Co za czasy ….

Dzisiaj rano przed wyjściem z Julką na zajęcia, włączyłem komputer aby sprawdzić najświeższe wiadomości dotyczące komunikacyjnego armagedonu w Rzeszowie. Ale ponieważ buspasy obowiązywały od kilkunastu minut to jeszcze dziennikarze nic nowego o tym jakże ważnym i innowacyjnym rozwiązaniu nie napisali. Moją uwagę jednak przykuło coś innego niesamowity tytuł artykułu – Gminy walczą o uczniów. Nasyłanie kontroli. Będzie sąd?
Podrapałem się trochę po głowie i myślę sobie głośno – ludzie co za czasy ;) To ja miałem problem aby Julka mogła chodzić do fajnej szkoły a są takie gminy co walczą o uczniów.
Zabieram się za czytanie artykuły i wszystko staje się jasne. Historia ma miejsce w Bieszczadach. Wiadomo ludności tam mało, odległości spore. Szkoły jakoś trzeba utrzymać. Skoro u siebie w gminie jest mało dzieciaków to trzeba … je podebrać „sąsiadowi”. Wszak nie od dziś wiadomo, że Warszawa przesyła subwencję która zależy od ilości uczniów. A czy są mieszkańcy tej czy innej gminy nieważnie, byleby uczyli się u nas ;)
Historia jest dość osobliwa gdyż to dwie małe gminy wiejskie podbierają uczniów większej gminie miejskiej, by zapełniać swe podstawówki i gimnazja. A zawsze mówili że większy może więcej ;)
No ale jeśli dziecko ma szkołę za jedną górką to przecież rodzice nie będą na własny koszt dowozić do tej zlokalizowanej za pięcioma górkami. Ktoś musi płacić za dowóz tych dzieci.
Na finansowaniu dowozu dzieci nie bardzo się znam ale wiem jedno jeśli odległość jest odpowiednia to gmina musi zapewnić dowóz dzieci do szkół. Do tej pory żyłem w przekonaniu, że owszem trzeba zapewnić ale „swoim” dzieciom, a więc zamieszkałym na terenie tej gminy. Owszem mogą zdarzyć się takie sytuacje że gmina dogaduje się z sąsiadem i dowozi im dzieci, ale najczęściej jest to podyktowane uwarunkowaniami ekonomicznymi.
Ale o dowozie cudzych „uczniów” jakoś jeszcze nie słyszałem. I właśnie na tym swoje racje opiera „okradana” gmina. Poskarżyła się do Regionalnej Izby Obrachunkowej.Gdyby ktoś nie wiedział co to jest RIO to już podpowiadam – ta szanowna instytucja pilnuje finansów samorządów.
W Polsce jak to w Polsce, gdzie dwóch urzędników wydaje niezależnie od siebie w identycznej sprawie decyzje tam są trzy różne wyniki ich pracy.
I według jednych urzędników gmina może ponosić wydatki związane z transportem dzieci do szkół na jej terenie. A zdaniem innych dofinansowanie dowozu dzieci spoza gminy narusza obowiązujące przepisy prawa w tym zakresie.
Ciekaw jestem czy równie chętnie te dwie gminy „podbierałyby” uczniów z deficytami. A je odpowiedź byłaby twierdząca to na co ci szczęściarze mogliby liczyć …
Swoją drogą zastanawiam się, jak rozwiązana jest kwestia finansowania dowozu dzieci do szkół po zlikwidowanej kilka lat temu pewnej szkole na terenie mojej rodzinnej gminy. Uparte mamuśki, zapowiadały przeniesienie swoich pociech do szkoły w sąsiedniej gminie, a nowe samorządowe władze przyznały się, że cały ten pomysł z likwidacją szkoły zamiast przynieść oszczędności to jeszcze generuje większe straty. I całkiem możliwe, że za kilka miesięcy szkoła będzie ponownie uczyć dzieci.

Podziel się