Autyzm z telewizora

Wczoraj w moje lepkie łapki wpadł artykuł w którym to autor w dość zaskakujący sposób „odpowiedział” na pytanie dlaczego autyzm jest obecnie taki „modny”. I to wcale nie szczepionki, geny, zatrute środowisko są odpowiedzialne za wysyp w ostatnich latach przypadków autyzmu, zespołu Aspergera czy nawet ADHD. Główny winowajcą jest … elektronika użytkowa pod postacią telewizorów czy tabletów. Zatem jeśli rodzic u dziecka zauważy jakiekolwiek symptomy wskazujące na możliwość występowania u jego pociechy jednego z wspomnianych już zaburzeń powinien, radykalnie ograniczyć dostęp do TV i innych nowinek technologicznych i zobaczyć co się będzie działo. Domniemuję, że na efekty trzeba będzie chwilę poczekać, ile tego nie wiem. Co więcej domyślam się, że początkowo może nawet nastąpić regres, coś na kształt głodu narkotycznego.
Zgadzam się opiniami specjalistów, że dzieciom należy serwować telewizję w mocno ograniczonym zakresie. Im dziecko mniejsze tym czas spędzany przed szklanym (teraz już plastikowym) ekranem powinien być krótszy. To samo tyczy się tabletów czy laptopów. Co więcej nie jestem również zwolennikiem wielu „zabawek” edukacyjnych. Wystarczy zapytać pierwszego z brzegu logopedę, co sądzi o reklamowanych zabawkach świecąco, mówiąco grających. Im więcej bajerów, opcji tym lepiej dla wytwórcy a gorzej dla samego dziecka.
Zatem jeśli uważamy, że nadmiar telewizji może wywoływać u dziecka objawy charakterystyczne dla zaburzeń ze spektrum autyzmu, to owszem spróbujmy coś zmienić w rozkładzie dnia dziecka, zapewnijmy mu bardziej prorozwojowe zajęcia ale idźmy o krok dalej… z tymi wszystkimi wątpliwościami udajmy się do specjalistów. Nie wiem czy dobrze, ale z mojej strony celowo ograniczam się do telewizji gdyż w okresie rozwoju dziecka w którym pojawiają się pierwsze objawy autyzmu większość z nich ogranicza się do oglądania mniej lub bardziej wartościowych programów telewizyjnych. Wspomniana już wizyta u specjalisty pozwoli podzielić się z nim naszymi wątpliwościami oraz co jest równie ważne uzyskamy plan naprawczy. Możecie mi wierzyć na słowo ale zmam dzieciaki, które po wizycie u specjalistów w ciągu kilku czy kilkunastu dni ostro poszły do przodu. Samo ocięcie od elektroniki i czekanie na to co przyniesie przyszłość to ślepa uliczka, droga do donikąd. Za jakiś czas może się okazać, że dziecko posiada jakąś wadę rozwojową i co wówczas? Straciliśmy bezpowrotnie czas, którego nie sposób będzie odzyskać. A wierzcie mi, im dziecko starsze tym czasu na niezbędną terapię jest mniej.
Teraz zapewne narażę się sporej części rodziców, ale uważam że Julka jest w tym miejscu gdzie jest dzieci elektronice, i to rzecz jasna w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dawno, dawno temu były takie noce (a było ich sporo), że Julka nie powodowała chronicznego braku snu w całym bloku tylko wówczas gdy w nocy oglądała w skupieniu telewizję. Nic nie pomagało, a wierzcie mi próbowałem najróżniejszych rozwiązań tego problemu. Julka leżała sobie na naszym maleńkim łóżku i nie można było wówczas nic mówić, dotykać.
Za rozwój mowy też pewna część podziękowań należy się telewizji. Wspólnie oglądaliśmy bajki na kanale dla dzieci. No nie do końca tylko oglądaliśmy, zawsze było to opatrzone rodzicielskim komentarzem. Tłumaczyliśmy co widzimy w danej chwili, dlaczego coś stało się tak a nie inaczej. Później Juka już samodzielnie próbowała śpiewać z mniejszym czy większym trudem towarzyszące bajkom piosenki. Z biegiem czasu Julka coraz chętniej opowiadała nam o czym była oglądana bajka.
Jeśli chodzi o informatykę, to Jula miała ciężkie początki. Co prawda swój osobisty laptop otrzymała bardzo wcześnie, niemniej bardzo trudno było Julce opanować tą piekielną machinę.
Początkowo przy niemal każdym kontakcie z laptopem ktoś z dorosłych musiał być obecny przy Tisiu i w razie problemów szybko interweniować. Mówcie co chcecie ale obsługa komputera to niezłe ćwiczenia na poprawę koordynacji ręka – oko. Przełom stanowiło odkrycie przez piękniejszą część naszej rodziny dostępnych przez strony internetowe gier dla dziewczynek. Z każdym tygodniem Julka stawała się w tej materii coraz bardziej samodzielna. Nauczyła się samodzielnie rozwiązywać pojawiające się podczas gier problemy. Gdy z jakąś grą nie może sobie poradzić zazwyczaj zmienia sobie na inną. Tylko od czasu do czasu z sąsiedniego pokoju, słychać niewybredne komentarze naszej córki na temat gdy i jej twórców.
Obsługę tabletu Julka opanowała niespełna trzy miesiące temu. Uwierzcie mi, wolałem jak tablet był dla niej totalną techniczną zagadką. Zastanawiam się tylko nad jednym, skąd u diabła na tablecie wzięło się tyle gier. Czyżby Julka była częstym bywalcem w sklepie google?
Do wszelkich urządzeń elektronicznych należy podchodzić z rozsądkiem. Niestety świat pędzi coraz szybciej i musimy oswajać dzieci z technologicznymi nowinkami. Wszystkiego należy używać z umiarem. Czas wspólnie spędzony z dzieckiem, pozwoli nam nie tylko na ograniczenie czasu spędzanego przez nasze pociechy przed telewizorem czy z tabletem w dłoni, pozwoli również na szybsze wyłapanie „problemów” z jakimi boryka się syn czy córka.

Podziel się