Kogoś popie…liło

Kampania przed wyborami prezydenckimi trwa w najlepsze, z każdą minutą przyśpiesza a w mediach dominują tematy szkolne i to nie te dotyczące aktualnie odbywającej się rekrutacji do podstawówek czy przedszkoli.
Wczoraj dowiedzieliśmy się o nowym zastosowaniu taśmy malarskiej. O wielu rzeczach słyszałem ale o czymś takim to jak żyję nie słyszałem. Nie będę się rozwodził zbytnio nad tym problemem gdyż dla mnie o wiele bardziej bulwersujący jest problem legnickiej szkoły nr 2.
W tej szkole opracowano bowiem procedurę wejścia do klasy. Osoba lub osoby które to opracowywały pomyliły się z powołaniem lub zbyt często oglądały amerykańskie filmy z więźniami w roli głównej.
Powód dlaczego mnie ta sprawa tak bardzo bulwersuje to fakt, że całą tą skandaliczną sytuację tłumaczy się obecnością w szkole dzieci z różnymi zaburzeniami. Nie bardzo rozumiem co oznacza termin klasa terapeutyczna ale domyślam się, że chodzi o klasy integracyjne.
Zdaję sobie sprawę, że niekiedy trzeba rozpisać daną czynność na czynniki pierwsze, do tej pory Julka kilka takich oczywistych dla „zdrowych” ludzi czynność ma w formie check listy.
I nawet to jest rozpisane w postaci haseł. Jak ma umyć ręce to nie pisaliśmy ile ma zużyć do tego mydła w płynie, tak samo jest z papierem toaletowym czy czasem niezbędnym do prawidłowego wytarcia rąk. Gdy ma taką potrzebę zawsze może sobie sprawdzić co trzeba zrobić.
Domyślam się, że autor tego regulaminu był na jakimś szkoleniu lecz prawdopodobnie na nim drzemał lub co gorsze jest nadgorliwy.
Sam regulamin jest co najmniej nielogiczny – bo jak ma stać przed klasą osoba na wózku.
Dzieci z pierwszej czy drugiej klasy zapewne nie byłyby w stanie go celowo nadużywać. Ale dla uczniów kończących szkołę to bardzo dobra metoda na odwołanie całogodzinnego sprawdzianu. Przecież jeśli przy każdym uczniu procedura rozpoczynałaby się od początku to łatwo sobie policzyć ile może trwać samo wejście do klasy.
Jeśli już ktoś tak bardzo chciał zrobić taki regulamin to wystarczyłoby spisać np. tak: Uczniowie stoją spokojnie. Komunikat byłby prosty i zrozumiały dla wszystkich. Po co u diabła pisać brednie o patrzeniu prosto czy nie wykonywaniu ruchów.
Drugim gorącym tematem owej aferki jest system nagradzania – czyli te nieszczęsne żetony.
Julka pracowała przez długi czas na systemie żetonowym. Zarówno Julka jak i my byliśmy z tego zadowoleni. Wszystko było jasne i przejrzyste. Nasz Tisio musiał uzbierać punkty w ciągu tygodnia aby otrzymać ustaloną wcześniej nagrodę. Rzecz jasna minimalna ilość punktów niezbędna do uzyskania nagrody była tak obliczona że drobne uchybienia nie powodowały przekreślenia szans na sukces.
Dzieci powinny zdawać sobie sprawę z konsekwencji swojego postępowania. To samo tyczy się nagród jak i kar …
Podobał mi się pomysł Julki przedszkolanek – nasz Tisio wraz zresztą ziomków aktywnie uczestniczył w układaniu zasad panujących w ich grupie. Można? Można. A jaki to efekt dydaktyczno-terapeutyczny.
Follow my blog with Bloglovin

Podziel się