Jak fajnie być uczniem

Nie wiedzieć czemu ale ostatnio miałem wrażenie, że zamieszkuje u nas jakiś nocny chochlik. Wieczorem pytaliśmy Julkę czy ma wszystko spakowane, oczywiście twierdząco kiwała głową.
Wraca ze szkoły, a w zeszycie korespondencji nowy wpis ;) Julka nie miała dzisiaj ćwiczeń. Trzeba było wprowadzić plan naprawczy. Kolejne pakowanie odbywało się pod czujnym okiem Julkotaty. Wszystko zostało dwa razy sprawdzone. I jaki był efekt? Kolejny wpis. Tym razem nie miała zeszytu. Nie no ile można dostawać od wychowawczyni takie wpisy. Wytłumaczenie było jedno. W nocy po naszym mieszkaniu grasuje chochlik i przepakowuje Julce plecak. Każdy wie, że chochliki w ciągu dnia śpią. Zatem jeśli rano spakujemy plecak, to już na pewno nie zaliczymy kolejnej wtopy. Tak też zrobiliśmy. Po porannej toalecie, spakowaliśmy świeżą koszulkę i spodenki na lekcję wf. Jeszcze przed oczami mam wystający z plecaka sznurek od granatowego szmacianego worka.
I jaka jest wiadomość, ze szkoły? Stój na lekcję wf nie dotarł. Wytłumaczenie jest tylko jedno. Nasz przedpokój jest bardzo ciemny i zapewne chochlik tam się skrył i podstępnie wykorzystał chwilę nieuwagi i odciążył Julki plecak.
Julka wspomaga się żelkami Eye Q. Julka doczytała na ulotce, że środek ten wpływa na koncentrację, miała zatem podstawę aby nam oznajmić: Musicie dawać mi mocniejsze środki, bo ostatnio mam problem ze sklerozą.
uczen
Nie chcę zapeszać, ale ostatnio jakoś nie ma nowych informacji ze szkoły o zdekompletowanym plecaku.
Staramy się Julce wierzyć odnośnie tego co jest do przerobienia w ramach zadania domowego. Robimy to co, jest zaznaczone w książkach czy też pisze w zeszycie. Niekiedy dopytujemy córeczkę, gdy coś wydaje nam się nieprawdopodobne. Są różne teorie czy zadania domowe są konieczne czy też nie. Osobiście jestem zdania, że powinny być zadawane. Nie wnikam ile ich zadawać, to wartość subiektywna. Dla mnie jest jeden argument kluczowy jeśli chodzi o zadania domowe. Co będzie za kilka lat. To tak jak z zajęciami terapeutycznymi. Julka nie zna życia bez terapii. Ale wystarczy spytać rodziców, którzy ostrą terapię rozpoczęli gdy dziecko było świadome zmiany w swoim życiu. Jak trudno było im pożegnać się z „radosnym” dzieciństwem i chodzić na różne zajęcia, nieraz niezbyt fajne i przyjemne.
Z każdą klasą jest coraz więcej materiału do przerobienia. I chcąc nie chcąc trzeba podnosić dzieciakom poprzeczkę.
Julka gdy ma czas to odrabia zadanie domowe w szkole. Prosimy ją tylko o jedno. Nie powinna robić tych zadań, które będą trudne do ewentualnej późniejszej poprawki.
Przyznaję się bez bicia, kilka razy Julka miała zrobione zadanie lepiej niż na tym etapie edukacji powinna umieć. Dostałem za to reprymendę i posypałem głowę popiołem. To nauczyciel jest dowódcą.
Gdy Julka otrzymała kiepską ocenę, poszliśmy dowiedzieć się dlatego taki a nie inny zapis jest w dzienniku. Sprawa została wyjaśniona, my wiemy Julce poszło nie tak i możemy nad tym popracować aby kolejnym razem było już lepiej.
Nawet jak Julka mówi, że nie ma nic zadane do domu, to gdy tylko mogę upewniam się u źródła lub sprawdzam czy w ćwiczeniach lub zeszytach nie ma podejrzanych śladów.
Ile to już razy skracaliśmy wyjazd do babci, gdy Julka musiała przeczytać lekturę lub wykonać coś do szkoły. I to nie dlatego, że było tyle zadane do domu, powód był zupełnie inny. Julka miała „ważniejsze” rzeczy do zrobienia i naukę ciągle odkładała. Teraz już wie, że warto zrobić coś wcześniej niż później
Sytuacja gdy rodzic dzwoni do drugiego rodzica dopytać się w kwestii tego co trzeba zrobić z dzieckiem w domu to dla mnie nić dziwnego. Ale znam rodzica który otrzymał informację: ale to przecież było do zrobienia tydzień temu.
I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis.
PS. Jeśli myślicie, że Julki plecak po „ograbieniu” przez chochlika był lżejszy to bardzo się mylicie. Dziwnym trafem znajdowaliśmy tak kolorowanki, niewiadomego pochodzenia zeszyciki, itp.

Podziel się