Ale się działo

Soboty ostatnio są pracowite dla Julki. Gdy zaczynaliśmy terapie, mało kto myślał o jakichkolwiek sobotnich zajęciach – teraz to dla nas standard. Miniony weekend zbiegł się z imprezami z okazji dnia dziecka. Trzeba było to jakoś wszystko pogodzić. Dodatkowo na ten dzień nasz Tisio został zaproszony na imprezę urodzinową przedszkolnej koleżanki. I właśnie ta ostatnia wymieniona przeze mnie impreza była dla nas priorytetem. Julki nie było w piątek w przedszkolu, wynika to z rozpiski zajęć z jakich korzysta Julka w innych ośrodkach. Wszyscy o tym wiedzą i akceptują taki stan rzeczy.

Ale tym razem było inaczej. Wieczorem dzwoni mama sobotniej solenizantki i pyta co się dzieje. Julki nie było w przedszkolu i młoda snuje czarne wizje, martwiąc się o to czy jutro spotka się z Julką.

Niestety musieliśmy się urwać kilka minut z sobotnich zajęć z TUS-a. Julka już wchodząc do budynku, głośno informowała prowadzące zajęcia panie, że tata ma im powiedzieć o urodzinach koleżanki. Oczywiście gdy tylko dowiedziały się o powodach konieczności wcześniejszego wyjścia z zajęć, nie protestowały. Wszak obchody urodzin to bardzo dobra szkoła umiejętności społecznych ;)

Wierzcie lub nie, ale jakoś dziwnie czułem się na dziecięcych urodzinach organizowanych w porze obiadowej. No ale jak mus to mus.

Mając po południu troszkę wolnego czasu, poszliśmy do pobliskiego centrum handlowego zobaczyć co zorganizowali z okazji dnia dziecka.  Może mieliśmy pecha, ale trafiliśmy na przedstawienie o czerwonym kapturku. Było bardzo „ciekawe” – Julka po około dziesięciu minutach straciła całkowicie zainteresowanie tym co Pan który udawał śmiesznego prezentował.

W niedzielne popołudnie, korzystając z faktu, że „oficjalne”  rodzinne obchody dnia dziecka miały się rozpocząć troszkę później niż planowaliśmy wstępnie, poszliśmy do galerii w której zgodnie z reklamami miał być Bajkowy Dzień Dziecka. I to był dla Julki strzał w dziesiątkę. Trafiła na konkurs wiedzy o księżniczkach. Gdy przyszliśmy w konkursie brała udział tylko jedna dziewczynka, więc Julka mogła się dołączyć bez najmniejszego problemu. Jednym słowem Jula była w swoim żywiole. Później chwilka zajęć sportowych i można było iść na „piracki” dzień dziecka.

Tam to dopiero było dzieci. Julka załapała się na występ na scenie – brała udział w grupowym wykonywaniu piosenki o piracie. Przy pierwszej nadarzającej się okazji, zabraliśmy nasze maluchy na lody. Dziewczynki mogły wybrać sobie z karty, nie tylko smak ale i formę lodów.

No ale jeszcze większą atrakcją była dmuchana zjeżdżalnia  zlokalizowana przed głównym wejściem do galerii. Julkotata tylko współczuł swojemu koledze który wyglądał jak rasowy bramkarz i wpuszczał dzieciaki jeden za drugim na schodki by móc później wykonać mniej lub bardziej kontrolowany ślizg. Oj biada temu co siedząc na górze zastanawiał się gdy zjechać czy też nie. Presja tłumu była ogromna ;)

Podziel się