Nocne zwiedzanie

Wczoraj Julka niewątpliwie pobiła swój rekord w długości pieszych wędrówek po mieście. A wszystko to za sprawą X Europejskiej Nocy Muzeów w Rzeszowie. Gdy tylko domowe kobiety lekko ochłonęły po zajęciach „uderzyliśmy” na placówki kulturalne. W tym roku ponownie rozpoczęliśmy od Muzeum Techniki i Militariów. Najkrótsza droga prowadzi przez ul. Konopnickiej, a więc musieliśmy przejść przez przejazd kolejowy z ogromną ilością torów. Mieliśmy pecha, gdyż napotkaliśmy opuszczone szlabany – jechał pociąg towarowy. Gdy tylko ruszyliśmy w dalszą drogę po pokonaniu połowy torów ponownie zaczęto opuszczać zapory. Uffff, na szczęście pociąg zaczekał aż Julka opuści torowisko ;) W tym roku nie udało się Julce zasiąść za sterami żadnego samolotu – kabiny były pozamykane. Ale dosiadła motocykla i to jeszcze takiego w którym pracował silnik.
Motocyklistka
No ale największą atrakcją poza oczywistszym popcornem był pokaz jazdy pojazdu gąsienicowego. Powiem tylko tyle – niesamowite widok zmierzających na nas kilkadziesiąt ton stali, która zatrzymuje się o włos przez nami.
najazd
Z racji zawodu Julkotaty nie mogliśmy pominąć Sali Muzealnej Energetyki Podkarpackiej. Największe wrażenie na piękniejszej części Julkorodziny zrobił pokaz transformatora Tesli, kobiety widziały pokaz możliwości niewielkiego urządzenia ale i tak widok był niesamowity.
Transformator Tesli
Za rok może Julka zobaczy jakie „cuda” robi taki duuuży transformator – do trzech razy sztuka. Póki po raz kolejny mogła brać udział w zawodach zręcznościowych.
konkurs zręczościowy
W Muzeum Dobranocek jak zwykle panował niesamowity tłok. Ale w pobliskim Archiwum Państwowym było już sporo luźniej i Julka spotkała swoją biedronkową koleżankę z rodzicami. Trzeba było szybko rozdzielić młode „damy”. Tam Julka mogła sobie zrobić zdjęcia w czapce kolejarza.
kolejarz
Kolejnym celem było Muzeum Etnograficzne – Julka zachwycała się strojami ludowymi, ale zastanawiam się czy tak chętnie w czymś takim by chodziła ;)
etnograf
Odwiedziliśmy również Instytut Pamięci Narodowej gdzie miły pan opowiadał o polskich lotnikach z czasów drugiej wojny światowej.
Można było troszkę porysować, z czego oczywiście skorzystała Jula.
kolorowanie w IPN
Spora kolejka stała przed Muzeum Okręgowym, ale na szczęście szybko posuwała się do przodu.
Muzeum Okręgowe w Rzeszowie
Tam warto iść bez dziecka, by spokojnie wszystko sobie pooglądać.
muzeum
Jak już byliśmy niemal na końcu ul. 3 maja to stamtąd już krok na ulicę Zamkową, gdzie mieści się Muzeum Diecezjalne. Ruch może był tam niewielki ale i tak portier sprawiał wrażenie, że wolałby aby nikt mu nie przeszkadzał.
Gdy już mieliśmy iść do domu, spojrzeliśmy na okolicznościową mapę i co … jedną (ale nie jedyną) z placówek której nie odwiedziliśmy było… Biuro Wystaw Artystycznych. Julkomama nie mogła pominąć tej instytucji. Zapewne spędzilibyśmy tam więcej czasu ale na szczęście przeczytałem, że w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej do godziny 22-ej są atrakcje dla dzieciaków.
czarownice
Trafiliśmy na pokaz kukiełkowy – Julka wpadła w oko kukiełce, bardzo chciała się do niej przytulić.
marionetka
Ale tam trwał również konkurs wiedzy o bibliotece. Wzięliśmy przedostatni kupon z zadaniem, odpowiedź dostarczyliśmy niemal w ostatnich sekundach. Niektóre dzieci na rozstrzygnięcie czekały od kilku godzin, niektóre opuściły „posterunek” Z uwagi na duże zainteresowanie losowanie zwycięzców odbyło się na parkingu obok tej szacownej instytucji. Przewidziano 10 nagród i …. jednym z szczęśliwców został nasz Tisio. Dumna wracała z pomarańczowym workiem pełnym niespodzianek. Co prawda większość z nich stanowiły materiały promocyjne ale była też i czekolada mleczna.
Ott taka nagroda za niemal 5 godzin wędrówki po Rzeszowie.

Podziel się