Jak się chce …

Każde dziecko ma marzenia, to zdrowe i to chore, niepełnosprawne.  Jednym z najważniejszych dni, jeśli nie najważniejszym jest dzień urodzin. I dlatego dla wielu dzieci takim marzeniem jest aby na ich urodzinach pojawili się przedszkolni czy szkolni koledzy. Opracowywanie listy gości to również bardzo ważny moment. Jeśli w przypadku zdrowych dzieci jest to oczywista oczywistość to w przypadku dziecka niepełnosprawnego to już bywa różnie. I to nie z winy samych dzieci, problemy stwarzają dorośli.
Przecież to nie dzieci samoistnie wpadają na pomysł że niemal każde dziecko niepełnosprawne jest  ‚głupkiem’ ‚debilem’ a niepełnosprawnością można zarazić się przez sam kontakt.
Wielu rodziców tych  „gorszych” dzieciaków robi wszystko by ich pociechy nie odczuwały na własnej skórze że są gorsze.
Julka w ubiegłym roku zapraszała na swoje urodziny swoją grupę przedszkolną. Nawet nie wiecie, jak się martwiła o to czy ktoś przyjdzie.  Julka jest bardzo mocno zżyta ze swoją grupą,  ale jest też lubiana. Swoje deficyty rekompensuje takim a nie innym zachowaniem. Gdy rozmawia się z rodzicami jej przedszkolnych ziomków, część z nich podkreśla że nasz Tisio potrafi coś czego ich własne dzieci jeszcze nie potrafią lub robią to o wiele gorzej.

Wiem doskonale, że Jula nie jest ideałem, i zapewne na Jej zachowanie skarżą się dzieciaki swoim rodzicom. Ale to też działa w drugą stronę – Julka opowiada nam o zachowaniu innych dzieci, które również nie jest właściwe ogólnie rzecz ujmując.
Ale wracając do urodzin. Dzisiaj przeczytałem o tym co spotkało Julkę niemalże rówieśnika – Glenn Buratt, który zapewnień mediów ma łagodną postać autyzmu bo o niego chodzi zaprosił na swoje urodziny tych z którymi spędza dużo czasu – swoją szkolną klasę. I co? Zderzył się z brutalną rzeczywistością – nikt z zaproszonych „klasowych” gości nie przyszedł. Dla takiego malca to straszny cios. Nie znam go, nie wiem jak funkcjonuje, to nie jest najważniejsze. Przypuszczam, że decyzję o nieprzyjściu podjęli dorośli, a nawet jeśli dzieci nie bardzo miały ochotę przyjść to ich rodzice zapewne nie zrobili nic aby to zmienić. Wystarczyło aby znalazł się jeden „sprawiedliwy” i wszystko wyglądałoby inaczej.
Dla rodziców malca również nie było to przyjemne przeżycie, bo jak wytłumaczyć dziecku, że dla innych jest „nikim”.
Wystarczyła informacja w jednym z mediów społecznościowych o tym co się stało by Glenn miał takie urodziny jakich nikt z jego klasy nie miał i zapewne nigdy mieć nie będzie.

Urodziny-Glena-Buratti

Fot. Facebook/ John Buratti

Bowiem u kogo na urodzinach zjawia się policja czy straż pożarna by zrobić niespodziankę małemu solenizantowi. Zapewne malec byłby równie szczęśliwy gdyby zamiast służb mundurowych przez dom zajechał „gang” motorowy, kibice pobliskiej drużyny czy drwale. Wystarczy tylko chcieć …
Po lekturze niektórych komentarzy zastanawiam się czy ci co martwią się o to czy  wizyta policji i straży nie wpłynęła negatywnie na bezpieczeństwo innych mieszkańców tej miejscowości poszliby z własnym dzieckiem na urodziny niepełnosprawnego kolegi czy koleżanki ze szkolnej klasy.
Wierzcie lub nie ale dla dziecka które „widzi” że jest troszkę inne od rówieśników o wiele bardziej liczy się obecność gości niż koszt prezentów.  Zapewne gdyby nawet Ci „nieplanowani” goście zjawili się bez jakiegokolwiek podarunku, dziecko byłoby tak samo szczęśliwe. Przecież dla Niego najważniejsze było to że ktoś o nim jednak pamięta.
Gdy ktoś nie ma nic to małe co nieco czyni go szczęśliwym …
To tak jak przedświąteczne reportaże o rodzinach w trudnej sytuacji materialnej w których dzieci marzą o prezentach pod choinkę za kilkanaście góra kilkadziesiąt złotych.

Podziel się
  • http://agnieszkawygladala.blogspot.com Agnieszka Wyglądała

    Ja uważam, że takie dzieci co są chore na autyzm nie są gorsze od innych. Co prawda nigdy nie spotkałam się z takim dzieckiem w cztery oczy, ale wiem, że traktowałabym normalnie, jak swojego rówieśnika.