Jak nie ma jak ma

Julka miała, ma i będzie mieć autyzm. Tak, przyznaję to brutalna prawda. Są takie miejsca w internecie,grupy na FB, gdzie hasło: autyzmu nie można wyleczyć to największe kłamstwo.
Przecież powszechnie wiadomo, że wystarczy zlecić kosztowne badanie OAT, tajemnicze wyniki są tak skomplikowane, że żaden absolwent szkoły medycznej nie potrafi tego zinterpretować. Ale bez obaw w „wiadomych” miejscach są, „praktycy” którzy co prawda z medycyną nie mają wiele wspólnego ale wiedza co i jak. Później to już z górki, wystarczy zakupić kilkadziesiąt kilogramów różnorakich specyfików, kilka beczek płynów. To wszystko rzecz jasna trzeba systematycznie serwować biednemu dziecku. Niewierni Tomasze i Tomaszki muszą uwierzyć… autyzm z dziecka ucieka, tak szybko, że nie można go złapać.
Sukcesy są ;) Co jakiś czas ta czy inna mamuśka rzuca hasło: Pawełek nie ma już autyzmu, Wyleczyłam Kasię z autyzmu, Krzysiu pozbył się autyzmu.
Rozlegają się brawa,gratulacje sypią się jak śnieg w zimie.
No ale nikt nie rzuca słów na wiatr i zainteresowani dowiadują się co się tak naprawdę stało.
Objawy są bardzo jednoznaczne: dziecko zaczęło mówić, bawi się z rówieśnikami, sąsiadka z bloku obok nie zauważyła, że dziecko ma autyzm.
To wszystko było u Julki już pięć lat temu, a ja dalej wszystkim mówię, że moja córka ma autyzm.
Co więcej już po wystąpieniu objawów ”wyleczenia” rediagnoza potwierdziła moje przypuszczenia Julka ma autyzm.
Dla mnie „wyleczenie” z autyzmu oznacza jedno. Dziecko jest zdrowe. Zatem autyzm nie przekształca się w Zaspół Aspergara czy ADHD. Jeśli tak to domyślam się, że rodzice nie występują o kolejne orzeczenie o niepełnosprawności. Bo i po co? Przecież nie potrzebuje staromodnych terapii finansowanych ze środków PFRON.
Orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego też już nie trzeba wyrabiać. A zapomniałem, o jeszcze jednym. Zdecydowana wyleczonych nie chodzi jeszcze do szkoły.
Przecież z autyzmem jest tak jak z grypą. Pojawia się, podejmuje się leczenie i znika bez konsekwencji czy komplikacji. Ot , taki epizod w życiorysie.
Wyleczenie, musi oznaczać jeszcze jedno, nie trzeba już zażywać tajemniczych specyfików, pić dziwnych płynów. A może nie? Jeśli dalej trzeba to ciągnąć to jest to tylko i wyłącznie zaleczenie autyzmu ;)
Autyzm Julki nie jest „leczony”, Jula ma terapię ;) Efekty jakie są sami widzicie.
A może rzeczywiście Julka już jest wyleczona z autyzmu? Wszak chodzi do szkoły masowej, w klasie jest wysoki poziom a mimo to utrzymuje się w czołówce jeśli chodzi o naukę. Wygranie konkursu ortograficznego oznacza, że na 100 % autyzm jest z Julki przegoniony. Z relacjami z rowieśnikami też nie jest tak źle. Nasz Tiso zna co najmniej połowę uczniów w szkole.
Terapeutki z Titum musiały mnie oszukać, gdy proponowały mi aby zapisać Julkę na nowe formy terapii odpowiednie dla „wysokofunkcjonujących” dzieciaków z autyzmem.
Jednego jestem pewien. Autyzm jest krok przed nami, na każdym kroku szykuje dla nas niespodzianki.
A co u Julki? Intensywnie przygotowuje się do roli gołębia w nowym przedstawieniu kukiełkowym.
Martwi się tylko jednym… w tym roku nie będzie występu na żywo przed komisją konkursową. Nagranie przedstawienia kamera to nie to samo.
No, ale będzie jakaś niespodzianka?

Autyzm to integralna część Julki.

Podziel się