Czyżby coś drgnęło…

Dzisiejszy wpis miał być o czym zupełnie innym – wizycie na Szarych Szeregów, ale gdy coś przeczytałem zmieniłem plany.
Nie wierzę własnym oczom, przeczytałem bowiem w wydaniu internetowym pewnego dziennika coś co mnie zupełnie zaskoczyło. W projekcie ustawy okołobudżetowej na 2015 r. rząd planuje zobowiązać samorządy, by na uczniów niepełnosprawnych wydały dokładnie tyle, ile na nich otrzymały pieniążków w subwencji oświatowej.
Przez te remonty człek jest na bakier z nowinkami…
Powiem szczerze nie spodziewałem si, że coś takiego kiedykolwiek nastąpi.
Na pewno jest to krok w dobrym kierunku, zdaję sobie sprawę, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Samorządy będą robić wszystko co w ich mocy aby utrzymać obecne regulacje prawne.
Już teraz Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich opowiada takie brednie, że można się domyślać że coś sobie przed wypowiedzą dla prasy coś sobie łyknął ;) Twierdzi on bowiem, że te zmiany są z niekorzyścią dla takich dzieci jak Julka. Co prawda jeszcze przez kilka miesięcy samorząd może tylko powąchać zapach pieniążków płynących na naszego Tisia z Warszawy. Ale od września możemy się zderzyć z szarą rzeczywistością.

Zatem pan Wójcik obawia się, że urzędnicy z Warszawy zorientują się, że kształcenie specjalne jest tańsze niż by to mogło wynikać z metryczki oświatowej.
Ma pan całkowitą rację – przecież teraz wydajecie na „nasze” dzieci mniej niż powinniście. I dlatego trzeba użyć czegoś co można by określić „gorącego” określenia – środka przymusu bezpośredniego.
To już zmartwienie placówki oświatowej aby tą kasę wydać do zera.
Już teraz boję się o psychikę niektórych dyrektorów którzy przez lata robili wszystko aby jak najmniej żądać od swojego przełożonego a tu takie cuś. Po prostu skandal ;)
Jakoś nie jestem do końca przekonany czy cała kwota subwencja powinna być przeznaczana na konkretnego iksińskiego ucznia czy przedszkolaka.
Oczywiście jego placówka oświatowa powinna otrzymywać pełną pulę, ale jakąś częścią kwoty powinna dowolnie dysponować. Była by to swoista premia ;)
Może wówczas uczniowie z takimi problemami że głowa mała nie byli by niemal automatycznie wypychani do szkół specjalnych czy na nauczanie indywidualne.
A może nawet na rodziców wspominających o edukacji włączającej placówki oświatowe nie patrzyłyby jak na nawiedzonych kosmitów ….
Szkoda tylko, że to plan na rok 2015, co będzie dalej zobaczymy. Ale jak to mówią kropla skałę drąży.

Podziel się
  • http://www.dzielnyfranek.blogspot.com dzielnyFranek

    Oby szło już tylko ku lepszemu.
    Dla naszych dzieciaków.