Do boju … rekrutacja

W dotychczasowej edukacji Julki wszystko odbywało się spontanicznie. Nie ukrywam oszczędziło nam to wielu problemów i zmartwień. W przypadku pierwszego przedszkola, gdy tylko dotarła do nas informacja o otwieraniu nowej placówki dla dzieci z autyzmem niemal natychmiast zapisaliśmy Julkę na listę chętnych. Niemalże od początku edukacji w tamtej placówce żadna ze stron – my jako rodzice oraz terapeuci z drugiej strony nie ukrywali że jest to rozwiązanie tymczasowe, przejściowe. Bowiem marzeniem przedszkola ale również i naszym było takie przygotowanie dziecka aby wcześniej czy później mogło iść do „normalnego” przedszkola. Już po kilku miesiącach rzecz jasna za naszą zgodą pracujące tam panie rozpoczęły szukanie odpowiedniej placówki. Nie ukrywam nie było to zadanie łatwe, trzeba sobie powiedzieć prosto w oczy – już samo słowo autyzm wywołuje lęk i przerażenie. No ale się udało i w pewien wtorkowy poranek spadła na nas jak grom z jasnego nieba wieść – Julka jutro idzie pierwszy raz na zajęcia integracyjne do położonego niedaleko prywatnego przedszkola. Chociaż początki nie były łatwe i przyjemne to po kilku miesiącach zasygnalizowano nam, że jeśli chcemy to przedszkole w której Julka spędzała kilka godzin tygodniowo nie widzi przeszkód aby Julka stała się pełnoprawnym ich przedszkolakiem. Nie pozostało nic innego jak podjąć negocjacje „transferowe”. Jak zapewne wiecie wszystko przebiegło sprawnie i już od ponad dwóch lat Julka jest Biedronką. Niestety czas szybko leci, nawet roczne odroczenie obowiązku szkolnego nie wiele pomogło i chcąc nie chcąc życie postawiło nas przed jeszcze trudniejszym wyborem. Zerówkę Julka realizuje w dotychczasowym przedszkolu. Sami często zastanawiamy się czy jest to optymalne rozwiązanie. I nie chodzi tutaj o samo przedszkole, bowiem z niego jesteśmy bardzo zadowoleni. Nasz Tisio chodzi z dziećmi o rok młodszymi, które w większości dopiero w tym roku pójdą do szkoły. Uznaliśmy, że przenoszenie Julki do innej zerówki było by czymś nienaturalnym. W dotychczasowym przedszkolu może spokojnie zakończyć to co rozpoczęła. Gdyby chodziła z rówieśnikami i byłaby odraczana nasza decyzja byłaby zapewne inna – rok spędziłaby w oddziale przedszkolnym w szkole w której mogłaby później kontynuować edukację. Dobrze, wiemy jak ważne jest przygotowanie Julki do zmian. Przed oficjalnym przeniesieniem Julki do nowego przedszkola spędzała tam coraz więcej czasu, poznawała personel, budynek a przede wszystkim dzieciaki. Tak więc przejście na cały „etat” nie było dla Niej totalnym szokiem.
Ale stało się tak a nie inaczej i Julka musi iść z marszu do pierwszej klasy w całkiem nowej szkole.
Julka funkcjonuje jak funkcjonuje, dni super ekstra przeplatają się z dniami gorszymy. Nie ukrywamy tego, że Julka wymaga poświęcenia większej uwagi niż inne dzieci. W czasie rozmów już na początku informujemy, że Julka ma autyzm. Co prawda zdaniem niektórych którzy ją znają twierdzi, że gdybyśmy tego nie ujawnili to zapewne szkoła szybko by się nie połapała w czym rzecz a jeśli już to zawsze moglibyśmy grać przysłowiowego głupa. Znam rodziców którzy tak robią, nie bardzo rozumiem motywy takiego postępowania. Jak jest dobrze, to jest dobrze, gorzej gdy zaczną się kłopoty. Co wtedy? Wyciągać z dna szuflady posiadane „papiery”. My zawsze gramy w otwarte karty.

Większość terapeutów pracujących z Julką jest zgodna … Julce trzeba wysoko zawiesić poprzeczkę jeśli chodzi o szkołę. Klasa specjalna z urzędu odpada. Julka jest „zwierzęciem stadnym”. Dobrze pamiętamy ile trudu wymagało od nas wszystkich przystosowanie Julki do życia w kilkunastoosobowej grupie przedszkolnej. Obecnego przedszkola do małych również nie można zaliczyć. Klasa integracyjna budzi nasze obawy. Osoby znające lepiej od nas to zagadnienie mówią tak – Julka stała by pośrodku, znacznie większą uwagę skupiano by na uczniach słabiej sobie radzących, z większymi deficytami a Julka mogłaby zostać zostawiona sama sobie.

Początkowo w grę wchodziły dwa rozwiązania. Szkoła „osiedlowa” oraz pobliska szkoła społeczna.
W sobotę pojawiło się jeszcze jedno rozwiązanie, szkoła którą odrzucaliśmy już na wstępie. Ale nie chcąc zapeszać nie zdradzę o którą to szkołę chodzi. Wszak czeka nas proces rekrutacji poza obwodem ;)
Każde z rozpatrywanych uprzednio rozwiązań na swoje dobre i złe strony.

Zacznijmy od szkoły obwodowej. Tam już samo słowo autyzm wywołuje popłoch. Nie będzie wielka tajemnicą że Julkę skreślają nawet Jej nie widząc. O tym, że takie dziecko jest w ich obwodzie szkoła wie od co najmniej dwóch lat. Więc robienie teraz zaskoczonej miny jest co najmniej dziwne. Ktoś powie dlaczego ta szkoła. Odpowiedź jest prosta. Julka od początku swojej edukacji jeździ na inne osiedla. Jest ma tyle inteligentna że dostrzega brak koleżanek z własnego „podwórka”. Co prawda na Jej widok dzieci nie uciekają ale nie jest zbyt znana na osiedlu. Chodząc tam gdzie wszystkie dzieci z osiedla łatwiej byłoby Jej nawiązać nowe znajomości.
Dyrekcji naszej szkoły obwodowej przypominam, że decyzję o wyborze formy i miejsca kształcenia podejmujemy my rodzice dziecka, którzy zgodnie z Konstytucją posiadamy wyłączne prawo do decydowania o swoim dziecku. A zatem osobą władną w tej materii nie jest dyrektorka szkoły która robi wszystko co może aby się z nami nie spotkać mimo umówionego terminu z niemalże tygodniowym wyprzedzeniem. Nie jest nią tym bardziej sprawiająca wrażenie niedouczonej szkolna pani pedagog. Jeśli odsyła się już do „konkurencji” to może wcześniej warto by było sprawdzić co i jak.
Zapewne pani dyrektor jeszcze tego nie wie lub nie jest tego świadoma ale to szkoła ma obowiązek zapewnić realizację zaleceń z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego. Jakie to będą zalecenia jeszcze nie wiemy ;) Ale tak na wszelki wypadek dobra rada: bądźcie czujni i uczcie się o autyzmie. Skoro tak bardzo boicie się Julki, nie pozostaje nic innego jak zamówić intencję mszalną za powodzenie naszych planów… Zapewniam Julka nie gryzie. Gdyby Julka obecnym przedszkolu sprawiała większe problemy niż zdrowi rówieśnicy zapewne odbyły by się z nami poważne męskie rozmowy.

Ponieważ chcemy by Julkę traktowano jako człowieka a nie jak przysłowiowe g…wno podjęliśmy odważną decyzję i sprawdziliśmy czy w innej publicznej rzeszowskiej szkole jest podobnie. Początki są obiecujące ….

Druga rozpatrywana przez nas opcja to szkoła społeczna. Nie ukrywam faktu, że Julka całą swoją dotychczasową karierę edukacyjną odbywała w sektorze niepublicznym. Była to placówka zarówno prowadzona przez stowarzyszenie jak i będąca własnością osoby prywatnej. Więc cokolwiek na temat spraw finansowych wiem. Nie jest również jakąś wielką tajemnicą, że jeśli chodzi o wymagania to jestem również elastyczny. Co więcej, za zbytnią uległość w tej materii byłem niekiedy krytykowany. Zapewne „wymusiłbym” na przedszkolu więcej terapii ale wyszliśmy z założenia, że skoro u Julki najbardziej leży sfera kontaktów z rówieśnikami to siedzenie na zajęciach z terapeutą zamiast bawić się z dziećmi niczemu nie służy. Terapię zapewniamy we własnym zakresie ;)
Ktoś powie, że sprawa rozbiła się o kasę. I tak i nie. Uważam, że Julka jest na tyle łakomym kąskiem pod względem finansowym, że zmuszanie nas jako rodziców do pisania upokarzających podań o jakiekolwiek zwolnienie z czesnego jest niestosowne. Ale jak to mówią chytry dwa razy traci ;) Może nie dwa ale niemal dziesięć. No ale widać ich takie drobne sumy nie interesują.
Zapewne gdybyśmy zacisnęli pasa to byśmy znaleźli pieniążki na czesne, ale sytuacja w której głównym argumentem przemawiającym za tą placówką jest jej wielkość to za mało. Nie wiem jaka jest prawda ale jeśli dyrektorka placówki sprawia wrażenie, że od niej nic nie zależy to dla mnie sytuacja co najmniej nie zdrowa.
Fakt szkoła jest niewielka, co tyczy się poziomu edukacji, nie wypowiadam się gdyż tego nie wiem. Jakoś nie w czasie rozmowy nie padło nic o tym, że dziecko musi przejść jakąś rozmowę kwalifikacyjną o czym strona internetowa wspomina(ła). Ale głównym argumentem na Nie była obawa o przyszłość. Co dalej. Wcześniej czy później Julka będzie musiała opuścić to niemal hermetyczne, zamknięte środowisko. Może będzie dla Julki lepiej jak już od podstawówki będzie w liczniejszej społeczności. Aż strach się bać co było by gdyby Julce idącej do publicznego gimnazjum prócz „głupiego” wieku nałożyłyby się problemy z aklimatyzacją w większej grupie ludzi. Doskonale pamiętamy szok „termiczny” gdy Julka straciła z zasięgu wzroku swojego „nadzorcę” z przedszkola specjalnego.

Zatem trzymajcie kciuki za to by trzeba opcja się nie straciła zainteresowania Julką, oraz by się tam dostała.

Podziel się
  • http://www.pomocdlajustynki.pl Danuta mama Justynki

    W takim razie trzymam kciuki:)