Czarownica

Julka jest ciasteczkowym potworem. Często plącze się bez celu po mieszkaniu i pyta: Mamusiu (tatusiu) czy jest jeszcze w domu jakaś słodycz? Jeśli owa słodycz jest to znajduje się ona głęboko schowana. Nasz Tisio jest bardzo niecierpliwy, nie potrafi czekać, rzecz ta dotyczy zarówno przedszkola, jak i słodkości. Jeśli w zasięgu jej łapek znajduje się jakiś przysmak, skonsumuje go niemal błyskawicznie. Przestaje gdy widzi puste opakowanie.
Zdarzają się takie chwile gdy nasza córeczka oznajmia: resztę zjem sobie później, co więcej bywają takie wieczory gdy idzie krok dalej i mówi: to będę miała na śniadanie. Niestety są to deklaracje bez pokrycia, mija bowiem góra kilkanaście minut i ogłasza, że zmieniła zdanie ;)
Ostatnio Julka zasmakowała w toruńskich pierniczkach. Autyzm to schematyzm pewnych działań. Julka zawsze gdy wraca do domu a terapeutka już na nią czeka momentalnie staje się głodna. Po prostu musi coś rzucić na ząb. Niekiedy ma prawo być lekko głodna ale częściej jest to swoisty rytuał.

W ubiegłym tygodniu, na tapecie były wspomniane już pierniki. Kobiety zakupiły większą paczkę. Julka rzecz jasna oznajmiła, że nim zacznie ćwiczyć musi zjeść przynajmniej dwa lub jeszcze lepiej jak będą to trzy pierniki. Jako rodzice działaliśmy niemal instynktownie – Julkotata jako głowa rodziny rzucił hasło: opróżniamy torebkę. Zostawiliśmy dosłownie kilka ciastek a reszkę pochowaliśmy w kuchennych szafkach. Plan wydawał się genialny w swej prostocie i początkowo tak było. Minęło kilka dni, Julka zapragnęła by kupić dla Niej jakąś słodycz. Wspomnieliśmy Julce, że w domu są jeszcze zakupione pierniczki. Julka była nieco zdziwiona -jak to są, jak wyżarłam wszystkie z torebki i pozostały same okruszki.
Jak są to są, Julka orzekła, że na pewno mama je wyczarowała. Tutaj zapewne popełniliśmy błąd gdyż nie wyprowadziliśmy pociechy z błędu. Julka uznała bowiem, że jej własna matka jest … czarownicą i wyczarowuje pierniki.No ale piernikowe zapasy w końcu się skończyły. I pojawił się problem. Wczoraj w trakcie oczekiwania z Julkotatą na jedne z ostatnich zajęć w OWI poprosiła o rozmowę telefoniczną z mamą. Chciała poprosić mamę o wyczarowanie nowej partii słodkości.
Pytana jak to mama ma zrobić powiedziała tylko tyle:
mama musi wypowiedzieć magiczne zaklęcie.
Dopytywana o szczegóły podała nawet jak ono brzmi.
Ponieważ nie jestem samolubny, zdradzę Wam owe magiczne słowa.
Abra kabadra, abra kadi
niech z okruszków staną się pierniczki.

I wszystko jasne ;)

Podziel się