Spóźnianki

Dzisiaj napiszę o naszym wielkim problemie jakim jest spóźnianie.

Doprawdy nie wiem jak to się dzieje wstajemy odpowiednio wcześnie aby ze wszystkim wyrobić i dojść do szkoły z 20 minutowym zapasem. Niestety, często to się nam nie udaje. Tata Łukasz wychodzi do pracy zamykają się drzwi i tu zaczynają się problemy. Zazwyczaj jest już Julka po śniadaniu zostaje jedynie umycie się i ubranie albo raczej aż. Pomimo dzień wcześniej przygotowanej garderoby Julia rozpoczyna swoje dylematy. Nagle okazuje się że jeszcze wczoraj wieczorem przygotowana bluzka która była ładna dziś już staje się okropną. Zaczyna się…. Przewracanie zawartości szafy, może to… a może to… nie… teraz nie pasują getry. Czas goni nieubłaganie. Do tego dochodzi mała awanturka i kłótnia, bowiem Julia postanawia wziąć jakąś torebkę. Ja tłumaczę że złota brokatowa kopertówka naprawdę nie jest niezbędnym atrybutem drugoklasistki.
do szkoły
Rozpoczyna się akt drugi. Teraz przechodzi do rozważania problemów egzystencjalnych. Życie jest beznadziejne, ja jestem beznadziejna,ty jesteś beznadziejna, po co ja żyję, dlaczego mnie ograniczasz,zobaczysz co zrobię za parę lat. Wszystko przeplatane histerycznym płaczem. Patrzę na zegarek, kontrola czasu, znów jest znacznie przekroczona godzina o której powinnyśmy wyjść. Postanawiam przerwać te wywody w jedyny skuteczny sposób zaczynam się szybko ubierać do wyjścia i głośno ogłaszam że wychodzę. Panika i kolejna faza płaczu – Mamo, mamo nie, pomóż mi proszę. Julka zaczyna się w popłochu szybko zbierać. Finał jest taki, że gotowa jest zapomnieć wziąć nawet plecaka. W panice zaczyna się ubierać do wyjścia, chce to zrobić jak najszybciej, a naprawdę robi to dwa razy wolniej i jest niezbędna moja pomoc.

Akt trzeci. Udało się w końcu wyjść pokonujemy pierwszy odcinek drogi w tempie niczym chodziarze wyczynowi w trakcie treningu. Julka nawet podbieguje i co chwilę wypytuje czy zdążymy, nie mogę powiedzieć że nie, bo będzie płakała. Mówię tylko że jest już bardzo późno i powinnyśmy teraz być w szkole. Niestety, nie możemy pokonać w ten sposób całej drogi, ponieważ dochodzimy do odcinka gdzie kończy się chodnik a dalej idziemy przez utwardzoną kamieniami drogą często błotnistą z licznymi kałużami. Już raz tu Julka się wywróciła i była udzielana pierwsza pomoc w szkole na rany. Pokonałyśmy krzaki dochodzimy do przejścia. Już jesteśmy prawie pod szkołą. Kolejny raz przegrałyśmy. Na nic zda się Julki podbieganie do drzwi szkoły. Dzieci są w klasie po dzwonku. Jest mi tak głupio i wstyd kiedy widzę twarz wychowawczyni lub księdza zależenie od dnia tygodnia. Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie, zrezygnowana, czuje się pokonana. Telefon do Julkotaty, że znów się spóźniłyśmy i te pretensje, co Wy robicie przecież miałyście tyle czasu.

Ktoś powie, przecież to tylko spóźnienie, ale dla mnie to jest brak szacunku, odpowiedzialności i kultury. Jako dorośli powinniśmy dzieci uczyć i kształtować w nich właściwe postawy oraz przestrzegania ogólnie przyjętych zasad. Wyobraźmy sobie że, to nauczycielka prawie codziennie się spóźnia, dzieci i rodzice czekają na nią. Jak myślicie, jak by się to skończyło? W przyszłości Julka spotka na swej drodze wiele sytuacji które wymagają punktualności, a Jej nie przestrzeganie może doprowadzić wręcz do katastrofy. Postanowiłam wprowadzić plan naprawczy. Trzymajcie za nas kciuki aby nam się udało w tym wytrwać. Dziś się nie spóźniłyśmy. :-) Julka była taka szczęśliwa i zadowolona jakby dostała szóstkę z trudnego sprawdzianu.

Podziel się