Straci … dziecko

Skoro dziecko ma opinię poradni o potrzebie kształcenia specjalnego to powinno uczęszczać do szkoły specjalnej. Taki oto komentarz jako pierwszy znalazł się pod artykułem opisującym wojenkę „troskliwej” matki ze szkołą. Co prawda autorka komentarza nieco złagodziła swoje stanowisko i przyznała że, Poradnia sugeruje szkołę, ale ostateczna decyzja należy do rodziców. Niemniej nie odpuściła i dyskusję zakończyła mocnym akcentem – Twierdzę natomiast, że najlepsza dla dziecka, które ma orzeczenie o potrzebie takiego kształcenia jest szkoła specjalna.
Zatem podsumowując, rodzice niepełnosprawnego nie zważając na jego dobro, wbrew stanowisku specjalistów „zmusza” swoją pociechę do nauki w „normalnej” szkole. A przecież w szkole specjalnej było by takie szczęśliwe.
Problem pojawia się gdy specjalistki z ppp orzekną, że nauka dla konkretnego dziecka w szkole specjalnej nie jest wskazana. W Julki orzeczeniu jest mowa o szkole masowej oraz integracyjnej, o specjalnej nie ma wzmianki. Co rodzic ma zrobić w takim przypadku?
Jeśli dzieci niepełnosprawne mają chodzić wyłącznie do szkół specjalnych to równie dobrze można wpaść na pomysł aby bezdomnych zamykać w więzieniach. W zimie będą mieli dach nad głową, nie będzie ryzyka, że zamarzną, codziennie będą mieć posiłek i opiekę medyczną. Żyć a nie umierać ;)
Pretekstem do tych komentarzy był artykuł, a dokładniej wywiad z matką dziecka z zespołem Aspergera, która to opowiada o swoich perypetiach ze szkołą.
Nie będę oceniał, kto w tym sporze ma rację, znamy stanowisko jednej ze stron. Co gorsza podejrzewam, że i ta strona świadomie czy nieświadomie nie do końca jest szczera.

Jakoś trudno mi uwierzyć, aby nadwrażliwość słuchowa czy dotykowa ujawniła się dopiero na szkolnych korytarzach. Nie do końca rozumiem sformułowanie pogranicze Aspergera. Oznacza to że, dziecko jest niemal neurotypowe czy może to tylko mały kroczek do głębokiego autyzmu?
Rozumiem, że rodzice mogą idealizować obraz dziecka, nie dostrzegali niepokojących symptomów. Ale czy ono całe dzieciństwo spędziło w domowych murach, nie chodziło do przedszkola?

Jednego jestem pewien, w kontaktach ze szkołą należy być szczerym. Jakiekolwiek ukrywanie problemu nic nie da, wcześniej czy później sprawa wylezie na wierzch.
Równie ważne są relacje z rodzicami innych dzieci. Dla nich najważniejsze jest bezpieczeństwo własnych dzieci.
Najlepszym wyjściem z całej sytuacji jest zorganizowanie okrągłego stołu. Rodzicie dziecka, nauczyciele i specjaliści. Wspólnie powinni ustalić, co dalej robić. Ciągłe przenoszenie z klasy do klasy czy ze szkoły do szkoły niczego nie rozwiąże.

Takie artykuły nie tylko nie rozładują napiętej atmosfery, ale pogorszą całą sytuację. W artykule nie ma podanego na tacy numeru i adresu szkoły, niemniej jestem przekonany, że kilkanaście minut po przeczytaniu tych „rewelacji” wszyscy o tym w pokoju nauczycielskim rozmawiali.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy nauczyciele mają doświadczenie w pracy z uczniami niepełnosprawnymi. Jest to niewykonalne. Dlatego dużo w tej materii zależy od rodzica. Trzeba podpowiadać, doradzać. Asystentka która w ubiegłym roku pracowała w Julki klasie, nie miała doświadczenie z autystami I co? Od kilku dni w zupełnie innej formule pracuje z Julką.

Link do wywiadu znajdziecie na naszym fejsbuczku ;)

Podziel się