Może warto zwolnić

Dzisiejszy wpis będzie o „dobrych” zmianach, które w zamysłach ich twórców mają przywrócić normalność jeśli chodzi o sześciolatki. Kilkanaście dni temu o koniecznych zmianach na specjalnej konferencji opowiadały panie ministrynie z resortu edukacji. Można zatem przypuszcza, że jest to projekt rządu. A wcale, że nie. Uchwalona dzisiejszej nocy ustawa … była projektem poselskim. W gmachu MEN-u powstały zaproponowane rozwiązania, lecz jako „swoje” składali do posłowie. Ktoś powie a co to zmienia. Zmienia bardzo dużo – pomijane są między innymi konsultacje społeczne. Niby nic a bardzo dużo. Orędownicy zmian, tłumaczą, że przecież zebrano podpisy w sprawie referendum w tej sprawie, zatem społeczeństwo się już wypowiedziało.

Nie będę zagłębiał się w szczegóły ustawy. Napiszę o swoich odczuciach po obejrzeniu rozmowy dziennikarki telewizyjnej z dwoma paniami w pewnej komercyjnej stacji informacyjnej wczoraj wieczorem.

Jestem zażenowany poziomem argumentów zwolenniczki zmian. Wszystko sprowadzało się do jednego – musimy wprowadzić szybko zmiany, a więc muszą być „ofiary”. Tak to już jest na wojnie.

Dyskutowano o możliwym problemie braku miejsc dla „nowych” dzieci w przedszkolakach. Niestety podzielam zdanie, że dla części 3-latków zabraknie miejsc w placówkach publicznych.

Pani w okularach, nie widziała w tym jakiegokolwiek kłopotu. Z prawnego punktu widzenia rzecz jasna go nie ma – w roku 2016 dzieci trzyletnie nie mają jeszcze zagwarantowanego miejsca w przedszkolu. Dostaną się do przedszkola to dobrze, nie – będą niewinną ofiarą dobrej zmiany.

Jak to przy każdej rozmowie o reformie poruszono temat finansów. Wszak trzeba wiedzieć, jak wpłynie zmiana przepisów na pieniążki na oświatę którymi będą dysponować samorządy. Ludzie wierzcie mi, to cud, że nie rzuciłem pilotem w telewizor gdy słyszałem te brednie. Może przed próbą zabłyśnięcia na szklanym ekranie warto by się zapoznać z faktami a nie opowiadać idiotyzmy? Przedstawicielka (pseudo)koalicji rządowej, opowiada jak to jest dobrze, gdyż w przyszłym roku zwiększą się wydatki związane z subwencją oświatową. Droga pani, a co to ma wspólnego z wprowadzoną zmianą ustawy o systemie oświaty? NIC. Subwencja oświatowa wzrosła gdyż ilość dzieci wzrosła – od września chodzi do pierwszej klasy półtora rocznika. A ilość przekazywanych środków jest mocno uzależniona od rzeczywistej liczny dzieci w szkołach. Pomijam zmiany wynikające ze stawki bazowej. Samorządy odczują to dopiero za rok – gdy będzie „obowiązywać’ metryczka oświatowa na rok 2017.

Tych sporych możliwości które stwarza się aktualnym „młodszym” sześciolatkom po prostu nie ogarniam.

Teoretycznie możliwość powtarzania pierwszej klasy bez jakichkolwiek „konsekwencji” brzmi fajnie. Dobrze, rodzice zdecydują się na ten krok i ich pociecha zacznie szkolną przygodę od początku. Może, oczywiście może. I tutaj pojawia się kolejny problem. Liczebność klas pierwszych w przyszłym nowym roku szkolnym. Szacuje się, że jest odroczonych dwadzieścia procent dzieciaków – tyle edukację rozpocznie z automatu. Samorządy liczą, że część rodziców „odbierze” dzieciństwo swoim pociechom i jednak zdecyduje się zapisać do szkoły sześciolatka. Zatem aby można było „łagodnie” powtarzać pierwszą klasę, to musi ona zostać utworzona. A nie ma pewności czy w każdej podstawówce tak będzie. W wersji pesymistycznej – obecny sześciolatek będzie „powtarzał” klasę w innej szkole.

Samorządy rozważają możliwośćposzerzania „rejonów” i przykładowo do jednej szkoły pójdą dzieciaki z dwóch osiedli a nie jak teraz każde osiedle „posiadało” swoją szkołę. Gorzej mają mniejsze samorządy. W skrajnych sytuacjach do jednej szkoły będą dowożone dzieci z różnych miejscowości. Tutaj niestety będzie się liczyła ekonomia.

Również i to nie stanowiło problemu dla zwolenniczki reformy- istnieje coś takiego jak klasy łączone. Owszem istnieją. Tylko, najczęściej są to klasy o zbliżonym podziale względem wieku.

Teraz garstka dzieci miała by zostać zapewne dołączona do liczniejszego starszego rocznika. Niesamowita perspektywa…. nic tylko się cieszyć.

Poruszono również kwestię nauczycieli, nie wiem jakby zaklinał rzeczywistość to od września zabraknie uczniów dla pewnej części nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej. To również nie stanowi problemu – w ostatnich latach również zwalniano nauczycieli, więc to żadna nowość.

Pisząc to nie wiem co obecnymi „odroczniakami”. Czy ustawodawca również im ułatwił życie?

Jeśli ogłasza się „amnestię” dla części pierwszoklasistów by mogli rozpocząć edukację od początku, to również zatrzeć w aktach fakt odroczenia obowiązku szkolnego. Niech Ci co teraz „powtarzają” zerówkę mogą jeszcze raz być najstarszą grupą w przedszkolach. Jak szaleć to szaleć…

W”omawiany” przeze mnie programie usłyszałem, że na komisji większość sejmowa uwzględniła poprawkę opozycji. Rzecz niesamowita, bałem się że przez najbliżej lata nic takiego nie nastąpi. A tu taka niespodzianka.

Póki co trzymajcie kciuki aby wspomniana reforma nie odbiła się negatywnie na Julce. Julka może dostać rykoszetem… póki co zwieramy szyki aby ją od tego uchronić.

Podziel się
  • http://www.mamanotuje.pl Mama notuje

    Mój kuzyn odroczył w tym roku swoją córkę. Mieszkają w niewielkim mieście i teraz zwczajnie się martwią, z kim ich dziecko będzie chodziło do jednej klasy i gdzie, bo może nie byc wystarczającej liczby dzieci do utworzenia klasy. To jakaś paranoja.