Coś o pani D.

Zazwyczaj ostatnie dni sierpnia były u nas nerwowe. W tym bowiem czasie rzeszowski MOPS przeprowadza roszady wśród terapeutek. W tym roku byliśmy podejrzanie spokojni, terapeutka, pani D. zapewniała nas, że nic nie wskazuje aby od września z Julką ktoś inny pracował. Powiem więcej prosiła nas o jak najszybsze dostarczenie nowego planu lekcji abyśmy ewentualnie zmienili grafik.
No ale kobieta jak to kobieta, zmienną jest. Niestety nieplanowanie musiała porzucić Julkę. Zastanawiam się kto był w większym szoku, terapeutka, Jej rodzina czy pracodawca ;)
Julka pracowała z tą terapeutką równe trzy lata. Wcześniej „odwiedzały” nas dwie inne terapeutki, które wysoko zawiesiły wymagania wobec swoich następczyń. Muszę przyznać, że i tym razem nie zawiedliśmy się. Po lepszym poznaniu Julki postawiła sobie jasno sprecyzowany cel – nasz Tisio ma być jak najlepiej przygotowany do szkoły. Nigdy nie pytałem, jakie doświadczenie ma terapeutka, niemniej z rozmów z Nią jasno wynikało, że doskonale zna możliwości Julki rówieśników. Wiedziała, w czym Julka jest do przodu a nad czym jeszcze trzeba popracować. To taki typ terapeuty który lubię – miła, uśmiechnięta ale od dziecka sporo wymaga.
Terapeuta to obca osoba, niemniej spędza w ‚naszym” domu kilka godzin w tygodniu, zatem stopniowo staje się takim dodatkowym członkiem rodziny. Rzecz jasna, nie rozmawia się o życiu prywatnym, ale o tematyce z dziedziny autyzmu dlaczego nie ;) Siedzimy w autyzmie już kilka lat i posiadamy takie informacje, których terapeuta nie zna.
dmuchawce
Za kilka, rzeczy podziwiałem panią D. Jedną z nich była kondycja. Przypadkowo spotkaliśmy ją, gdy pieszo pokonywała sporą odległość aby jak to się fachowo nazywa – przemieścić się ze środowiska do środowiska.
Przez ostatni rok, tak się jakoś złożyło, że wracałem kilka minut przed końcem zajęć Julki z terapeutką. I co robiłem? Wyganiałem Ją do „domu”. Zazwyczaj tłumaczyła, że z Julą tak dobrze się pracuje i szkoda kończyć.
Muszę przyznać, że zdenerwowała mnie dwa razy. Pierwszym razem, doczłapała do nas ledwo żywa i oznajmiła, że nic Jej nie jest i może pracować. Na szczęście poddała się po kilkunastu minutach.
Drugim razem, to już mnie mega zdenerwowała, gdy powiedziała, że Julka jest ważniejsza niż Jej mąż.
Przypominam sobie, gdy pierwszy raz zapytała nieśmiało, czy może sama iść z Julką na miasto.
Upss, Ne wiem czy to było „legalne”, ale Julka cieszyła się z takich niespodzianek. Nie było ich dużo, niemniej nasz Tisio później dumnie opowiadała co wspólnie robili.
Nie ukrywam, każdy kto zna naszą córkę to potwierdzi – Tisio ma talent do nauki języków. Zapewne z racji wykształcenia terapeutka co jakiś czas robiła Julce dyktanda. Często zatem Julka pisała dyktanda. To też będę pamiętał. Widok Julki w skupieniu piszącej trudne wyrazy – bezcenny.
To były bardzo ważne 3 lata w życiu Julki. Do szkoły poszła dobrze przygotowana., następnie szybko się w niej zaaklimatyzowała. Również mogliśmy szybko reagować gdy pojawiały się jakieś problemy ze szkolnym materiałem. Spory w tym udział miała pani D.
Owszem, ta niespodziewana informacja sporo namieszała w naszym życiu, niemniej powód naszego rozstania jest tak szczególny, że nie pozostaje nam nic innego jak oczekiwać …. wiadomości za kilka miesięcy ;)
dama dworu

Podziel się