Zobaczymy co dalej

Za Julką kilka dni prawdziwej szkoły. Tisio nic nie mówi ale widzimy, że jest to dla Niej spore wyzwanie. Nowy budynek, dzieci których nie znała wcześniej. Zapewne coś ją gnębi, ale do niczego nie chce się przyznać. Dlaczego tak uważam? Znam swoje dziecko. Leżąc w łóżku chwilami sobie lekko popłakuje. Ale i my mamy swoje sposoby? W piątek pani Sabinka wszystko z Tisia wyciągnie ;)
Wierzcie lub nie ale Julka ma bardzo mało lekcji. Jest język angielski, religia i zajęcia komputerowe. Łącznie uzbiera się tego 5 godzin. Reszta to zajęcia z panią Anetką. Rok temu każde przedszkolne zajęcia traktowała jako szkolne lekcje a teraz swojej wychowawczyni nie uważa za pełnoprawnego nauczyciela.
Julka każdego dnia uczy się czegoś nowego. W środę po lekcjach poszła na świetlicę. Jak rodzice powiedzieli, że ma być na świetlicy to była na świetlicy. A że wszystkie inne dzieci poszły na przyszkolny plac zabaw to mało istotny szczegół.
W czwartek wiedziała już, że gdy będzie ciepło i dzieci ze świetlicy pójdą na świeże powietrze to też ma iść. To rzecz jasna zrobiła, ale pojawił się problem z obiadem. Zupę zjadła w czasie zajęć lekcyjnych, drugie danie miała jeść już pod opieką pań ze świetlicy, lecz gdy padło pytanie kto idzie na obiad siedziała cichutko jak mysz pod miotłą. Nie mam pretensji zarówno do Julki jak i pracownic szkoły. W przedszkolu Julka jadła cały obiad na jednym posiedzeniu.
droga_2
Dodatkowo zostawiła w szatni obuwie zmienne i trzeba było iść do szkoły aby Julka mogła pozbyć się jednego zmartwienia.
Czwartek był to wyjątkowo stresujący dla Julki dzień. W tym dniu nie zmieniliśmy godziny zajęć logopedycznych i Julka martwiła się, że spóźni się na lekcje. Po zajęciach na dotarcie do szkoły pozostaje pół godziny a drogę pokonujemy z niecałe 10.
droga_1
Ale prawdziwe „nieszczęście” Julkę spotkało dzisiaj. Po „zajęciach z panią Anetką” miała iść na spotkanie z panią dyrektor. Chodziło o zajęcia rewalidacyjne prowadzone przez wicedyrektor. Naprawdę nie wiem dlaczego Julka obawiała się tego spotkania. Przecież to taka sympatyczna osoba ;)

Pierwszego dnia Julka siedziała w ławce z imienniczką. Drugiego dnia, imienniczka postanowiła przeciąć pępowinę łączącą bliźniaczki i przeniosła się do ławki bliźniaczek. W związku z tym druga bliźniaczka chcąc nie chcąc przeniosła się do Tisia. Ale już w piątek imienniczka podmieniła sobie bliźniaczki. A jednak pani Anetka jakoś to ogarnia, i jeszcze chwali Tisia ;)

Póki co bardziej zestresowani są Julkorodzice. W piątek, Julkotata trasę dom – szkoła – dom pokonywał cztery razy. Ależ nadgorliwość ;)
A ja tylko korzystając z urlopu chcę przekazać jak najwięcej praktycznych informacji o Julce.
Dlaczego wychowawczyni, ma wyważać otwarte drzwi.

Podziel się