Wyzwanie dla rodziców

Wczoraj, mniej więcej o tej porze wróciła do nas nasza córeczka. Przez kilkadziesiąt godzina przekazaliśmy ukochaną córeczkę pod opiekę nauczycielek ;) I to nie byle jakich – pani Anetki i pani Dominiki. Było to pokłosie ustaleń poczynionych na początku roku szkolnego. Wspólnie bowiem postawiliśmy przed sobą poważne wyzwanie – klasowa wycieczka ma być dwudniowa. Owszem przez ostatnie miesiące pojawiały się wątpliwości, czy dzieciaki są gotowe na takie wyzwanie. Zadawaliśmy sobie pytania czy lepszym rozwiązaniem jest wycieczka jednodniowa. Ostatecznie dzieciaki pojechały … na dwa dni w Pieniny.
Z Julką nie ma łatwo, usłyszała tylko o tych dwóch dniach i była gotowa ;) Jako Julkorodzice nie mieliśmy nic do powiedzenia.
jula
Dla rodziców było to większe przeżycie niż dla naszych pociech. Ta wychuchana małolata ma spędzić noc z daleka od mamusi? A jak rozpłacze się w nocy? A czy zje kolację? No ale dzieciaki były nieugięte ;) Przekonały większość rodziców.
Od kilku tygodni wszystko miały dokładnie zaplanowane. Ustaliły kto z kim będzie spał w pokoju. Wymusiły na nauczycielkach wyszukane menu na kolację i śniadanie. Nawet rodzice byli zszokowani co ich dzieci zażyczyły sobie na na wspólnie przygotowywane posiłki.
Julki klasa ma „pecha” i trafiła im się wychowawczyni która nie usiedzi na miejscu. Kilka dni wolnego i już jedzie na bliższą lub dalszą wycieczkę. Dlatego też wiedzieliśmy, że dzieciaki będą miały aktywną wycieczkę.
W związku z wycieczką udostępniliśmy Julce komórkę. Przez ostatnie dni uczyliśmy się prowadzić rozmowy telefoniczne. Niestety Julka wykorzystała komórkę do innych celów, nawet doładowanie konta przez Julkotatę okazało się niepotrzebne.
Julka bowiem postanowiła sprawdzić w boju nagrywanie filmików. Efekt był jeden … już w godzinach południowych pierwszego dnia przy próbie dodzwonienia się do Julki słyszeliśmy złowrogi komunikat: Abonent chwilowo niedostępny, proszę zadzwonić później.
Jeśli wycieczka jest dwudniowa to co jest największą atrakcją? Wspólne spędzenie nocy z dala od mamy i taty ;)
Dla Julki (dla innych dzieci zapewne również) była to świetna okazja do jeszcze większej integracji.
Dziewczynki potajemnie umówiły się co pakują do walizek na wspólne zabawy.
Julka nie była by sobą gdyby nie zabrała również kilku sukienek ;)
Dzieciaki wróciły megazadowolone, już pojawiają się plotki, że dwa dni to nie jest ostatnie słowo i za rok muszą pojechać na trzydniową wyprawę. A znając Panią Anetkę, jestem pewien, że powie: Dlaczego nie ;)
gora
zamek
zarosla

PS. Ta cisza w mieszkaniu gdy Julki nie ma z nami jest przerażająca ;) Takie nauczycielki to prawdziwy skarb. Julka ma szczęście, że trafiła na takie kobity…Teraz rodzice, muszą sprawdzić, czy dzieci nie kłamią i pani Anetka rzeczywiście robi takie pyszne gofry.

Podziel się
  • Karina

    Łzy wzruszenia cisną mi się do oczu jak czytam, że Julka tak świetnie sobie radzi. Życzę sobie aby i nasz synek tak świetnie się odnalazł w życiu szkolnym jak Państwa córka.