Okunińska recenzja

Minął tydzień od naszego powrotu z turnusu terapeutyczno-rehabilitacyjnego Astur w Okunince nad jeziorem Białym. Celowo zwlekałam z opisaniem, aby minęły nieco emocje. Dodam że to nasz pierwszy turnus i nie mam porównania. Już po przyjeździe spotkaliśmy się z bardzo miłym przyjęciem. Od razu dostaliśmy klucze od pokoju, zaproszono nas na obiad i z pełnymi brzuchami dopełniłyśmy formalności związane z zameldowaniem. Pokój w którym mieszkałyśmy był bardzo ciasny, ale za to miły i przytulny, miałyśmy dostęp z pokoju do dużego balkonu. Jedzenie było bardzo smaczne, no może z małymi wyjątkami. Niestety na wysokości zadania nie stanęły panie z obsługi. Dosłownie trzeba było się prosić o podanie jedzenia co było dla mnie niezwykle upokarzające. No ale przejdźmy do sprawy najważniejszej a mianowicie terapii. W czasie pobytu Julia miała co drugi dzień hipoterapię, terapię czaszkowo-krzyżową, Biofidbeck oraz integrację sensoryczną. Codziennie (poza niedzielami) miała trening umiejętności społecznych i arteterapię. Trzy razy odbywały się także zajęcia z muzykoterapii. Część zajęć odbywała się w pięcioosobowych grupach. Niestety Julka miała pecha i trafiła do grupy gdzie była najstarsza i najwyżej funkcjonującym dzieckiem, ale jesteśmy już do tego przyzwyczajeni. Jej to nie przeszkadzało bo jest przyzwyczajona do przebywania z młodszymi dziećmi. Głównym naszym celem był wypoczynek i terapia jako odskocznia od tych które ma już ma w Rzeszowie. Nie liczyliśmy na jakieś spektakularne zmiany. Nowością niewątpliwie była terapia czaszkowo-krzyżowa oraz hipoterapia z którą Julka spotkała się pierwszy raz. Julka zawsze z rezerwą podchodziła do zwierząt. A tu od razu po pierwszych zajęciach przełamała swój lęk.
plaza
Dla Julki szokiem był fakt, że plaża jest nie tylko nad morzem. Niestety z powody nie najlepszej pogody, do wody mogła wejść dopiero w trzecim dniu pobytu.
hipoterapia_1
hipoterapia
Polubiła te zajęcia do tego stopnia że wręcz zrezygnowała z udziału w jednej wycieczce aby nie opuścić ulubionych zajęć z konikiem. Myślę że to za sprawą pana Zbyszka i jego zespołu.
beza
Bardzo ciekawie były zorganizowane zajęcia z arteterapii w czasie których Julka przygotowywała sałatkę owocową którą zjadła.salatka
Największą atrakcją było jednak samodzielne robienie pizzy od podstaw. Julki pizza była bardzo uboga, ale bardzo pyszna. Wśród terapeutów były dwie mamy z „branży” jedna posiadająca dziecko z autyzmem a druga z ZA. Nikt tak nie zrozumie drugiej matki jak matka mająca podobne problemy. Wbrew temu co mówią inni nie zgadzam się że rodzic dziecka autystycznego nie może być terapeutą innych dzieci autystycznych. Dla rodziców były przygotowane bardzo interesujące warsztaty: wykłady a także zajęcia praktyczne na których można było poćwiczyć (byłam wówczas wypompowana do granic możliwości). W czasie wolnym korzystaliśmy z prywatnej plaży i sprzętu plażowego. Plusem było to że wszystko jest na miejscu, sale terapii, domki i hotel, stołówka oraz plaża. Kiedy Julka miała zajęcia mogłam wylegiwać się na plaży zrobić chwilkę przerwy na przeprowadzenie z jednych zajęć na drugie i dalej kontynuować słodkie lenistwo.
wypoczynek
Okolica jest bardzo spokojna i cicha z dala od centrum. Jedynie w pobliżu jest bar. Na terenie ośrodka jest plac zabaw na drzewach są porozwieszane hamaki co stanowią ogromną atrakcję dla dzieci. Można też było wypożyczyć rowery trójkołowe, także duże.
rower
Nie obyło się też bez imprez rozrywkowych, były dwie dyskoteki, ogniska grill. Szkoda tylko że tak mało osób potrafiło się bawić. Ja tam z Julką wytańczyłam się za wszystkie czasy. Pochwale się jeszcze Julia brała udział w karaoke, pod koniec imprezy ja z pewną mamą same próbowałyśmy swoich sił.
sepiarz
dama
granica
Odbyły się też dwie wycieczki do Włodawy gdzie można było zwiedzać zabytki trzech kultur żydowskiej, prawosławnej i katolickiej oraz do Zamościa gdzie zwiedzaliśmy podziemia oraz Zoo. Szkoda że termin wycieczek wypadł w okropne upały, ale chyba to lepsze niż deszcz.
pupcie
armataNa miejscu także mieliśmy atrakcje przejażdżka ciuchcią na około Okuninki,
chiuchcia
rejs żaglówką po Jeziorze Białym. woda
Odbywały się też wyjazdy na basen do Włodawy. Niestety woda była zimna, ale dało się przeżyć. Zakładanie czepka jest oczywiste na większości basenów więc nie widzę w tym nic dziwnego. Na basenie był przemiły ratownik któremu udało przekonać się Julkę do samodzielnego pływania na głębokiej wodzie. Oczywiście w kamizelce i z deską lub makaronem ale to i tak ogromny sukces. Na początku turnusu dzieci badała znana psychiatra doktor Bożena Śpila przygotowała też ciekawy wykład oraz prowadziła konsultacje dla rodziców. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy oraz wiem jakie badania dodatkowo przeprowadzić aby nie dać się zwariować dietom. Turnus pozwolił też mi poznać przeróżnych ludzi z całej Polski którzy mają przeróżne doświadczenia i dzieci w różnym wieku. Mogliśmy wzajemnie wymieniać się informacjami. Miałam przemiłą sąsiadkę z którą szybko znalazłyśmy wspólny język. Julcia też znalazła wspólny język z poznanymi dziećmi, jednego wieczora wróciła do pokoju bardzo późno. A ja nasłuchiwałam pod drzwiami, kiedy córka wróci od kolegi ;) Spotkałam się też ogromną bezinteresowną pomocą ze strony koleżanki, kiedy znalazłam się w przykrej sytuacji. O takich ludziach się pamięta i życzy im jak najlepiej.
jula
Podsumowując jestem bardzo zadowolona owszem były małe niedociągnięcia. Luksusów za tą cenę się nie spodziewałam. Było bardzo miło cicho i spokojnie. Na plus zasługuje też to że z Rzeszowa do Okuninki nie jest tak daleko. Ogólnie jestem bardzo zadowolona. Obydwie z Julką jesteśmy wypoczęte. Już tęsknimy. Jedynym naszym zmartwieniem jest problem skąd wziąć pieniądze na drugi rok aby znów tam powrócić.

Julcia mówi FAJNIE BYŁO

Podziel się
  • http://www.iwonaturzanska.pl/ Iwona Turzańska

    Ja wyjeżdżałam nad Białe 3 lata z rzędu, uważam, że to idealne miejsce dla każdej rodziny i dziecka, cieszę się, że jesteś zadowolona:)