Ministra odpływa

Z każdą nową informacją dotyczącą wprowadzonej „dobrej zmiany” w edukacji czyli podwyższenia o rok obowiązku rozpoczęcia edukacji szkolnej dochodzę do wniosku, że los dzieciaków jest w tym wszystkim na ostatnim miejscu.

Czytelnicy bloga wiedzą, że mam nie najlepsze zdanie o cofnięciu uprzednio wprowadzonej reformy. Pisałem o tym wielokrotnie i nie będę się powtarzał. Najbardziej przeraża mnie w tym w wszystkim brak jakiejkolwiek refleksji nad tym się robi.

Jak mało kiedy w sporze na linii Ministerstwo Edukacji Narodowej a konkretnie minister Zalewska kontra samorządy staję po stronie tych drugich.

Niestety gra w tym wszystkim chodzi o duże pieniądze, mówienie, że jest inaczej jest obłudą.

Informowanie, że samorządy nic na reformie nie stracą gdyż zamiast subwencji oświatowej na ucznia dostaną w zamian dotację na przedszkolaka to nic innego jak porównywanie Fiata Pandy z Audi A8.

Samorządy w ostatnich tygodniach wykazują się sporą kreatywnością aby zminimalizować negatywne dla siebie skutki cofnięcia reformy. W tym wszystkim głównymi „zainteresowanymi” są sześciolatki ale również trzylatki, spora rzesza nauczycieli. Rodzi się również pytanie jak wykorzystać przygotowywane przez lata miejsca do nauki dla trzylatków.

Naturalnym rozwiązaniem, był pomysł organizowania oddziałów przedszkolnych w szkołach. Nie jest to pomysł nowy, w wielu placówkach takie rozwiązanie jest stosowane.

Powiem więcej, przez jakiś czas rozważaliśmy takie rozwiązanie dla Julki. Pozytywy takiego rozwiązania były przynajmniej dwa. Po pierwsze Julka oswoiła by się w nowym miejscem w którym później byłaby „prawdziwym” uczniem. Po drugie Julka poczuła by się dowartościowana ;)

Przypomnijcie sobie jaka dumna była Julka gdy Jej przedszkolna grupa przeniosła się do sal przeznaczonych dla starszaków. Pomysł upadł gdyż, nie wiedzieliśmy w której podstawówce Julka będzie się uczyć i nie chcieliśmy wprowadzać niemal corocznych zmian w sposobie edukacji.

Powyższy pomysł podchwyciły samorządy, w wielu regionach kraju na szeroką skalę planowano takie rozwiązanie. Co więcej kilka temu na antenie TVP Rzeszów odbyła się debata w sprawie 6-latków i … przedstawicielka związku zawodowego popierającego z całego serca cofnięcie reformy chwaliła plan samorządowców.

Już od pewnego czasu było z ust szefostwa MEN było słychać głosy, że takie rozwiązanie „spisek” sił zła, cyklistów i wegetarian. Skoro MEN podjął taką a nie inną decyzję to samorządy nie mają żadnego prawa nawet moralnego na podejmowanie jakichkolwiek prób wyjścia z tej niełatwej sytuacji. Rzecz jasna najbardziej oberwało się samorządom w którym decydujący głos ma dzisiejsza opozycja.

Zatem minista Zalewska musiała przejść do kontruderzenia. Myślała, myślała (zapewne u fryzjera lub kosmetyczki) i wymyśliła – przenoszenie dzieciaków do oddziałów przedszkolnych jest bezprawne. To rodzic musi wyrazić na takie rozwiązanie zgodę. A ministerialni urzędnicy będą namawiać rodziców aby … pozostawili swoje sześcioletnie pociechy w dotychczasowych murach przedszkolnych.

Część samorządów, poszła w inną stronę i proponuje rodzicom dzieciaków które zostaną jako sześciolatki zapisane do pierwszej klasy sporą ilość bonusów. Mowa o specjalnych wyprawkach, dodatkowych pakietach zajęć dla pierwszaków. I prawdopodobnie ten pomysł rozsierdził ministrę jeszcze bardziej. Już słychać głosy, że na samorządy które pójdą tą drogą będą nasyłane wszelakie komisje i kontrole począwszy od IPN skończywszy na WHO ;)

Ministerstwo ma nowy plan ratunkowy mający zapewnić miejsca trzylatkom – skoro samorządy są takie „bogate” to mogą wykupywać miejsca w placówkach niepublicznych. Innowacyjne rozwiązanie, ciekaw jestem czy będą jakieś przetargi publiczne, czy zamówienia z wolnej ręki.

Istnieje już w polskim prawie możliwość nadawania prywatnym przedszkolom statusu „publicznego” ale chyba nie o to chodzi. Ciekaw jestem jak będzie wyglądać takie przedszkole z wykupionymi miejscami. Grupa Krasnali będzie finansowana z prywatnej kieszeni a Skrzaty z „publicznej” sakiewki?

Czy w efekcie nie będzie tak jak w niektórych gminach z obiadami w szkole, gdzie dzieciaki którym obiady opłacają rodzice mają „porcelanowe” talerze i metalowe sztućce a pozostali używają plastiku.

A ja mam jeszcze inne rozwiązanie, zwiększmy liczebność grup w przedszkolach. Wystarczy 40? za mało? To niech będzie 45. Papier wszystko przyjmie.

Moim zdaniem ministra Zalewska z każdą minutą bardziej traci kontakt z rzeczywistością. A to dopiero sto dni Jej urzędowania. Co będzie za kolejne 100 czy 200?

Podziel się
  • http://trzeci-pasazer.blogspot.com/ Agata

    Od trzech miesięcy wydzwaniam do dyrektorki jednego z przedszkoli, które upatrzyliśmy dla Ewy. Przedszkole prywatne, integracyjne. Bardzo polecane dla autystów, mieliśmy szczęście, że mieszkamy blisko. Ale od trzech miesięcy nie wiadomo, czy we wrześniu w ogóle powstanie grupa dla najmłodszych dzieci. Dziś dzwonię znowu – podobno już wiadomo, ile dzieci pójdzie do szkoły, a ile zostanie w przedszkolu. Nie wiem, co zrobić, jeśli okaże się, że we wrześniu nie będzie dla Ewy miejsca…