nie było zajęć ani warsztatów psychologicznych dla rodziców. Miałam okazję poznać dwie niezwykłe, silne kobity. Pomimo że że spotkały je przykre wydarzania nie załamały się. Jedna z nich okazuje miłość i pomoc najmłodszym które bardzo potrzebują tej pomocy i są skrzywdzone przez los. Nie jedna osoba nigdy, nie zdecydowałaby się na taki krok. Druga pani to silna i zaradna kobieta która sama sobie ze wszystkim radzi i do tego jest miła i serdeczna dla wszystkich. Na długo je zapamiętam. W takich chwilach człowiek bardziej docenia to co ma i zauważa że niektóre problemy to tylko błahostki. Istna szkoła życia. W niedziele uczestniczyli w nabożeństwach w kaplicy misjonarzy werbistów. Kolejny raz przekonałam się z jakim zaangażowaniem misjonarze odprawiają liturgię. W kaplicy mogliśmy zobaczy stuły i inne elementy liturgiczne wykonane w różnych regionach świata zgodnie z ich tradycjami. W pobliżu kaplicy znajdowała się bardzo urokliwa kawiarenka z widokiem na zalew gdzie serwowano wyśmienite lody naturalnej produkcji i po przystępnej cenie. Co w Krynicy było rzadkością.
Jula_mokra
Miałyśmy też są sąsiedztwo dzików które odwiedzały nas wieczorami i nocą. Przychodziły pod okna i głośno domagały się jedzenia. A czasami spotykaliśmy je jak przemykały pomiędzy plaża a pobliskimi lasami. Widzieliśmy też ślady ich działalności w pobliskich śmietnikach.
Sam ośrodek położony był w okolicy lasu i blisko morza co było znacznym plusem. Szybko mogliśmy się przemieścić w przypadku deszczu lub na posiłki. Trochę dalej było do centrum ale to akurat również było dla mnie na korzyść.. W pobliżu były sklepy spożywcze. Oczywiście ceny typowe dla miejsc turystycznych. Jeden raz byliśmy w pobliskim hotelu czterogwiadkowym w aquaparku. Niestety nie wzieliśmy koła i Julka musiała sobie radzić z makaronami. Nasz ośrodek zadbany prowadzony przez przemiłych ludzi chętnych do pomoc i rozwiązujących każdy problem.
Jula_morska
Krynica Morska to urocza okolica. Ma swój urok. Plaża czysta z piaseczkiem. Teraz rozumiem dlaczego niektórzy mówili że jedzą tu co roku. Jedne co było stresujące to podróż i przemieszczanie się z ciężkimi walizkami i pilnowanie dziecka aby gdzieś po drodze w gonitwie nie zginęło. Niby na było wszystko nowoczesne a dworce i pociągi ciągle nie są przystosowane dla podróżnych z dużymi i ciężkimi bagażami. Aż strach pomyśleć co muszą odczuwać osoby niepełnosprawne i ich rodziny. Za mało miejsca w pociągach na bagaże i to nawet w tych najnowocześniejszych. Doszło do kilku niemiłych incydentów takich jak wykłócanie się przy szafach bagażowych czy walczenie o miejsca w wagonie które były dużo wcześniej przez nas wykupione i zarezerwowane, które zajęli inni pasażerowie i nie mieli ochoty ich opuścić. A wystarczyło by tylko troszkę dobrej woli kolei bo mogli zamknąć te przedziały i wywiesić kartkę o rezerwacji. Wszyscy uczestnicy bardzo się zżyli. Droga powrotna minęła nam bardzo szybko w przemiłej atmosferze. Aż ciężko było się rozstać na dworcu w Rzeszowie. Reszta jechała do Przemyśla. Julce też bardzo podobało się na turnusie nie miała intensywnej terapii ale o to nam chodziło. Po intensywnym roku szkolnym w pełni zasłużyła na wypoczynek. W przed ostatni dzień prosiła mnie aby przedłużyć nasz pobyt. Jako pretekst podała że na obiadek będzie spaghetti takie jak lubi na na drugi dzień kurczaczek drugie jej ulubione danie. W tłumaczyłam jej że to nie takie proste aby zostać dłużej bo czeka na nas tatuś i obowiązki.
morze
Podsumowując ten turnus znacznie różnił się od poprzedniego i to nie tylko ceną. Może były problemy z odbiorem telewizji i wi-fi ale to nie jest najważniejsze na wakacjach. Pokoje były w miarę duże i przestrzenną, gdzie można było się swobodnie poruszać. Wyposażone były w sprzęt plażowy i ręczniki, naczynia i lodówkę co było dużym plusem. Można też było spokojnie posiedzieć przy stole. Przy ośrodku znajdowała się świetlica z piłkarzykami, bilardem i stołem do ping-ponga No cóż pogoda była zmienna ale zawsze było co robić. A jeśli komuś nie odpowiadała cisza zawsze mógł udać się do centrum gdzie nie brakowało wszelkich rozrywek dla tych małych i dużych.
Julka wypoczywała zamiast siedzieć na zajęciach. Ale takie przebywanie wśród różnych dzieci o wiele więcej ją nauczyło.
Na drugi rok bardzo chciałabym tu wrócić. Na pewno już będę mądrzejsza bo wiem co jest na miejscu i z czego można zrezygnować. Na pewno znacznie odchudziłabym bagaż i zamiast wszystko targać skorzystałabym z usług firmy kurierskiej.
port

Ps. Wszystkie zdjęcia są autorstwa Julki

Podziel się