Spotkanie z Zuzią

O tym, że Julki blog czyta stałe grono czytelników wiemy od dawna. O wielu tych osobach wiemy. Kilka osób opowiadało nam jak mniej lub bardziej przypadkowo trafiło na nasze zapiski o Julce w sieci. Nie wiem dlaczego większość z tych osób w internecie szperało w późnych godzinach wieczornych, co powodowało u nich nieprzespaną noc i podrażnione oczy z powodu zbyt długiego wpatrywania się w monitor. Dzisiejszy wpis będzie o zupełnie kimś innym.
Tuż przed wydłużonym sierpniowym weekendem napisał do mnie ojciec dziewczynki takiej jak Julka. Dziewczynka uważnie śledzi losy Julki, a ponieważ w Rzeszowie ma rodzinę którą planuje odwiedzić chciała by poznać naszego Tisia.
Nie pozostało nam nic innego jak lekko zmodyfikować plan i spełnić marzenie Zuzi.
Zaplanowaliśmy spotkanie na niedzielne wczesne popołudnie w pobliskim parku na osiedlu Pułaskiego (to tam Julka występowała na scenie). Synoptycy zapowiadali na ten dzień różną pogodę, w zależności od serwisu miało padać albo świecić słońce ;)
Z przyczyn od nas niezależnych chwilkę spóźniliśmy się na omówione spotkanie. Gdy Zuzia zobaczyła Julkę, podbiegła do Niej i zapytała: Czy mogę Cię przytulić?
Dziewczynka była z młodszą siostrą i rodzicami. Początkowo nie mogły znaleźć odpowiedniego miejsca na wspólną zabawę. Biegały pomiędzy zjeżdżalniami, urządzeniami do do ćwiczeń na świeżym powietrzu i karuzelami. Poszkodowaną w tym wszystkim było jedyne neurotypowe dziecko. No bo jak to możliwe, że Julka czy też Zuzia woli towarzystwo „nowej” koleżanki zamiast Niej. Zabawę przerwały krople deszczu, czekaliśmy niemal do ostatniej chwili i kilka sekund po dobiegnięciu pod dach przykrywający scenę rozpoczęła się ulewa. Każdy tylko wystawiał rękę i sprawdzał czy jeszcze pada deszcz. O powrocie na plac zabaw nie było najmniejszej mowy. Trzeba było zmienić „lokal”. Na krótko pozostaliśmy przy wodnej tematyce i odwiedziliśmy pobliską fontannę.
fontanna
Julka wcieliła się w rolę przewodnika i trzymając nowopoznane dziewczynki na ręce ostro szła do przodu. W niedzielne popołudnia w rzeszowskim Muzeum Okręgowym są organizowane pikniki, odbywające się w ramach Muzealnego Wehikułu Czasu.
spacer
Z okazji święta wojska, w tym dniu zorganizowano popołudnie w Brygadą Podhalańską, postanowiłem zatem zabrać „wycieczkę” do Muzeum.
Niestety dziewczynki miały inny pomysł, mało im było wody zatem rozpoczęły „okupację” źródełka z wodą (wg tabliczki zdatną do picia).
O ile jestem pod wrażeniem ubiegłorocznego pokazu z okazji święta Policji to niedzielne to „coś” bardzo mnie rozczarowało. Kilka tygodni temu byliśmy na pokazach w jednostce na ulicy Langiewicza, odbywające się z z okazji szczytu NATO, było widać różnicę, niestety. Co godzinę było losowanie nagród w konkursie z wiedzy o jednostce wojskowej. Niestety tym razem Julka nic nie wygrała i się zaczęło. Popsuło to Julce humor do granic możliwości, jak królika z kapelusza wyciągała co kilkanaście sekund pomysł jak unieważni inne konkursy. W tym miejscu warto zaznaczyć, że niemal każda wizyta w placówce muzealnej kończyła się powrotem do domu z mniej lub bardziej cenną zdobyczą.
Humor w niewielkim stopniu poprawił nowy tatuaż, wykony na muzealnym dziedzińcu.
tatuaż
Niedzielne spotkanie było ważne z kilku powodów. Po pierwsze spełniliśmy marzenie pewnej dziewczynki. Po drugie jako rodzice dzieci niepełnosprawnych wymieniliśmy się doświadczeniami, po ludzku pogadaliśmy. Po trzecie foch Julki, pokazał że nam też zdarzają się trudne chwile.
Najważniejsze, że dziewczynki są już umówione na kolejne spotkanie, to niedzielne przerwały głodne brzuszki. Dziwnym trafem, nikt z nas nie zjadł obiadu wcześniej ;)
fotka
No i musimy dziewczynkom zrobić pamiątkowe zdjęcie. Każda z trójki miała swój plan na zdjęcie …

Podziel się