Masz babo placek

Wczoraj z powodu ważnych obowiązków „autystycznych” nie oglądałem na żywo w TVN 24 programu z udziałem przedstawicielki MEN, pani Marzeny Machałek. Może to i lepiej, telewizor mógłby tego nie przeżyć ;) Wieczorem widziałem ten „spektakl” na tablecie. Jestem przerażony …
W związku z proponowanymi zmianami w zakresie nauczania indywidualnego najgłośniej protestują rodzice. Powód jest banalny, to często „nasze” dzieciaki na własnej skórze odczuwają zalety i wady nauczania indywidualnego.
Po wczorajszej akcji „propagandowej” przeciętny zjadacz chleba może odnieść wrażenie, że rodzice dzieciaków które korzystają lub będą w najbliższym czasie korzystać z NI, to banda idiotów która nie potrafi ze zrozumieniem przeczytać najprostszego tekstu pisanego. Dlaczego te rozwścieczone mamuśki tak walczą o możliwość nauczania indywidualnego na terenie szkoły skoro ich dzieci będę objęte indywidualny program edukacyjny. Przecież jedno i drugie ma w swojej nazwie wyraz edukacyjne. Co więcej druga nazwa jest bardziej skomplikowana, można zatem przypuszczać, że jest rozwiązanie lepsze.
A teraz, mała historyjka która pozwoli wyobrazić sobie dlaczego rodzice dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, przez ostatnie dni nie śpią po nocach.
Wyobraźcie sobie aparat fotograficzny. Kupujecie do niego dedykowane akumulatory i tam pisze, że ten komplet umożliwi nam wykonanie 1000 zdjęć.
Idziemy sobie na imprezę z nowym aparatem, która ma trwać 5 godzin, zatem jak na godzinę zrobimy średnio po 200 zdjęć będzie równo i sprawiedliwie nasza zabawa obfotografowana. Impreza jest wieczorem, trzeba używać lampy błyskowej. No ale my trzymamy się swoich założeń. I co? Minęła połowa imprezy, na wyświetlaczu aparatu pojawiła się ikona z czerwoną baterią i aparat padł. No wraz z kolejną, taka imprezą, jesteśmy bardziej doświadczeni, robienie zdjęć przychodzi nam dużo łatwiej. Po kilku miesiącach udało się nam zrobić 600 zdjęć. Powiem więcej, po powrocie ze plenerowej wycieczki wracamy z kolekcją 900-set nowych zdjęć na karcie pamięci. Ale to nie wszystko, kolega identycznym zestawem zrobił 1100 zdjęć.
No, ale wracajmy do nauczania indywidualnego. Pani Machałek opowiadała nam wczoraj, że dziecko zamiast NI będzie przebywać w klasie z rówieśnikami realizując indywidualny program edukacyjny. Ale to nie wszystko, będzie dodatkowo miał szereg różnych zajęć, które pozwolą mu minimalizować pojawiające się problemy.
A teraz usiądźcie dobrze, w fotelach, wiadomość którą teraz przekażę zwali Was z nóg ;)
Julka w szkole jest objęta indywidualnym programem edukacyjnym! Pełna nazwa tego cudactwa to indywidualny program edukacyjno-terapeutyczny. Jak pewnie część z Was wie, Julka nie ma żadnej godziny w szkole sama na sam z nauczycielem czy innym specjalistą. Nawet zajęcia „rewalidacyjne” służą integracji ze zdrowymi koleżankami. Cudactwo o którym wspominam jest ściśle związane z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego. Zatem to było, jest i będzie (no chyba, że „dobra zmiana” wpadnie na kolejny genialny pomysł).
Mówi: Twój Krzyś, czy Franek ma wytrzymać na lekcjach w klasie 5 godzin dziennie. Jeśli będzie miał z tym trudność , to nie tylko nie zmniejszymy tej ilości godzin, my zorganizujemy dodatkowe zajęcia by wieczorami tęsknił za szkołą.
Niestety Krzyś po dwóch godzinach dziennie wśród hałasujących rówieśników, ma wszystkiego serdecznie dość. Wszystko zaczyna go drażnić, denerwować, zaczyna rozrabiać. Po kolejnej godzinie „normalne” prowadzenie lekcji z Jego udziałem jest już praktycznie niemożliwe. Bez ofiar w ludziach wszystkie lekcje się odbyły. Zdrowe dzieciaki poszły do domu, czy na kółka zainteresować, a co z Krzysiem? Krzyś poszedł do pani psycholog, która tłumaczyła mu, że Jego postępowanie jest niewłaściwie i powinni wspólnie popracować nad trudnymi zachowaniami.
Mijają dni, tygodnie. Krzyś na widok szkoły dostaje biegunki, plackiem kładzie się przed szkołą i za pierona nie chce do Niej wejść. Już nawet te dwie pierwsze wspólne godziny są koszmarem.
Rodzice zdrowych dzieciaków, co drugi dzień łażą do dyrektorki i mówią: Nich Pani coś zrobi z Krzysiem, On nie pozwala naszym pociechą się uczyć. Jeśli Pani nic nie zrobi zadzwonimy do TVN24 a może nawet i do TV Trwam.
W efekcie Krzyś ląduje na nauczaniu indywidualnym bądź gwałtownie wszyscy dla niego szukają miejsca w szkole specjalnej przy okazji tak dorabiając papierzyska aby się tam „załapał”.
Teraz wersja druga krzysiowej historii.
Krzyś przychodzi do szkoły na dwie lekcje do klasy, po czym wraca do domu. Niekiedy po „lekcjach” zostaje na dodatkowej lekcji sam na sam z nauczycielem. Mijają dni, tygodnie, dzieciaki przyzwyczajają się do „niestandardowych” zachowań Krzysia. Wiedzą, co i jak robić, gdy chłopak zaczyna „rozrabiać”. Jeśli te dwie godziny wszyscy bez szwanku przeżywają to w następnym semestrze zwiększają Krzysiowi dawkę do trzech godzin. Po tygodniu Krzyś i klasa nauczyła się nowego „zakresu obowiązków”. Niestety w połowie semestru ktoś coś namieszał. Po dwóch godzinach zamiast zostać na trzeciej poszedł do pani psycholog, a ta po swoich lekcjach nie wiele myśląc odesłała Krzyśka z powrotem do Jego” klasy. No i się zaczęło … Krzyś dał radę;) Co więcej klasa przerobiła cały zaplanowany przez nauczycieli materiał. A ponieważ klasa wiedziała, jak pracować w „stresujących” warunkach gdy Krzyś przykładowo może niespodziewanie zacząć spacerować po sali, czy próbować zabierać zielony długopis Marysi, cały dzień przeżyli bez większych problemów.
Wspomniany Krzyś jest jak ten aparat fotograficzny. Jeśli uprzemy się nawet w najbardziej słoneczny dzień robić zdjęcia ze stale włączoną lampą błyskową to dych zdjęć dużo nie naspstrykamy. Po zapełnieniu kilku kart pamięci, nauczymy się jak efektywnie korzystać z aparatu. Nie będziemy ręcznie usuwać zdjęć z aparatu, mając świadomość, że i tak nie zapełnimy pamięci przed powrotem do domu.
Naprawdę dla rodziców nie jest szczytem marzeń przebywanie ich pociech latami na nauczaniu indywidualnym, gdzie muszą samodzielnie przerabiać spore ilości podstawy programowej w domu. Wielu z nich dałoby się pokroić aby ich pociechy przebywały na lekcjach w szkole wśród rówieśników.
Jeśli już to nieszczęsne nauczanie indywidualne musi być okrojone do osób które i tak nie mogą mniej lub bardziej regularnie odwiedzać szkoły, to niech dla tych którym zabiera się NI jakie teraz znamy zaproponuje coś innowacyjnego. A może to innowacyjne rozwiązanie najpierw przetestujmy, i jak się sprawdzi róbmy „dobrą zmianę” z NI.
Niech Krzyś spędza te 5 godzin dziennie w szkole. Wytrzymuje dwie lekcje w pełnej głośnej klasie? Jaki problem ;) Pozostałe trzy ma zapewnioną opiekę. Chwilkę odpocznie, ukoi zszargane” i jak zechce wróci na lekcje. Nic nie stoi na przeszkodzie aby w „samotności” przerabiał materiał który w tym czasie jest na lekcji w klasie.
Przecież jak zapewniała nas wczoraj pani Machałek, dobro dziecka jest najważniejsze. A drużyna dobrej zmiany nie planuje ograniczać środków na edukację dzieciaków ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.

Podziel się