Satab czarownic

O kompetencjach pań pracujących w poradniach psychologiczno-pedagogicznych krążą legendy. Znam wielu rodziców którzy odbierając spłodzone przez owe niewiasty orzeczenia, zastanawiają się czy oby na pewno w tym co czytają mowa o ich pociechach. Ja od wielu już lat zastanawiam się czym owe szzzpecialystki kierowały się wpisując w zalecenia do orzeczenia o kształceniu specjalnym na okres przedszkola – muzykoterapię.
Julka od września idzie po szkoły podstawowej i chcąc nie chcąc musieliśmy wystąpić o orzeczenie na kolejny etap edukacji. Papiery złożyliśmy na początku lutego i pojawił się pierwszy problem – nasza diagnoza była nieco nieświeża, i panie uznały, że trzeba wyrobić nową. Popytałem tu i ówdzie, i osoby znające temat lepiej niż ja orzekły, że co najwyżej mogą żądać zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego autyzm.
Jak chcą to będą miały a co ;) Zadzwoniłem do pierwszej osoby która mogła nam pomóc w uzyskaniu diagnozy. Z tonu głosu osoby po drugiej stronie słuchawki wynikało jedno – Julkotata zwariował i uznał, że Julka nie ma autyzmu i potrzebuje na to potwierdzenia. Niestety nic z tych rzeczy. Autyzm jak u Julki był tak jest. Wyjaśniłem, że panie z ppp pragną zapoznać się z nową diagnozą. Zapewne na moją rozmówczynię padł blady strach, tak się bowiem składa, że na jednej z naszych diagnoz widnieje Jej podpis a nawet pieczątka. Były zatem obawy, że ktoś próbuje ową diagnozę podważyć.
Ustaliliśmy termin spotkania i czekaliśmy na dalszy rozwój sytuacji.
W międzyczasie wyznaczono nam termin pierwszego spotkania w poradni. Do tego zadania został wyznaczony Julkotata. Nie wiem kto popełnił błąd, ale na wizytę szedłem z karteczką z imieniem pani która miała badać Julkę, godziną spotkania, oraz numerem telefonu. Przychodzimy, ale na kilku drzwiach widnieją interesujące nas imiona, a spora ich część powinna o tej porze być w pracy.

No to mamy problem, podany telefon również milczy. Co robić, idziemy do sekretariatu i mówimy jaki pojawił się problem. Panie myślą myślą, głowa paruje od ilości przetwarzanych danych, Bingo – jedna o tym imieniu jest pracy, więc zapewne o Nią chodzi. A właśnie, że nie. Ona nic od nas nie chciała. No ale jakoś udało się nam dotrzeć do czekającej na nas ‚kompetentnej’ osóbki.
Wnioski z tego są dwa – abo panie w sekretariacie nie wiedzą kto u nich pracuje lub co gorsza, godziny przyjęć widniejące na drzwiach to jedna wielka ściema.
Pani rozpoczyna badanie, wypytuje mnie o Julkę ale również zauważa brak aktualnego potwierdzenia że autyzm nie uciekł od Julki. Tłumaczę spokojnie, że wnioskowana przez nich diagnoza będzie za kilka dni. A pani pyta czy chcemy sprawdzić czy to może nie ZA. Nie wiem może rozmawiałem ze złymi ludźmi ale zapewniali mnie, że skoro Julka miała pełne objawy autyzmu we wszystkich sferach to nigdy nie będzie z tego Aspergerera jak mawia o ZA moja dentystka. Pani prosi nas abyśmy przynieśli jeśli tylko możemy opinię od pracującej na co dzień z naszym Tisiem logopedki. Raz odpadnie nam jedna wizyta a dwa zapewne orzeczenie będzie szybciej. Jak chce to będzie mieć.
Na kolejne spotkanie, tym razem z panią pedagog poszliśmy już w diagnozą w ręku. Poszła Julkomma i od razu poszedł strzał między oczy – pani zapewne pragnęła zostać okulistką lecz się nie udało. Oznajmia prosto z mostu, że nie widzi u Julki żadnego autyzmu. No ale skoro jest przecząca temu jakże odważnemu stwierdzeniu diagnoza, to chcąc nie chcąc musi się z tym zgodzić i wydać stosowne orzeczenie. Rzecz jasna Julkomama wspominała o potrzebie dodatkowego wsparcia w postaci dodatkowej osoby dorosłej w klasie. Odpowiedź była jednoznaczna – poradnia nie może ingerować w kompetencje dyrekcji szkół i cokolwiek im narzucać, jeśli już tak bardzo chcemy taką pomoc dla Julki to musimy udać się do MOPSu. To ja się u diabła pytam co co zdaniem ppp należy wydać ponad 50 tys. rocznie subwencji oświatowej. Idąc tokiem myślenia pani z ppp to poradnie nie mogą wypisywać jakichkolwiek zaleceń. Przecież jakiekolwiek zalecenia oznacza ingerencję zaburza harmonijne życie szkoły.
Niestety problemy to nasza specjalność – dostajemy cynk, że brakuje jakiegoś wniosku a bez niego nie będzie posiedzenia sławetnego zespołu.
Po raz kolejny donosimy wniosek. No ale co za pech – posiedzenie właśnie się odbyło, kolejne będzie w czerwcu. Czerwiec coraz bliżej, a poradnia milczy. Julkomama dzwoni i dzwoni. One nic nie wiedzą. Trzeba się kontaktować z osobą prowadzącą sprawę. Ufff, w końcu w ubiegły piątek jest cynk – w środę (3 czerwca) będzie posiedzenie. Ale w poniedziałek trzeba koniecznie podpisać odbiór zawiadomienia o terminie posiedzenia. Julkomama odbiera papier a tam data 21 maja. A zatem pismo jest antydatowane albo panie w sekretariacie udawały greka. Oczywiście zdążyły poinformować Julkomamę, że rodzić nie musi uczestniczyć w posiedzeniu. Julkomama na co najmniej zasadne pytanie gdzie odbędzie się owo posiedzenie otrzymała jednoznacznie brzmiącą odpowiedź – to jeszcze nie jest ustalone. Co prawda na ten dzień został zaplanowany przedszkolny, coroczny piknik rodzinny. Ale są sprawy ważne i ważniejsze. Decyzja jest jedyna z możliwych – Julkotata idzie na spotkanie z paniami z ppp.
Przychodzę, aby już nie drażnić pań w sekretariacie samodzielnie szukam odpowiedniego gabinetu. Na chybił trafił ustawiam się pod drzwiami z napisem „Zespół orzekający”. Wybija godzina W, pukam i pokazuję stosowne zawiadomienie. Pani lekko skonsternowana, mówi abym chwilkę poczekał. Domyślam się co w tym czasie się działo w środku, zapewne coś w stylu: Dobra kobiety, niestety przylazła jakaś menda, o promocji na majtki pogadamy później, idźcie szybko poczytać papiery abyście cokolwiek wiedziały. Przemawia za tym fakt, że prowadząca sprawę z teczką pod pachą oraz „niedowidząca” pedagog udały się czym prędzej do sąsiedniego pokoju. Strategia omówiona pora przystąpić do kontrofensywy. Udająca wcześniej pani prowadząca że mnie nie ma, staje obok mnie i ostro zaczyna: dzień dobry, przecież wyraźnie mówiłam pańskiej żonie o tym że obecność na posiedzeniu orzekającego nie jest wymagana. Należy nas wcześniej uprzrdzać o chęci uczestnictwa. No tak, rodzic może przyjść na widniejącą w zawiadomieniu godzinę a tam już po frytkach.

Na posiedzeniu czułem się tak jak na jednej z pierwszych prób nowej sztuki teatralnej, gdy aktorzy jeszcze nie znają swoich ról i improwizują.
Pani przewodnicząca robiła tylko dobrą minę do złej gry. Zaczęła opowiadać w jakim celu jest to posiedzenie, kto w nim uczestniczy.
No i się zaczęło – przewodnicząca dorwała w swe łapki najnowszą diagnozę, nie było nic ważniejszego. Czyżby ośrodek diagnozujący był „nieodpowiedni”? Zwróciłem uwagę, że jest to rediagnoza wykonana na prośbę ppp a diagnoza znajduje się a aktach (o ile nie zaginęła).
Panie zaczęły się produkować, z większością stwierdzeń się zgadzam, ale znaczna z nich nie wynika z przeprowadzonych badań lecz są to informacje uzyskane od nas rodziców i dostarczonych opinii. Jedynie pani prowadząca była przygotowana – najwięcej miała swoich spostrzeżeń. Zatem Julka pod względem „naukowym” jest mniej więcej w normie, jednak najgorzej jest jeśli chodzi o koncentrację oraz przewidywanie następstw wydarzeń.
Swoją biegłością w temacie postanowiła zaimponować pani prezentująca obszar logopedyczny. No i wypadło to żałośnie. Pani opowiada, opowiada i nagle dowiaduję się, że Julka ma problem z wymową głoski R. Owszem był taki problem ale … rok temu. Pani Gosiu pozwoli Pani, że zacytuję opinię: W zakresie artykulacji są utrwalanie w mowie spontanicznej głoski z szeregu szumiącego oraz głoska „r”. Wynika to tylko i wyłącznie z aktualnie przerabianego materiału.
Ale ostra jazda zaczyna się za kilka minut. Pani pyta na czym mi zależy, ja mówię że uwagi na fakt, że Julka będzie w szkole ogólnodostępnej moim zdaniem wymaga wsparcia dodatkowej osoby dorosłej w klasie, np. nauczyciela wspomagającego.
Może popełniłem błąd i opierałem się na Rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych oraz niedostosowanych społecznie w przedszkolach, szkołach i oddziałach ogólnodostępnych lub integracyjnych.
Moim zdaniem zatrudnienie dodatkowego nauczyciela wspierającego proces edukacji mojego dziecka jest możliwe na podstawie art. 6 ust. 2 pkt 2. wspomnianego wyżej rozporządzenia, które mówi, iż „w przedszkolach i szkołach, o których mowa w art. 1 pkt 1, za zgodą organu prowadzącego można zatrudniać dodatkowo nauczycieli posiadających kwalifikacje w zakresie pedagogiki specjalnej w celu współorganizowania kształcenia uczniów niepełnosprawnych, niedostosowanych społecznie oraz zagrożonych niedostosowaniem społecznym”. A ów art 1. pkt 1. mówi szkołach ogólnodostępnych.
Przewodnicząca zarzuca mi cytowanie przepisów wyrwanych z kontekstu. Zatem pokazuję, gdzie to co czytam jest napisane. Już wcześniej zakreśliłem sobie ów fragment. Pani czyta ale …. akapit wcześniej mówiący o szkołach z oddziałami integracyjnymi lub integracyjnych. Idiotą nie jestem i nie upieram się o wpisanie rzeczy oczywistej. Mnie interesuje szkoła ogólnodostępna, oddział ogólnodostępny. A pani dalej swoje – czyta to co powyżej. Pojawia się podejrzenie, że może to tylko fragment rozporządzenia lub co gorsza podmieniłem kartki.
Wskazałem odpowiedni fragment palcem i zapytałem czy jest tam coś o integracji.
Pani rzekła, jak się z czymś nie zgadzam to zawsze mogę się odwołać. Powiem tak – jeśli Pani nie odpowiada ta praca to zawsze może ją Pani zmienić. Tylko na jaką? Każda dostępna na rynku pracy to niestety za wysokie progi.
Nie czekałem na zakończenie tej szopki, wyszedłem. Nie wiem jakie będzie orzeczenie. Zapewne zgodne z wytycznymi Wydziału Edukacji. Coraz bardziej jestem przekonany co do prawdziwości plotek o odgórnie narzuconym limicie pozytywnych odroczeń.

Zastanawiam się tylko nad jednym, dlaczego wychodząc usłyszałem: On nas chyba nagrywał.
Kurde przecież jakby uczestniczące w posiedzeniu niewiasty nie miały nic sobie do zarzucenia to niczego nie musiały by się obawiać …..
No ale skoro nie postępuje się fair to później ma się przysłowiowe pełne gacie.

Czekamy zatem na papier.

Podziel się
  • http://kordella.blogspot.com Kaśka

    oj skąd ja to znam, zebym nie wiedziala ze nie mieszkacie w naszym powiecie to powiedzialabym ze to ta sama poradnia. A może oni jezdza na jakies wspólne „szkolenia” na Łysej Górze. Diagnoza autyzmu u syna tez podwazana ;) Przynajmniej NW wpisany choć nie obylo sie bez gadania…i wprost mi powiedziano że maja naciski z samorzadu zeby nie wpisywać. Powodzenia

    • Rodzice Julki

      damy radę ;)

  • http://dzielnyfranek.blogspot.com/ dzielnyFranek

    Do bani…:( Tyle napiszę.
    Reszta niecenzuralna jest mocno.