Wolna chata

Na dzisiejszy dzień Julka czekała od bardzo dawna. Odliczała: popopopopojutrze pojadę, popopopojutrze pojadę, popopojutrze pojadę, popojutrze pojadę, pojutrze pojadę, jutro pojadę, dzisiaj jadę do Okuninki. Kilkanaście minut po godzinie siódmej, wsiadła do autobusu i pojechała na turnus rehabilitacyjny.
Jest to pierwszy w pełnym tego słowa znaczeniu wyjazd na wypoczynek. Co prawda wcześniej wyjeżdżała na krótsze czy troszkę dłuższe wyjazdy poza dom, ale nigdy nie jechała na całe dwa tygodnie. Była w górach i nad morzem ;)
Gdy nasz Tisio był przedszkolakiem, przedszkole organizowało świetne zajęcia wakacyjne i trudno było nam zrezygnować nawet z tygodnia zajęć, widząc jak Jula świetnie się tam bawi.
Teraz to już inna inszość, Julka jest uczniem i ma prawdziwe wakacje. No może nie tak do końca jak Jej szkolni koledzy – w mniejszym stopniu niż zazwyczaj ćwiczy z terapeutami. Taki już los autysty.
Jako rodzice do dzisiejszego wyjazdu przygotowywaliśmy się od bardzo dawna. Gdy podjęliśmy decyzję o zorganizowaniu Julce wakacyjnego wyjazdu z prawdziwego zdarzenia, rozpoczęła się gorąca dyskusja gdzie pojechać i co jeszcze istotniejsze za co pojechać. Zdecydowaliśmy się ja turnus rehabilitacyjny dla dzieci z autyzmem. Powody takiego wyboru są co najmniej dwa, po pierwsze chcieliśmy aby ktoś zupełnie obcy ale z „branży” popracował z Julką. Część Julki terapeutów pracuje z Nią ponad pięć lat i może ktoś „nowy” zainspiruje nas do jakiś nowości. Po drugie, ten wyjazd jest również ważny dla Julkomamy. To Ona najwięcej czasu spędza z Julką, i może obecność innych rodziców pozwoli Jej rozładować te negatywne emocje które gromadzą się w Niej od lat.
Przed takim wyjazdem trzeba zabezpieczyć sobie finansowanie, idealnym rozwiązaniem jest po prostu środki na opłacenie pobytu na turnusie mieć na koncie. Ustaliliśmy zatem limit na jaki nas stać i rozpoczęliśmy poszukiwania odpowiedniego miejsca. Przedział cenowy jest ogromny. Już na starcie odrzuciliśmy oferty dla „każdego”, są one najtańsze ale ich program jest adresowany dla szerokiego spektrum dzieci niepełnosprawnych. Ceny niektórych ofert są zawrotne. Niestety opłata za turnus to nie wszystko, trzeba tam jeszcze dojechać. Tutaj pomocny był serwis e-podróżnik.pl. Dla nas liczyła się odpowiednia cena ale i łatwy dostęp transportem zbiorowym. W tym miejscu warto przypomnieć, że jadąc na turnus rehabilitacyjny można skorzystać z ulgi ustawowej i to nie byle jakiej, bo wynoszącej aż 78 %. Po kilku nieprzespanych nocach wybór padł na turnus w Okunince, koło Włodawy, organizowany przez Ośrodek Rehabilitacyjno – Wczasowy „Astur”. Już z zarezerwowanym miejscem na turnusie rozpoczęliśmy starania o dofinansowanie ze środków PFRON. Odpowiednie zaświadczenie nasza pediatra, wystawiła w pierwszym dniu roboczym tego roku, z rozmowy z pediatrą wynikało, że na nic nie powinniśmy liczyć gdyż największe szanse mają Ci co składają papiery w pierwszym dniu. My składaliśmy je dopiero lub już (jak kto woli) siódmego stycznia. Zgodnie z zapowiedziami pracowników MOPS-u po miesiącu przyszła decyzja odmowna, ale mieliśmy czekać dalej.
Na początku maja, rodzice otrzymywali „ostateczną” decyzję. Ufff, odetchnęliśmy z ulgą, dostaliśmy dofinansowanie. Zapewne dlatego, że taki wniosek składaliśmy po raz pierwszy. Sporo znajomych, którzy od lat korzystali z takiej możliwości dostało decyzję odmowną.
Jeśli ktoś zazdrości tego, że Julka ma „sponsorowane” wakacje, muszę tą osobę zmartwić. Równowartość zwykłego wakacyjnego pobytu w podobnym ośrodku pokryliśmy z własnej kieszeni.
Julka pojechała na turnus autobusem. Z Rzeszowa wyjechała białostockim Isuzu Turkuaz. Powiem szczerze, nie wiedziałem, że są takie malutkie autobusy ;)
w drodze
Dobrze, że na przesiadkę przewidziałem więcej czasu, gdyż przed Lublinem są roboty drogowe i autobus wjechał na lubelski dworzec z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem …. i wcześniejszy autobus do Włodawy już dawno odjechał.
Już wiemy, że Julka nie będzie korzystać na turnusie z zajęć logopedycznych – zostało to z nami ustalone ;) W ich miejsce zaplanowano dla Niej ciekawe zajęcia, na które w Rzeszowie czekaliśmy w kolejce niemal rok.
Zatem czekajcie na pierwszą relację z Okuninki ;)
A Julkotata czeka na wykaz rzeczy do spakowania, gdyż w poniedziałek jedzie w tamtym kierunku specjalny wysłannik … i będzie jedyna i niepowtarzalna okazja dostarczenia nowej porcji ubrań

Podziel się