Do tej pory jestem w szoku …

Dzisiejszy dzień jest szczególny dla Julkotaty i nie chodzi tutaj o fakt przeskoczenia zegara życiowego z 3 na 4 na początku ;)
Julka na ten dzień miała wyznaczony termin posiedzenia powiatowego zespołu ds. orzekania o niepełnosprawności. Rodzice dzieci niepełnosprawnych doskonale wiedzą co to oznacza. Zdecydowana większość z „nas” już na dwa tygodnie przed tym dniem nie śpi po nocach.
Niestety tak w tyn roku ułożył się kalendarz, że nie mogliśmy idealnie wstrzelić się w termin 30-stu dni przed końcem, dlatego z niecierpliwością czekaliśmy na wyznaczenie daty komisji.
Goniec przyniósł pismo i okazało się, że Julka straci trzy dni titumowej terapii.
Od „zawsze” nasze komisje odbywały się w poniedziałkowe popołudnia, w tym roku w piśmie pisało…wtorek, godz. 9.00. Człowiek nie wiedział co to oznacza, czy ktoś się pomylił, czy to jakieś konsekwencje mojego blogowego opisania poprzedniej komisji.
lekarz
Meldujemy się w wyznaczonym miejscu a tam pustki, łącznie uzbierało się troje dzieciaków.
Na poprzednich takich imprezach na korytarzu kręciło się kilkanaście dzieci.
W tym roku na pierwszy strzał poszliśmy do lekarza. I szok, nikt Julce nie karze rozbierać się do pasa, nikt nie osłuchuje płuc stetoskopem. Ludzie co się dzieje. Lekarz zadaje pytania ściśle związane z „chorobą”.
Później „rozmowa” z psychologiem, co też jest miłym zaskoczeniem. Nikt nie pyta na którym piętrze mieszkamy, czy w bloku jest winda.
No ale trzeba czekać na werdykt. Ostatnim razem odniosłem wrażenie, że orzeczenie było już wypisane przed posiedzeniem składu orzekającego.
Odbieramy orzeczenie, czytam uzasadnienie a tam … zestawienie dokumentów na podstawie których orzecznicy się opierali się podczas „pracy”.
Tegoroczne orzeczenia zawiera 18 linijek uzasadnienia, to sprzed dwóch lat niecałe 6. Jest różnica?
Godzinę później zjawiła się kolejna trójka dzieciaków.
Przez poprzednie lata widzieliśmy sytuacje gdy orzeczenia były wystawiane dla części dzieci z danej tury. A teraz godzina i po frytkach ;)
Nie znamy wszystkich rzeszowskich lekarzy, dopiero w domu sprawdziliśmy kim był lekarz. A był on … psychiatrą, żaden pulmonolog czy pediatra.
Nikt z pracowników, nie siedzi jak na szpilkach czy w blokach startowych by pójść już do domu.
Za dwa lata, przekonam się czy to tylko jednorazowy incydent, czy jakaś trwała zmiana na lepsze …
Wiecie jaki jestem marudny, a dzisiaj naprawdę zostałem mile zaskoczony ;)

Podziel się