Koniec biedronkowania

Ależ ten czas leci. Niemal równo trzy lata temu przygotowywaliśmy się do rozmów z „nowym” przedszkolem na temat transferu Julki do nich. Niestety teraz przyszła pora na zabieranie ostatnich przedszkolnych rzeczy. Julka chcąc nie chcąc przestanie być „Biedronką”.
Co prawda „oficjalne” pożegnanie przedszkolaków miało miejsce pod koniec czerwca, jednak spora część dzieci które od września będą uczniami wykorzystywała te wakacyjne miesiące na korzystaniu z przedszkolnych atrakcji.
Możecie mi wierzyć, decyzja o przejściu z placówki specjalnej do takiej „normalnej” nie była łatwa, szczególnie Julkomama bardzo obawiała się czy Tisio sobie poradzi w nowej rzeczywistości.
Naszym priorytetem było zagwarantowanie Julce statusu „zwykłego” przedszkolaka, dlatego wręcz naciskaliśmy na dyrekcję przedszkola aby jak to jest najbardziej możliwe ograniczyć „zajęcia” terapeutyczne. Uznaliśmy, że jesteśmy w stanie zapewnić wystarczającą ilość terapii poza przedszkolem. Owszem wymagało to od nas trochę trudu, ale warto było tak postąpić.
Wielu którym mówimy gdzie Julka chodzi do przedszkola pyta – dlaczego tam, skoro niemalże z naszych okiem widać placówkę która przyjmuje „takie” dzieci a my jeździmy na inne osiedle.
Odpowiedź jest prosta – to tam Julka rozpoczęła zajęcia integracyjne, tamto przedszkole podjęło „ryzyko” obecności w ich murach dziecka z autyzmem.
Jeśli miałbym możliwość cofnięcia czasu i mógł wybierać między „tym” przedszkolem a innym – wybrałbym „to” przedszkole.
Powód jest banalny – Julka jest w nim szczęśliwa. Wierzcie lub nie ale ostatnio na propozycję zrobienia sobie małej przerwy od przedszkola by móc spędzić troszkę czasu z odwiedzającą nas rodziną powiedziała stanowczo nie.
Gdybyśmy byli niezadowoleni z przedszkola, to aktualnie bez jakiegokolwiek problemu znaleźlibyśmy inne. Ale po co zmieniać coś co jest dobre, a dodatkowo jest spore ryzyko że w nowym miejscu już tak fajnie nie będzie…
Julka jest integralną częścią grupy. Niekiedy słyszę, że różne placówki „integracyjne” próbują trzymać „nasze” dzieci lekko na uboczu, nie eksponować zbytnio ich obecności. W przypadku Julki tak nie jest. Co więcej wszelkie talenty naszego Tisia są wykorzystywane do granic możliwości ;)
Może nie jestem obiektywny ale oglądając przedszkolne przedstawienia odnosiłem wrażenie, że Julka miała najtrudniejsze role.
Było kilka chwil w których czułem, że warto było powierzyć Julcę misiowej załodze.
Kilka miesięcy po „oficjalnym” przejściu naszej córeczki do przedszkola, pracujące tam panie w ścisłej tajemnicy przed nami przygotowywały Tisia do konkursu recytatorskiego.
Druga taka sytuacja miała miejsce gdy Julka dostała karą od nowych przedszkolanek za złe zachowanie. Słysząc to pani dyrektor od razu chciała wzywać nieszczęsne przedszkolanki na dywanik. Przecież mogło zachodzić podejrzenie dyskryminacji dziecka niepełnosprawnego. Owszem w przedszkolu spotkałem się z dyskryminacją ale … „zdrowej” części Julki grupy. Do tej pory nie wiem jak Julka dostała nagrodę za dobre zachowanie w trwającym cały tydzień konkursie. Wierzcie lub nie ale powiedziałem przedszkolance prosto w twarz, że coś mi w tym wszystkim śmierdzi i Tisiowa punktacja coś jest co najmniej lekko naciągana.
Pomponiara
Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze zachowanie Julki było idealne, ale zawsze o takich chwilach słabości byliśmy informowali. A konsekwencje w stosunku do Julki były niemal natychmiast wyciągane.
Owszem Julka wielokrotnie próbowała tekstów typu: ale ja naprawdę nie wiem dlaczego miałam karę. To musi być jakaś pomyłka. Wystarczyło zapytać przedszkolankę i wszystko było jasne a Tisio niemalże jak za sprawą czarodziejskiej różdżki odzyskiwał pamięć ;)
Nie myślcie, że otrzymywaliśmy tylko „złe” wiadomości. Przekazywano nam informacje o tym, że Julka czym bardzo pozytywnym zaskoczyła, docierały do nas oficjalną drogą zachwyty od osób prowadzących zajęcia dodatkowe.
Zawsze staraliśmy się zamienić przynajmniej kilka słów z przedszkolankami. Bywały takie dni, że Julka sama tworzyła sobie zmartwienia i wówczas należało uzgodnić tok postępowania. Najczęściej wystarczyło, że przedszkolanka spokojnie porozmawiała z Julką, by rozwiać wszelkie julkowątpliwości.
Zdaję sobie doskonale sprawę, że Julka wymagała większej uwagi niż spora część grupy. Kilka lat temu na początki misiowej kariery u Julki leżały umiejętności społeczne. Mniej lub bardziej nachalnie wymuszała kontakt z rówieśnikami, przeszkadzała innym dzieciom w zabawach. Gdy Julka opanowała mniej więcej umiejętności społeczne stała się … omnibusem. Sporą część ćwiczeń z programu edukacyjnego ma w małym paluszku i przedszkolanki wielokrotnie musiały wymyślać dodatkowe zadania dla Julki aby nie przeszkadzała innym. Żartowaliśmy, że gdyby ją odroczyć jeszcze o rok mogłaby zostać asystentką przedszkolanek.
Tylko jednego nie mogę „wybaczyć” przedszkolu …. piaszczystej plaży. Według mnie rodzina każdego przedszkolaka powinna dostawać butelkę wybielacza, by doprowadzać ubiory swych pociech do jako takiego stanu używalności.

Więc aby nie przeciągać, pora przejść do konkretów ;)

Całej Misiowej dziękujemy za wysyłek włożony w przygotowanie Julki do bycia rasowym pierwszoklasistą.
Dziękujemy:
– pani dyrektor za śmiałą decyzję „przygarnięcia” julki pod swoje skrzydła,
– pani Ani, Asi, Monice, Karolinie za trud włożony w naukę, znoszenie fochów naszego dzieciaka,
– pani Ewie za cierpliwe wspomaganie, bycie codziennym aniołem stróżem,
– panu Mariuszowi za pyszne obiadki i te śniadanka na które nie zawsze Julka docierała,
– wszystkim paniom z wszystkich innych grup za opiekę w czasie wspólnych zajęć,
– paniom Monikom i Paulinie za rozwijanie talentu lingwistycznego,
– pani Oli, Karolinie za uplastycznianie języka,
– pani Oksanie za rozwijanie „talentu” tanecznego piękniejszej części Julkorodziny,
– i wielu wielu innym dziękujemy …

a tak już na sam koniec …. pamiątkowe zdjęcie
Pożegnanie

Podziel się