I po co to wszystko?

Jednym z pomysłów na „poprawę” edukacji jest jest wykreślenie z nowej podstawy programowej dla klas 1–3 ograniczenia liczebności klas do 26 osób. Przeprowadzono bowiem badania i z opracowanych wykresów jednoznacznie wynika, że ilość uczniów w klasie nie ma żadnego znaczenia jeśli chodzi o ich poziom wiedzy. Ograniczenie wprowadziła poprzednia ekipa rządowa, a jak powszechnie wiadomo, wszystko to co zrobiono przed końcem października ubiegłego roku trzeba wypalić ogniem lub wysadzić dynamitem.
Nie znam się na planowaniu ilości klas pierwszych, ale tak na chłopski rozum – jeśli do szkoły przyjęto 109 uczniów to aby spełnić wymogi przepisów należy utworzyć pięć klas pierwszych. Bez tego wymogu wystarczą cztery. Powoduje że klasy będą mniejsze o średnio pięciu uczniów. Czy to mało czy dużo? Moim zdaniem dużo.
Proces nauczania współczesnej szkoły znam na podstawie obserwacji klasy w której uczy się Julka.
Kilkanaście dni temu oglądałem niemal tysiąc zdjęć z różnych klasowych zajęć, wczoraj przez niemal dwie godziny czynnie uczestniczyłem w lekcjach.
Wiem jedno w klasie potrzebna jest przestrzeń. Dodatkowi uczniowie to między innymi dodatkowe ławki w klasie Nauka to nie tylko nudne siedzenie w ławkach, na lekcjach równie często wykorzystywane jest miejsce z tyłu sali gdzie znajduje się wykładzina i można na niej siedzieć. Dzieciaki są chłonne wiedzy, gdy poznają coś nowego chcą to zobaczyć, dotknąć, powąchać. A ile można przy tym zadawać pytań. Nawet pierwszoklasiści potrafią prowadzić ciekawą dyskusję ;) Spierać się, opierając na merytorycznych argumentach.
Tak się zastanawiam jakby wyglądały „moje” wczorajsze zajęcia, gdybym miał z dziesięciu słuchaczy więcej. Zapewne dałoby się ich jakoś ścisnąć aby wszyscy siedzieli, ale czy wszystko by widzieli? Czy wszyscy załapali by się na dotknięcie interesującego ich rekwizytu?
Jeśli „badania” nie potwierdzają teorii, że małe klasy oznaczają lepszy poziom nauczania to dlaczego rodzice molestują organy prowadzące oto aby zrobić mniej liczne klasy?
Moim zdaniem opierają się na własnych doświadczeniach z okresu pobytu w szkole i wciąż wspominają często ponad 30-sto osobowe klasy. Chcą bardziej indywidualnego podejścia do ich pociechy.
Jeśli zostanie zniesione wspomniane ograniczenie, kto da rodzicom pewność, że ostatni uczeń w dzienniku nie będzie miał przy swoim nazwisku liczby z tróją z przodu?
Może to są moje niczym nie poparte wymysły, ale moim skromnym zdaniem wszystkie pojawiające się ostatnio propozycje mają na celu jedno – ograniczenie kosztów edukacji. I obym się mylił…

Podziel się