Koci wpis ;)

Z ciężkim bólem serca muszę Wam powiedzieć, że miałem takie ambitne plany na weekend związane z pracami porządkowymi na działce, ale panująca pogoda za oknem umożliwia mi …przeczytanie pewnej książki. Książek o autyzmie, jest sporo. Są te pisane przez specjalistów, przez rodziców, każdy coś znajdzie dla siebie. Mnie zaintrygowała pozycja o dość tajemniczym tytule Billy, Kot który ocalił moje dziecko autorstwa Louise Booth. Na tylnej okładce przeczytałem, że to jest prawdziwa historia o przyjaźni autystycznego chłopca i kota, co jeszcze bardziej wzbudziło moją ciekawość.
Nie muszę Wam przypominać, że Julka jest bardzo ale to bardzo ostrożna w stosunku do zwierząt by nie powiedzieć że ich się boi. Zazwyczaj słyszy się, o psach, koniach które pozytywnie wpływają na dzieci ale kot? Może się mylę, ale zawsze uważałem że kot to straszny indywidualista, chodzący własnymi ścieżkami, ceniący sobie wolność i niezależność.

billy-kot-ktory-ocalil-moje-dziecko
Już lektura kilku pierwszych stron uzmysławia mi, że Fraser główny bohater to niemal rówieśnik naszego Tisia, różnica wieku to raptem dwa miesiące i to dosłownie. Zapewne chcecie wiedzieć dlaczego akurat kot odmienił życie chłopca. Tego się ode mnie nie dowiecie ale powiem Wam tylko, że kot o imieniu Billy nie jest jednym kotem mieszkającym z rodziną Booth. Aby jeszcze bardziej zrobić całą historię bardziej tajemniczą powiem jeszcze że, cała historia opowiedziana w książce jest skutkiem obserwacji pewnego starego leniwego kocura z którym Fraser próbował nawiązać kontakt.
Czytając książkę wracałem myślami do przeszłości. Fakt, Fraser większą część życia spędził w Szkocji, ale problemy z jakimi boryka się rodzina z autykiem pod jednym dachem są niemal identyczne.
Zastanawiam się, czy autorka książki nie zainstalowała w naszym mieszkaniu jakiejś kamery, gdyż czytając książkę miałem wrażenie, że momentami opisuje nasze życie. Co prawda nie mieszkamy w domku, Julka jest jedynaczką i nie posiadamy żadnych zwierząt domowych. Problemy przy kąpieli czy przywiązanie do smoczków to niemal idealnie opisane nasze zmartwienia. Julka może nie rozróżniała modelu smoczka jak Fraser ale do dzisiaj przechodzą mnie ciarki po plecach jak przypominam sobie gdy w pewny niedzielny wieczór okazało się, że ostatni cały smoczek uległ zagładzie i trzeba szukać czynnej o tak późnej porze drogerii.
Z niemalże płacącego całą dobę niemowlaka, z zamkniętego w sobie, reagującego na każdą zmianę histerią chłopca Fraser stał się uczniem który potrafił się bawić z rówieśnikami.
Nie, nie pomyliłem się … Fraser jest już uczniem gdyż szkockie maluchy idą wcześniej do szkoły niż nasze krajowe. Nie wiedzieliście? Nic nie szkodzi ja też dowiedziałem się tego czytając tą książkę.
Lektura tej książki uzmysłowiła mi jak tak naprawdę mało wiemy o własnych dzieciach. W wielu sytuacjach dopiero po tygodniach czy wręcz miesiącach odkrywamy przyczynę takiego a nie innego zachowania dziecka czy też nagłego i niespodziewanego„regresu”.
Co prawda jako pierwsza książkę miała przeczytać Julkomama, niestety po przeczytaniu kilku pierwszych stron tak się wciągnąłem, że musiałem ją jak najszybciej przeczytać. Naprawdę warto ją przeczytać.
Powinni ją przeczytać zarówno rodzice takich dzieciaków jak Julka czy Fraser. Polecam ją ludziom którzy nie mają na co dzień styczności z autyzmem, znają go tylko z opowieści.
Ostrzegam książki Billy, Kot który ocalił moje dziecko nie powinni czytać wszelkiej maści kociarze, bowiem po lekturze opowieści o Billym jeszcze bardziej zachwycaliby się swoimi pupilami ;)
Tak naprawdę to do końca nie wiem czy głównym bohaterem jest chłopiec czy też ten szaro-biały kocur.
Zatem zapraszam do najbliższej księgarni.
Książkę wydało wydawnictwo Nasza Księgarnia.

Podziel się
  • http://polko-szkotki.blog.pl/ Polko-Szkotka

    My mamy powazny problem z atakami histerii w miejscach publicznych. Jak Wy sobie z tym radzicie?

    • Rodzice Julki

      My zaczynaliśmy od kilkuminutowych wizyt w miejscach publicznych. Początki nie były łatwe, nieraz nasza wizyta trwała raptem 2-3 minuty. Ale staraliśmy się robić to często ale w różnych miejscach i o różnych porach dnia.