Wątroba samorządowca

Kiedyś to były czasy, tak przynajmniej twierdzi prezydent Bielska-Białej Jacek Krywult. Kurator oświaty mógł zwolnić dzieci z obowiązku kształcenia. Teraz każdy musi się uczyć i biedni samorządowcy z tego powodu mają same problemy.
Problemem jest rzecz jasna termin podawania informacji do Systemu Informacji Oświatowej. Nie wiem dlaczego włodarz Bielska-Białej chce aby subwencja oświatowa była rozliczana na koniec roku szkolnego. Aktualnie na dzień 30 września trzeba podawać liczbę wszystkich uczniów, nie tylko niepełnosprawnych. Tak na chłopski rozum ten termin jest logiczny. Przez te kilka tygodni nowego roku szkolnego sytuacja w szkole się ustabilizowała. Jeśli się nie mylę to w Julki pierwszej klasie z listy którą otrzymała wychowawczyni na naukę nie stawiły się dwie osoby. Okres wakacyjny to również dobry czas aby załatwiać wszelkie sprawy związane z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego. Ten termin pozwala urzędnikom na zaplanowanie budżetu państwa co przekłada się następnie na pieniążki wynikające z metryczki oświatowej. To nie tak, że to co się podało 30 września przez najbliższe 12 miesięcy jest stałe. Ministerialni urzędnicy nie są bezduszni, i przewidzieli sytuacje gdy ktoś przyniesie w ciągu roku szkolnego odpowiedni kwity z ppp.
W takiej sytuacji należy zwrócić się o środki z ministerialnej rezerwy. Tyle i aż tyle ;)
Zastanawiam się się skąd „bohater” artykułu wziął te 300 procent o które wrasta liczba uczniów niepełnosprawnych w ciągu roku (zapewne szkolnego). Owszem są niewielkie gminy, gdzie z metryczki oświatowej wynika, że na ich terenie są pojedyncze przypadki uczniów z orzeczeniami.
Tutaj jedno czy dwa „nowe” orzeczenia mogą spowodować gwałtowny wzrost ogólnej ilości uczniów niepełnosprawnych. Ale kilka „nowych” orzeczeń w kilkuset tysięcznym mieście to nie jest znacząca liczba. Co więcej nie wszystkie orzeczenia dotyczą autyzmu, czy ZA, większość dotyczy mniej „płatnych” rodzajów niepełnosprawności.
Jeśli narzekać to narzekać na całego. Kolejny problem to uczeń niepełnosprawny w „normalnej” szkole. Zatem sytuacja jak z Julką. Nie jest prawdą, że od stycznia tego roku szkoła musi zatrudniać komplet nauczycieli, specjalistów. Obowiązek realizacji zaleceń określonych w orzeczeniach o potrzebie kształcenia specjalnego istnieje od dawna. Jeśli szkoła jest zmuszona zatrudnić jakiegoś specjalistę to czy zobowiązana jest do zapewniania mu całego etatu? Jeśli szkoła zatrudnia plastyki czy muzyki na pojedyncze godziny równie dobrze może zatrudnić nauczyciela do realizacji zaleceń ppp na podobnych zasadach.
Jeśli mowa już o tych nowych zasadach to, obowiązek zatrudniania dodatkowej osoby dotyczy głównie klas w której jest uczeń z autyzmem i ZA. Dla większości niepełnosprawności w dalszym ciągu wymagana jest zgoda organu prowadzącego. Dla klas 1-3 gdzie zatrudnia się asystentów nauczyciela, zdecydowana większość samorządów zatrudnia na ułamek etatu wynikający z rozkładu lekcji danego ucznia.
Jak przystało na artykuł z samorządowcem w roli głównej to niemal z automatu oberwało się placówkom niepublicznym. Te biedne samorządy nie robią nic innego jak tylko dokładają się do budżetu „prywaciarzy”. A Ci niewdzięcznicy nie robią nic innego tylko wszelkimi sposobami namawiają rodziców aby załatwiali orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego by wydrzeć z samorządowej kasy jeszcze więcej pieniędzy. Jednego nie rozumiem jeśli samorządowiec nie zwraca się do ministerstwa o dodatkowe środki z uwagi na „nowe” orzeczenie w trakcie roku, równie dobrze nie powinien wypłacać dotacji dla placówki niepublicznej jeśli to dziecko nie było zgłoszone do systemu w odpowiednim terminie ;)
Rozumiem, że sporo leży prezydentowi na wątrobie, ale może przed autoryzacją artykułu skonsultować się z osobami które są lepiej zorientowane w temacie.

Artykuł który skomentowałem znajdziecie tutaj ;)

Podziel się