Julka pierniczy

Dla naszej rodziny w takie dni jak ten wczorajszy, dzisiejszy czy jutrzejszy potrzebna jest zwiększona dawka cierpliwości i wyrozumiałości.
We wtorkowy wieczór, gdy udało nam się po wielu godzinach zmagań przystroić dwie nasze choinki, Julkomama czytała swojej córeczce przed snem fragmenty encyklopedii dla dzieci. Pech chciał, że było to o chorobach przenoszony w różny sposób. Było więc o różnych owadach, „sypialni”. Najciekawszym okazał się fragment o muszce CC. Przez noc Julka o niej bynajmniej nie zapomniała. W wigilijny poranek tylko otworzyła swe ślepka, oznajmiła nam, że trzeba zrobić taką muchę a następnie powiesić ją na choince. Wspólnymi siłami zrobiliśmy strasznego owada. Nawet nie wygląda tragicznie szpetnie. Julka jest troszkę zdegustowana, gdyż stwór prezentuje się w locie, a powinien atakować ludzką skórę.

mucha CC
Wigilia to u nas również taka nowa świecka tradycja – spotkanie z pracownikiem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Trzeba bowiem wypełnić w dziale usług opiekuńczych stos papierów aby do Julki mogła dalej przychodzić terapeutka. Tym razem to nasza rodzina miała wycieczkę na ul. Skubisza. Takie spotkanie to nic innego jak przepisanie istniejących już papierów, jedyna różnica to inna data.
W tym roku Julka Bożenarodzenie spędza na diecie pierniczkowej. Swój przydział ciasteczek,które powinny zawisnąć na choince już dawno zjadła. No ale od czego są zapasy u babci czy cioci.
pierniczek
Na wieczerzy wigilijnej nasz Tisio skusił się na degustację barszczu czerwonego, ale rzecz jasna bez uszek, wszak grzyby to trucizna.
Dzisiaj również pierniczki przegryza szynką, kiełbasą. Upsss, na obiad zgodziła się na podanie jako dania głównego barszczu czerwonego z jajkiem. To, jedno z ulubionych obiadków naszego dziecka, gdyby ktoś nie wiedział.
No prawie bym zapomniał. W naszej rodzinie (przynajmniej mojej) nie było tradycji dawania prezentów pod choinkę. Nie wiadomo dokładnie która z najmłodszego pokolenia zarządziła, że w wigilijną noc pod choinkę ma aniołek przynieść dla nich prezenty. Wszystko było by dobrze, gdyby taka informacja ujrzała światło dzienne nawet w wigilijny poranek a nie jak miało to miejsce późnym popołudniem. Na szczęście dziadek przypomniał sobie, że jakiś czas temu zakupił dla swoich wnuczek dwie małe kolorowanki. I tak o to dziadziusiowa skleroza uratowała nie tylko rodzinę ale i aniołka ;)
Fakt, w ciągu tych dwóch dni bywały chwile gdy Julka była „upierdliwa” ale muszę być obiektywny i pochwalę naszą latorośl. Dzisiaj była powtórka urodzin jej towarzyszki rodzinnych harców. W tym roku nie trzeba było dopisywać Julki imienia na gotowym torcie, nie dmuchała świeczek, nie płakała gdy młodsza dziadkowa wnuczka dostawała prezent a Ona nie …

Podziel się
  • Edzia

    Julka spisała się na medal :)