Tyle teoria

Już za kilka dni wejdą w życie przepisy regulujące kwestię osób „wspomagających” w klasach ogólnodostępnych. Mówiąc najprościej jak tylko można w końcu zniknie zapis „ za zgodą organu prowadzącego”. Niby nic a jednak bardzo dużo.

Zapewne pamiętacie moje boje z poradnią pedagogiczno-psychologiczną o odpowiednio zapis dający chociażby cień nadziei na zatrudnienie dodatkowej osoby w klasie do której chodzi Julka. Dochodzę do wniosku, że te wszystkie kretynizmy jakie wymyślają pracujące w ppp-ach szpecyjalistki nie są ich autorstwa, pracownice ppp są w tym kierunku zapewne odpowiednio szkolone. Jest bowiem mało prawdopodobne aby w różnych częściach kraju podawano niemal identyczne argumenty. Rozbrajająca była propozycja aby ubiegać się o wsparcie w ramach sytemu opieki społecznej. Nie wierzycie? Zapytajcie Julkomamę. Ona właśnie to usłyszała w czasie jednej z wizyt w pewnym budynku na ulicy Rejtana. Nie wiem co miała na myśli pracująca tam kobicina (ona zapewne też nie). Zapewne chodziło o usługi opiekuńcze. Nie wiem jak na taką propozycję zareagowałby miejscowy MOPS. Co więcej zapewne miało by się to odbywać w ramach SUO. Nie wiem czy wiecie ale przykładowo Zarządzenie Wojewody Podkarpackiego z roku 2014 określało, że osobom do ukończenia 18 lat „przysługuje” maksymalnie 3 godziny usług dziennie. Pomijam problem mniejszej lub większej odpłatności ze strony rodziców. Dlaczego pomijam? Ponieważ środki na wsparcie osób z autyzmem są już zabezpieczone w ramach zwiększonej subwencji oświatowej. Przecież jest logiczne, że gdyby urzędnicy z MEN-u stwierdzili, że autystycy w szkołach nie wymagają „wsparcia” zapewne określili by odpowiednio mniejszą wagę subwencyjną. Zatem  mogłoby dojść do sytuacji, w której środki z budżetu państwa byłyby wydatkowane dwa razy na to samo „zadanie”, oczywiście przez dwa ministerstwa.

Jednoznaczny zapis o konieczności zapewnienia dodatkowej osoby dla autysty w zwykłej szkole miała garstka dzieciaków. W nowym rozporządzeniu w którym wyszczególniono, kogo należy zapewnić w klasie takiej jak Julki znalazł się zapis: z uwzględnieniem realizacji zaleceń zawartych w orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego. Wielu rodziców, w tym również ja miałem obawy, czy owo nieszczęsne zdanie nie będzie ostatnią linią obrony samorządowców. Wszak jak nic nie ma w orzeczeniu o potrzebnie kształcenia specjalnego o nauczycielu wspomagającym, asystencie to zapewne nie trzeba ich zatrudniać. A zmiana przepisów powoduje wyłącznie brak konieczności uzyskania zgody organu prowadzącego. Co jeszcze bardziej spotęguje opór w ppp przed wpisywaniem do orzeczeń stosownych zapisów.

Tuż przed świętami wypowiedzieli się w tej kwestii ministerialni urzędnicy. Ministerstwo Edukacji Narodowej stoi na stanowisku, że obowiązek zapewnienia „wsparcia” wynika wprost z przepisów prawa a sama treść orzeczenia ma w tej materii drugorzędne znaczenie.

Stosowne orzeczenie może służyć jedynie jako wskazówka podczas podejmowania decyzji o wyborze jednej z form wsparcia. Jeśli w orzeczeniu nie ma jednoczącej wskazówki to należy się oprzeć na ocenie stanu funkcjonowania dziecka lub ucznia przez nauczycieli lub innych specjalistów.

Niestety znam już trochę kreatywność samorządowców i widzę kilka dziur i wybojów na drodze ku ideałowi.

Co prawda teoretycznie środki na to są zabezpieczone, również z powodu skutków finansowych ów przepis wchodzi w życie w od nowego roku. Jest na to zwiększona subwencja oświatowa, co więcej w dalszym ciągu będzie kontynuacja rozwiązania z tego roku o „znaczeniu” kasy na uczniów niepełnosprawnych.

Niestety już słychać głosy, że niektóre organy prowadzące cały problem zrzucają na barki dyrektorów placówek  oświatowych. Przyjęliście do szkoły ucznia z ZA, to teraz się martwcie. My wam złotówki więcej z tego powodu nie damy. Propozycje padają różne, od pozyskiwania stażystów z UP, do wygospodarowania „odpowiedniej” osoby z dotychczasowych zasobów ludzkich dostępnych w danej placówce. Już za kilka(nacie) dni przekonamy się czy nauczyciele wspomagający będą dostępni dla ucznia przez jedną lub dwie godziny (tygodniowo), a może będzie mu „pomagać” woźna lub pomoc kuchenna.

W przypadku Julki teoretycznie jeszcze przez kilka miesięcy zapewniona  jako taka stabilność. Przynajmniej nic nie wiemy aby coś miało się zmienić. U nas sprawdza się rozwiązanie z asystentem nauczyciela (wie ktoś kto to finansuje ? – ja wiem ale nie powiem).

Obawiam się, że nowe przepisy będą niezłym argumentem dla wójtów, burmistrzów którzy będą opowiadać o tym, że przez autystów brakuje pieniędzy na inne dzieci niepełnosprawne. Już teraz słyszę niekiedy, jak to Julka czy inne dziecko ze spektrum jest uprzywilejowane. Jak to „fajnie” byłoby mieć diagnozę z wyrazem autyzm.

Podziel się