Powitanie wiosny

Julka od kilku tygodniu z niecierpliwością oczekiwała na sobotę, 25 marca. Na tan dzień zaplanowano rajd pieszy „Powitanie wiosny”. Julkotodzina na tą imprezę oddelegowała naprawdę mocną ekipę, czyli Julkę z tatą.
Ostatnie dni były naprawdę nerwowe, na oknem z każdą chwilą było coraz gorzej. Pocieszający był fakt, że wszystkie prognozy pogody na sobotę zapowiadały chwilowe polepszenie aury.
Podana w ogłoszeniu proponowana trasa: Brzóza Królewska – Julin zapowiadała się naprawdę interesująco. Nie przerażał nas nawet dystans, bowiem co to jest dla nas 10 kilometrów.
W sobotni poranek Julka wstała już o godzinie 5.30, zrobiła to tylko dlatego, że tak powiedziała natura.
Kilkanaście minut przed odjazdem zameldowaliśmy się przed szkołą, a tam ludzie opowiadają coś o miejscowościach których nie widziałem gdy dokładnie studiowałem mapę w internecie ;)
I tam zamiast zmagać się z trasą C, wysłano nas na trasę A czyli Julka musiała pokonać fragment dłuższego zielonego szlaku na odcinku Julin – Rakszawa. Dobrze, że przynajmniej ten Julin się zgadzał, bowiem jak opowiadała przewodnik (pani Amelia), wspomniana nazwa pochodzi od słowa Julia.
Wiosenna Julka
Julkotata, musi się przyznać bez bicia, pałacyk myśliwski w Julinie znał wyłącznie z przewodników czy programów telewizyjnych.
Pałacyk w Julinie
Rajd rozpoczęliśmy „uroczystym” zdjęciem grupowym (no wiem, jestem leniwy, nie chce mi się zbierać zgód na możliwość publikowania na blogu wizerunku od ponad 50-ciu osób)
Julka zaopatrzona w w naturalne kijki trekkingowe wyruszyła w trasę, z uwagi na Julki ciamajdowatość po kilkudziesięciu metrach musiała je porzucić. Bezpieczeństwo Julki jak i innych turystów jest ważniejsza niż dobry humor samej zainteresowanej.
Wierzcie lub nie, ale modrzewiowa aleja robi niesamowite wrażenie.
modrzewiowa aleja
Jeśli mowa o modrzewiach, to pierwszym drzewem o którym opowiadała pani przewodnik był właśnie modrzew.
Jak człowiek dzielnie maszeruje to szybko spala kalorie i musi się często posilać, Julka mogła publicznie pochwalić się nowym pojemnikiem na kanapki.
posiłek na trawce
I stała się rzecz straszna, Julka została porwana przez panią Grażynkę, jedyną osobę z obecnego w tym dniu szkolnego składu pedagogicznego którą nasz Tiio zna. No kilka kilometrów kobity pokonały wspólnie, nawet zdobyły wyprawowy lup, czyli wielką gałąź z baziami, którymi i tak musiały się podzielić z innymi uczestnikami.
pani Grażynka
W czasie pokonywania tych 10-kilometrów, uczestnicy marszu (szczególnie ci młodsi)zapoznali się ze wspomnianym już modrzewiem ale i sosną, dębem czerwonym, brzozą, olszą.
leśna zagadka
Julkę zafascynował jednak ten oto widok …
zapasy
Dla mniej zorientowanych, są to zmagania mrówki z biedronką, a może odwrotnie ;)
Jak już wspominałem pokonywaliśmy szlak zielony, w związku z tym wymyśliliśmy sobie z Julką zabawę polegającą na jak najszybszym znajdywaniu kolejnych oznaczeń szlaku. Nie wiem dlaczego ale to Julka wygrała, oczywiście mając mniejszą liczbę punktów, no ale tak to już jest z kobietami.
kapliczka
Na tym etapie sobotniej imprezy przeżyliśmy chwile grozy, bowiem pani przewodnik z pewnym momencie zboczyła ze szlaku, i zamiast skręcić w prawo poprowadziła nas prosto aby po pokonaniu ponad 300-stu metrów z oczami pełnymi przerażenia skręcić w jeszcze mniejszą polną dróżkę. Dobrze, że działo się to kilkadziesiąt metrów od najbliższych zabudowań.
W końcu dotarliśmy do celu… czyli zaparkowanego w Rakszawie autokaru.
No ale to jeszcze nie koniec. Drugą część imprezy zaplanowano w Leśnej Woli w pobliżu Głogowa Małopolskiego.
Ponieważ dotarliśmy jako ostatni, niemal z marszu załapaliśmy się na kiełbaski z grilla i ciepłą herbatę.
Julka z herbatą w dłoni poszła zwiedzać stadninę koni.
Każdy dzieciak obecny na imprezie(a bylo ich niemal 500) mogło skorzystać z jazdy konnej. Julce trafił się najmniejszy koń ;)
Julka na koniu
konie
Julka jest ostrożna wobec zwierząt, dlatego nawet nie próbowała pogłaskać konia (nawet tego który wg słów pracownika uwielbia głaskanie)
Nie wiem jak to się stało ale nasza marzanna pojawiła z niczego się w ciągu kilkunastu minut, zdobne many w szkole nauczycielki ;)
No i najważniejszy punkt dnia czyli loteria, Julka ponownie coś wygrała … los z numerem 402 okazał się szczęśliwy.
wygrana
Jak była jazda konna to musiała być i bryczka…
bryczka
Impreza była naprawdę udana, był to pierwszy rajd Julki odkąd „władzę” nad szkolnymi turystami przejęła nowa ekipa. Było to tym większe dla Julki wyzwanie gdyż w większości są to nauczycielki które uczą starsze klasy i na co dzień nie mają styczności z naszym Tisiem. Julka już dopytuje się kiedy będzie kolejny rajd.
Były zdjęcia i relacja, pora na garść mapek.
Tak wyglądał nasz zielony szlak
 trasa Julin - Rakszawa
Czy wiecie już dlaczego zeszliśmy ze szlaku?
A tak wygląda okolica którą zwiedzaliśmy:
Rakszawa i okolice

Podziel się