Relacja bez relacji

Nic tak nie dodaje sił jak świadomość, że w tym z czym się zmagamy nie jesteśmy sami. Przecież podobne problemy z auyzmem pod dachem ma sporo rodzin. A jeśli tak to może warto popytać innych jak sobie z tym radzą, czy podzielić się własnymi doświadczeniami. O tym że rodzice chcą rozmawiać o swoich „sposobach” w walce z autyzmem wiedziałem od dawna. Ale w ostatnich tygodniach przekonałem się, że również terapeuci pracujący z naszymi dzieciakami dostrzegają magiczną moc innych rodziców i coraz częściej zachęcają tych z nas którzy są na początku drogi do kontaktu z rodzicami którzy mają większy bagaż doświadczeń. Są takie chwile w życiu, że musimy przynajmniej na kilka chwil odpocząć od codzienności czy podzielić się sukcesami swojej pociechy czy też wypłakać się.
Właśnie czemuś takiemu służy klub rodzica działający przy fundacji JiM. Do tej pory 99,74 procent rodziców należących do owego „elitarnego” klubu znałem tylko z internetu. O tych kilku osobach które widziałem w mediach nie wspominam ;) Ktoś powie przecież jest sporo forów internetowych gdzie udzielają się „nasi” rodzice to po co jeszcze jakaś grupa na FB. Różnica jest zasadnicza, członkowie klubu rodzica to realne osoby znane z imienia i nazwiska a nie troskliwy_czesław czy szczupłamartyna.
Wierzcie lub nie ale nawet ja często potrzebuję jakiejś porady czy podpowiedzi jak rozwiązać problem z urzędnikiem. Często wystarczy kilka minut i kilkanaście osób udziela fachowej odpowiedzi.
Ale również rodzice dzielą się takimi przydatnymi informacjami jak promocja na fajne pomoce do terapii w określonej sieci handlowej czy fajnej imprezie.
Każdy z nas lubi się pochwalić nawet najmniejszym sukcesem dziecka, więc czemu nie robić tego wśród „swoich” którzy docenią ten sukces a nie powiedzą: przecież każde dziecko to potrafi.
To właśnie Jimowi rodzice często pierwsi czytają o przemyśleniach naszego Tisia.
Ale życie w wirtualnym świecie to nie wszystko, rodzice organizują spotkania w realu. Może Polska nie jest wielkości ZSRR ale jazda ze Szczecina do Lublina by spotkać się z innymi rodzicami do łatwych by nie należała. Dlatego rodzice z mniejszej czy większej okolicy się zbierają w „kupie”, takie spotkanie już o wiele łatwiej ogarnąć. Wówczas można zrobić sobotniego grilla, wybrać się na wycieczkę, czy też zorganizować spotkanie z kimś kto nam wyjaśni zawiłości ustawy o systemie oświaty.
No i nadeszła wiekopomna chwila gdy taki realny klub został otwarty na Podkarpaciu. Rodzice co prawda jeśli mnie pamięć nie myli już nawet wspólnie imprezowali (w dobrym słowa tego znaczeniu) przy grillu, ale dopiero dzisiaj kilkanaście minut przed godziną 13-stą w Krośnie takie cuś zostało otwarte.

Ktoś powie po co ta cała „szopka” z taką uroczystością. Przyjazd kilku pań z Łodzi, prezentacja filmików z różnych akcji.
Cel jest jeden – pokazanie lokalnemu środowisku, że rodzice się zorganizowali i chcą być równorzędnym partnerem w rozmowach z urzędnikiem wydziału edukacji czy dyrekcją przedszkola czy szkoły.
I co ważniejsze są to rodzice pozytywnie nastawieni do życia. Nie siedzą i nie marudzą opowiadając: ale tamci to mają fajnie.
A jak wspominam pobyt w Krośnie? Bardzo fajnie, tylko mam jedem problem, ja przez tyle miesięcy żyłem w przekonaniu że Magda od karnych jeżyków jest wyższa od Julkomamy… kurde jak teraz mam żyć.

Jeśli liczycie na jakieś pikantne ploteczki ze spotkania to Was rozczaruję. Tam trzeba było być, przecież od dawna informowałem co, gdzie, kiedy … Nawet nie musiałem wyjmować z plecaka GPS-u aby dotrzeć na wskazane na plakatach miejsce.
Teraz muszę zabrać Julkę do Krosna, przecież to miłośniczka komunikacji zbiorowej, więc muszę Jej pokazać autobus jaki pamiętam z czasów swojej młodości ;)

Podziel się