Jak nie ta, jak ta

Od kilku dni wydaje mi się że żyję w jakimś innym świecie. A to co widziałem w sobotę to już jakieś złudzenie. Kilka dni wcześniej w skrzynce na listy znaleźliśmy list którego nadawcą była nasza szkoła obwodowa. W środku było zaproszenie na dzień otwarty szkoły. O tej imprezie wiedzieliśmy już wcześniej, gdyż co jakiś czas wchodzę na szkolną stronę internetową, więc mniej więcej wiem co i jak.
Od razu pochwaliłem się tym faktem z rodzicami z „branży”. Większość z nich od razu studziła mój entuzjazm mówiąc: na pewno wysyłali na podstawie listy i nie wiedzą że Julka ma autyzm. W szkole doskonale wiedzą że dziecko o takim imieniu i nazwisku ma autyzm od …dwóch lat. Wówczas to po otrzymaniu pism a konieczności odbycia rocznego obowiązku przygotowania przedszkolnego i zgodnie ze wskazówkami kuratorium oświaty informowaliśmy, że zerówkę Julka będzie robić rok później. Wówczas to na „teczce” naszego Tisia została naniesiona adnotacja: autyzm. W ubiegłym roku Julkę odraczaliśmy, więc jej akta personalne wzbogaciły się o dodatkowe dokumenty.

Tak się złożyło, że nie tylko Julka wybierała się oglądanie szkoły. Z przedszkolnych plotek wynikało, że trójka biedronek ma takie plany. Ich status był różny, Julka już mieszka w okolicy szkoły, drugie dziecko za jakiś czas będzie mieszkać w pobliżu, a trzecie robi tourne po rzeszowskich szkołach aby wybrać to „najlepsze”.
Ja nigdy nie byłem w tej szkole, Julkomama bywała tylko w gabinecie dyrekcji. Współczesną szkołę znam tylko z relacji innych rodziców oraz … ubiegłorocznego dnia otwartego szkoły na sąsiednim osiedlu.
Plan był taki, w sobotni poranek odbędziemy zajęcia które wynikają z naszego grafika i spokojnie pójdziemy do szkoły. Tylko wróciliśmy z muzykoterapii gdy usłyszeliśmy od Julkomamy: zbierajcie się szybko, dzwoniła mama Julki koleżanki – będą za pół godziny. będzie konkurs kulinarny i chcą brać w nim udział. W drzwiach przywitano nas cukierkami i czym prędzej udaliśmy się na poszukiwanie drugiej Biedronki.

Maluchy rozpoczęły przygotowywanie kanapek a Julkomama nie zasypując gruszek w popiele zapytała pewną pracownicę szkoły czy będzie możliwość spotkania oraz ewentualnej rozmowy ze szkolną pedagog i dyrekcją. Ja stałem obok i wszystko bacznie obserwowałem.Po chwili dwie panie z plakietkami z logo szkoły na piersi cichutko zdegustowane mówią: Wiesz chyba chcą do nas zapisać tą dziewczynkę . Parafrazując reklamę pewnego piwa, rozmawiały o prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnej dziewczynki z autyzmem w Rzeszowie  ;)

Julkomama namierzyła szkolną pedagog i mówi co i jak, jakie mamy plany, o Julce. Pani myśli mogą być kłopoty, trzeba przystąpić do kontrofensywy i zgnieść przeciwnika. Cios był spodziewany: Czy to jest nasz rejon.Odpowiedź twierdząca lekko osłabiła pedagoga, ale ofensywa trwa: Czy wiedzą państwo, że niedaleko jest szkoła z oddziałem autystycznym, dlatego może tam trzeba zapisać dziecko.
O tym oddziale wiemy doskonale lecz ….wszyscy specjaliści pracujący na co dzień z Julką mówią wprost: To nie dla niej.
Dwa ataki nie udane, zatem czas na ostateczny cios: Czy na pewno będziemy mieć orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. Póki co Julka ma takowy papier na okres przedszkolny, aktualnie gromadzimy papiery by wyrobić stosowny dokument na następny okres edukacji. Czyżby Julka miała zostać cudownie „wyleczona”.
Decyzje czy informować szkołę o „papierach” rodzice podejmują przeróżne. Opisywaną szkołę ukończył nawet autystyk ujęty w statystykach jako zdrowy.Moim zdaniem orzeczenie jest po to by pomóc dziecku, a że nakłada na placówki oświatowe pewne obowiązku, to już problem szkoły, mnie jako rodzica to nie interesuje ;)

Uprzedzam fakty…. ostateczna decyzja odnośnie szkoły dla Julki jeszcze nie zapadła, ale sobota wiele nam wyjaśniła. Powiem tylko tyle – wobec takich dzieci jak Julka, obowiązuje zasada spychajłowa, jak to mawia mój kolega.
Co więcej opowieści (miłej) pani o tym że w szkole masowej nie wolno zatrudniać nauczycieli wspomagających, w drodze wyjątku można jedynie zatrudnić asystenta nauczyciela jakoś nie mają odzwierciedlenia w przepisach prawa. Bowiem w szkole ogólnodostępnej, do której uczęszczają dzieci posiadające orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, dyrektor może zatrudnić nauczyciela wspomagającego współorganizującego kształcenie uczniów niepełnosprawnych, za zgodą organu prowadzącego.
Zapytacie ale co to ma wspólnego z matriksem? już wyjaśniam. W sobotni poranek szkoła przeżyła nalot mediów,była telewizja, radio, gazety i ….. jeden bloger. Już wieczorem oglądałem w lokalnych wiadomościach materiał o tym jak to szkoły walczą o przyszłych pierwszoklasistów. Julki potencjalna przyszła szkolna dyrektorka, była pełna zachwytu mówiąc, że Jej szkoła jest tak dobra, że nie musi walczyć o uczniów, niemalże walą drzwiami i oknami.
Nie wiem dla kogo był ten dzień otwarty. Odniosłem wrażenie że cała ta impreza była organizowana z myślą o uczniach którzy tam już chodzą. Owszem jeśli rodzic przedszkolaka chciał to czegoś się dowiedział o szkole ale musiał przejawiać inicjatywę w tej materii.
Ale wracając do wrażeń o szkole… sam budynek jest mały i kameralny. Julka nie wpadła w panikę po wejściu do szkoły, jak to miało miejsce rok temu , w placówce do której szkolna pedagoga chciała nas usilnie odesłać. Zapewne wielkość budynku oraz ilość dzieci w obwodzie powoduje takie a nie inne nastawienie do potencjalnego „klienta”.
Nie wiem jaki poziom nauki jest w owej szkole, rozmowa z informatorami jeszcze przede mną ;) Szkoła wydała mi się zaniedbana, wymagająca może nie tyle generalnego remontu co odświeżenia.
Ponieważ robiłem dokumentację fotograficzną wycieczki, już w niedzielę zostałem poproszony o przesłanie zdjęć znajomym oraz o kilka spostrzeżeń o szkole. Opisałem sytuację Julki oraz zrecenzowałem szkołę.
W poniedziałek rano dzwoni do mnie Julkomama: wiesz co, właśnie rozmawiałam z N.. i oni też mają podobne wrażenia. Są już pewni, że nie zapiszą dziecka do tej szkoły.

Może dziadek Ferenc zamiast bezmyślnie wyrzucać kasę na innowacje typu, okrągła kładka dla pieszych, odpustowe światełka ozdobne czy ostatni hit – nieszczelne wiaty przystankowe pomyślał by o młodych mieszkańcach naszego miasta. Może one nie chcą się uczyć w szkole pełnej odrapanych ścian, burych wykładzin w kącikach zabaw, ławek które pamiętają czasy późnego Gierka, no ewentualnie wczesnego Jaruzelskiego.
Zbyszku,gdyby Twoi ludzie nie wiedzieli o którą szkołę chodzi …. niech się ze mną skontaktują :)

Podziel się