Życie (nie) jest fajne

Julka już ma prawie osiem lat (no dobra siedem i pół), zatem jeszcze przez kilka lat będziemy mieć względny spokój jeśli chodzi o zapewnienie Julce „zajęcia”. Póki co jest w pierwszej klasie podstawówki, i tak na dobrą sprawę trudno określić jak potoczą się Jej szkolne losy. Ale jednego można być pewnym, dopóki będzie uczniem takiej czy innej szkoły Jej umiejętności będą rosły a jednocześnie kilka godzin dziennie będzie czymś wypełnione. Jeśli chodzi o samą niepełnosprawność pod względem formalnym może już być różne, wszak lekarka na marcowej komisji stwierdziła, że tylko i wyłącznie z uwagi na rozpoczęcie nauki w szkole może „zaliczyć”

naszego Tisia w poczet osób niepełnosprawnych. Niemniej, zakładając, że Julka nie będzie pierwszym przypadkiem na świecie „wyleczenia” z autyzmu to do 16 roku życia powinien być spokój, później przechodzi(my) pod skrzydła ZUS. A tam nie takie „proste” przypadki

ozdrawiano. Piszę o tym dlatego, że bardzo duża część środków którymi dysponuj Pefron jest przeznaczana na ogólnie rzecz biorąc rehabilitację dzieci i młodzieży, a warunkiem koniecznym umożliwiającym prawo do korzystania z tych pieniążków jest orzeczenie o niepełnosprawności.

Już kilka miesięcy temu pisałem, że kończąc 7 lat dziecko traci kilka form wsparcia oferowanego przez nasze Państwo. Niestety im dziecko większe tym to wsparcie jest mniejsze. W wielu przypadkach dochodzimy do sytuacji w której dorosły po zakończeniu edukacji jest pozostawiony sam sobie, w czterech ścianach. Taka sytuacja powoduje jedno, wszelkie te nabyte z mniejszym lub większym trudem umiejętności, powoli u takich osób zanikają.

W najgorszej sytuacji są Ci których niepełnosprawność nie pozwala na zdobycie pracy na rynku. Dla osób z głębokim upośledzeniem, chorobami psychotycznymi rynek jest praktycznie zamknięty. Ktoś powie są przecież Zakłady Aktywności Zawodowej, więc w czym problem. Problem jest i to spory, pierwszym jest ich ilość (jest ich zbyt mało), pierwotnym założeniem takich placówek miało być przygotowanie niepełnosprawnego do „prawdziwej” pracy. Niestety w wielu przypadkach miejsce w ZAZ-ach zwalnia się w jednym przypadku, tym ostatecznym.

Rodzice wiedząc to co napisałem powyżej, nie stoją z założonymi rękoma i nie czekają co przyniesie im los. Biorą sprawy w swoje ręce i próbują stworzyć miejsca gdzie ich dorosłe pociechy mogłyby być jak najbardziej samodzielne i „pożyteczne”. Wiele miesięcy temu czytałem wzruszający artykuł o dorosłym autyście który spełniał się zawodowo… pomagając w przedszkolu do którego wiele lat wcześniej chodził. Z tego co pamiętam to zajmował się głównie pomocą w szatni, pomagał dzieciakom zakładać buty, zbierał naczynia na jadalni. Ktoś powie a co to za praca, zapewne bez niego przedszkole też by sobie poradziło. Tak, ale to była Jego praca, chłopak czuł się potrzebny, miał kontakt z ludźmi.

Kilka dni temu pocztą pantoflową doszła do mnie informacja, że Dorota (jedna z mam które znam wirtualnie), zaangażowała się w tworzenie miejsca w którym ktoś Jej bardzo bliski mógłby poczuć się kimś potrzebnym i wartościowym. Mowa o klubokawiarni Życie jest fajne tworzonej przez Fundację Ergo Sum. Wiadomo, przedsięwzięcie to nie wpłynie znacząco na PKB niemniej jednak kilkorgu niepełnosprawnym zapewni poczucie jeśli nie zawodowego to takiego zwykłego ludzkiego spełnienia.

Niestety jak każdy projekt, również i ten potrzebuje na rozruch pewnych środków finansowych.

Kwota może nie jest astronomiczna i wynosi 28 tysięcy zł, niemniej potrzebne jest wsparcie „zewnętrzne”. Nie jest to kwota wzięta z sufitu, wszystko dokładnie zostało wyliczone. Wierzę, że im się uda. Pomysł jest przedni ;)

życie jest fajne

Teraz już wiecie dlaczego po prawej stronie (naszego) bloga pojawił się pewien nowy wigdet …

Podziel się