Żegnaj szkoło

Facebook ma lepszą pamięć niż ja, dzisiaj rano przypomniał mi, że równo rok temu w Julki szkole odbyło się spotkanie organizacyjne dla nowo przyjętych przyszłych pierwszoklasistów. Wówczas niemal nic nie było wiadomo, nie został zaprezentowany wychowawca klasy, a w szkole trwały intensywne poszukiwania lokalu dla klasy 1d. O tym kto będzie Julki wychowawcą dowiedzieliśmy się na kilka dni przed końcem wakacji. I pojawiły się pierwsze wątpliwości. Nie wiem czy słusznie ale domyślam się, że jednym z kryteriów branych przez dyrekcję podczas takiego a nie innego wyboru była obecność Julki w tej klasie. Rzecz jasna nie miałem żadnych wątpliwości odnośnie kompetencji pani Anetki, obawiałem się o reakcję rodziców, gdyby zaczęli łączyć ze sobą różne fakty. Dziecko niepełnosprawne w klasie i wychowawczyni z doświadczeniem w pracy z „takimi” dziećmi. Ale najważniejsze są jednak dzieci a nie marzenia rodziców. Wystarczyło pierwsze spotkanie dzieciaków z przyszłą wychowawczynią by ją pokochały. Gdy inne dzieci chodziły sznureczkiem za swoimi wychowawczyniami i zwiedzały szkołę, dzieciaki z Julki klasy integrowały się na szkolnej trampolinie. I tak mijały tygodnie i miesiące, wiosną to rodzice zdrowych dzieci wyszli z inicjatywą, że trzeba walczyć o panią Anetkę na przyszły rok szkolny.

Przez większą część roku szkolnego Julki klasą „zarządzał” duet. Panią Anetkę wspierała pani Paulinka. Pani Anetka mówi głośno i stanowczo, pani Paulinka spędzała z dzieciakami również czas na świetlicy po lekcjach. Dlatego nie wiem kto w tym duecie jest dobrym a kto złym policjantem. Sądząc po sile i intensywności przytulań nie jest to takie jednoznaczne ;)
Jednego jestem pewien – personalny wybór udał się idealnie.
Julkomama przeprasza w tym miejscu prowadzącą zajęcia rewalidacyjne z Julką panią Agatę, za te spóźnienia. Chyba w ramach kary, moje domowe kobiety szybko pozbierały się i pewnego dnia zjawiły się na zajęciach … godzinę wcześniej. Proszę mi wierzyć, gdy Julka chodziła do przedszkola wychodzenie z domu było jeszcze gorsze.
A co z samą Julką w szkole. O tym co to za element szkoła wiedziała już dużo wcześniej i nawet to ich do Niej nie zraziło ;)
Wszyscy pracujący Julką terapeuci nie mieli wątpliwości, że Julka sobie poradzi w szkole pod względem nauki. Większe obawy budziła sfera emocjonalna oraz społeczna.
Nie ma co ukrywać Julka ma pewne zachowania które mogą być dziwnie odbierane przez rówieśników, niestety autyzm przypomina o swoim istnieniu.
Troszeczkę szkolne życie komplikował fakt, że jest z sąsiedniego osiedla. Co prawda dzieli nas tylko ulica, niemniej dzieciaki znały się czy to z przedszkola czy też osiedlowych placów zabaw. Julka była „obca”.
I tutaj pomógł sam autyzm. Julka nie do końca opanowała trudną sztukę nawiązywania kontaktów z rówieśnikami. Co prawda nie jest tak źle gdy rozpoczynała zajęcia integracyjne jako mały przedszkolak, niemniej Julka w dalszym ciągu nie potrafi wyczuć czy ktoś chce z nią spędzać czas czy też nie. W związku z moją pracą i nauką Julkomamy Julka po lekcjach i niekiedy przed lekcjami spędzała czas na świetlicy. I właśnie tam zapoznawała nowe koleżanki. Wierzcie mi, już w pierwszym miesiącu szkolnej nauki poznała ich całą masę.
Czas spędzany na świetlicy to nie to samo co szkolne lekcje. Tam czas nie jest tak zorganizowany, dzieci same muszą zdecydować jak będą spędzać czas. I właśnie to jest dla Julki dobre. Nawet jak obserwuje z boku to co robią rówieśnicy w Jej przypadku przynosi powoli efekt. Jak sama to określa, na świetlicy ma możliwość „odgapiania” koleżanek. To tam nauczyła się rysować nowe „typy” rysunków. Wracając prosto po lekcjach nie miała by takiej możliwości. Autyzm wymaga jednego – jego „właściciel” potrzebuje kontaktów z rówieśnikami.
Niekiedy się zastanawiam, ilu pierwszoklasistów z imienia i nazwiska zna dyrektorka szkoły. Julkę na pewno zna dobrze, i to chyba z tej dobrej strony ;) Nie byliśmy nigdy wzywani na dywanik do Jej gabinetu.
Innym słabym punktem Julki jest wybiórczość pokarmowa. Ojj panie ze szkolnej stołówki nieraz patrzyły na Nią złym okiem gdy wykorzystała nieuwagę pani Paulinki i z nietkniętym talerzem z uśmiechem na twarzy odnosiła nietknięty posiłek.
A ileż to razy Julki tyłek został uratowany przez szkolne woźne, gdy ta po powrocie do domu przypominała sobie o zadaniu domowym, a książki zostawiła w klasie (zapewne celowo).
Tak więc od września Julka ponownie zawita w szkolne mury … już jako uczennica klasy 2d.
Tylko o jedno Julka ma pretensje, w już zakończonym roku szkolnym nie zapisaliśmy Jej na kółko przyrodnicze. Zagroziła, że jeśli sytuacja się powtórzy, mocno się zdenerwuje.

Przez ten rok Julka nauczyła się bardzo ważnej rzeczy, którą dotąd miała problem. Wie, że nie zawsze można być najlepszym, że nie zawsze się wygrywa.

dyplom 1 klasa

Zatem czas rozpocząć Wakacje … a Julka korzystając z wolnego czasu już od wtorku zaczyna Biofeedback.

Podziel się
  • Sylwia Sobczyk

    Gratuluję ukończenia klasy 1ej. :)

    I zazdroszczę świetlicy. U nas słaba z tym sprawa. Do jednej sali przychodzą dzieci zerówkowe, do drugiej klasy I-III. Jedni i drudzy się mieszają, jak to w małej szkole, wiejskiej prawie. Nie sprzyja to integracji, jeśli chodzi o moje dziecko, więc muszę na rzęsach stawać, żeby odebrać na czas, żeby w świetlicy nie został.

    Miłych wakacji i jeszcze więcej koleżanek w nowym roku szkolnym życzymy!