Mimo choroby … żyjemy

Ostatnie dni to okres gorączkowych przygotowań przedświątecznych. Niestety u nas sporo komplikacji, chaosu i zamieszania wprowadza choróbsko Julki. Zaledwie kilka dni wcześniej uporaliśmy się z przeziębieniem gnębiącym naszego Tisia a już w czwartek z porannych zajęć w ramach WWR wróciła w trybie nagłym wróciła z problemami żołądkowymi. A był to dzień bardzo ważny – w godzinach popołudniowych zaplanowane było wyjście na przyjęcie urodzinowe towarzysza wspólnych zabaw i swawoli. Finał był taki, że niemal cały dzień przespała w łóżku, o żadnej imprezie nie było więc mowy. Pierwszą czynnością jaką zrobiła wieczorem była prośba o możliwość wykonania telefonu do solenizanta. Julka smutnym i słabym głosikiem przeprosiła za swoją nieobecność. Spoko, bez obaw, gdy tylko zaistniało ryzyko nieobecności uprzedziliśmy o tym fakcie. Solenizantce również wyjaśniono całą sytuację.
Ale w piątek to dopiero miało mieć miejsce ważne wydarzenie, a nawet dwa ;) Na piątek zaplanowano przedszkolne jasełka, w których ważną rolę odgrywała nasza córeczka.

Nie chcę się przechwalać, ale była to rola kluczowa, Julka występowała jako pierwsza i wszystko tłumaczyła, co to za przedstawienie, wszystkich witała.
Gdy w czwartek Tisio nie pojawił się w przedszkolu, zapanowała tam lekka panika, dlatego naszym priorytetem było postawienie Julki na nogi.
Jasełka
Po wygłoszeniu swojej mowy początkowej Julka, przez dalszą część przedstawienia stała poza sceną. Taki był bowiem zamysł reżysera, dziecko które kończy swoją rolę, miało siadać sobie przy stoliczku „wigilijnym”. Julka była ambitna i nawet postawiona w kącie brała czynny udział w śpiewaniu czy pokazywaniu.
Jasełka
Po jasełkach dzieciaki miały podzielić się opłatkiem ze swoimi rodzicami, ale nie było to takie łatwe, ale zobaczcie sami dlaczego.
zajadanie opłatka
Co prawda opłatkiem nie mogła się z nami podzielić, ale po zdjęcia z Julkomamą zgodziła się pozować.
Aktorka
Jestem pod wrażeniem ogromu pracy jaki wykonały przedszkolanki. Dzieciaki miały bardzo długie teksty do opanowania. Byłem w szoku jak słuchałem Julki, z powodu choroby nie mogła uczestniczyć we wszystkich próbach, a prócz recytacji swojej kwestii jeszcze musiała gestykulować rękawa.
Dopiero wieczorem, gdy byliśmy za kolejnej imprezie urodzinowej było widać jaka nasza córunia jest słaba. Sporą część imprezy spędziła na obserwacji zabaw swoich ziomków. Była lekko zdegustowana, gdyż kumple nie chcieli jej dopuścić do symulatorów pojazdów mechanicznych.
Upss prawie bym zapomniał, po jasełkach dzieciaki wręczały swoim rodzicom wcześniej przygotowane pierniczki.
Julka te „nasze” w sobotni wieczór jak myszka poobgryzała, na szczęście udało się uwiecznić je na zdjęciu.
pierniki
Na zdjęciu w tle widoczny jest fragment nowej choinki, która w zamyśle była Julkomamy.
Jakiś czas temu, gdy pytaliśmy Julkę czy chce otrzymać świecącą choinkę stanowczo odmawiała. Podobną do oferowanej Julce, jakiś czas później nabyła Julkomama. Efekt? Poniżej zaprezentowaną choinką cieszyła się raptem 3 minuty ;)
choinka
Chory ma prawo do „ostatniego” życzenia. Julka zapragnęła robić pierniczki na święta. Babcia co prawda piekła je tydzień temu, bez udziału starszej z wnuczek, ale na dzisiejszą niedzielę zaplanowano ich dekorację.
Julka rzecz jasna skorzystała z okazji, pracowała z mozołem.
dekoracja pierników
dekoracja pierników
ciastka z maszynki
ciastka z maszynki
Kasa wydana na uczestnictwo z mini warsztatach cukierniczych nie poszła w błoto

Podziel się