Włosy stają dęba

Dzisiaj rano włączyłem sobie jak zwykle TVN24 a tam przegląd prasy. Tym o to sposobem dowiedziałem się, że fiskus domaga się od samorządów wielomilionowych zwrotów subwencji oświatowej. Nie, tak naprawdę, że urzędy kontroli skarbowej gnębią gminy, to wiedziałem wcześniej. Ale zrobiono z tego poważną aferę ;)
Przegląd prasy jak to przegląd prasy, dziennikarz nie za bardzo zorientowany w temacie zacytował wyrwany z kontekstu fragment artykułu. Wszystkiemu bowiem jest winne źle napisane rozporządzenie.
Za przykład, w którym to zły i niedobry UKS nęka uczciwe samorządy posłużył Kraśnik.
Moim zdaniem piszący to Artur Grabek trafił jak kulą w płot ;)
W Kraśniku w „najlepszym” roku jedno z gimnazjów posiadało aż wykazało aż 116 uczniów „niedostosowanych społecznie”. W jednej z tamtejszych podstawówek nagle 11 uczniów straciło wzrok. Oczywiście na papierze.

Wypowiedź wiceszefa Związku Gmin Wiejskich Marka Olszewskiego doprowadziła mnie konsternacji. Przyznaje, że owszem zdarzały się samorządy które fałszowały dokumentację szkolną, zwiększając tym samym wpływy do budżetu. Ale o wiele ciekawsza jest dalsza część wypowiedzi: Z moich informacji wynika, że o wiele częściej były to błędy popełnione w dobrej wierze, mające zapewnić finansowanie dla uczniów, którzy wymagają specjalnej opieki.
Wiecie, co zwykły zjadacz chleba może w to i uwierzy. Ale rodzic dziecka niepełnosprawnego? Który na co dzień walczy aby samorząd wydał choćby część z tych pieniędzy.
Jestem w stanie uwierzyć, że kontrolerzy kwestionują na przykład orzeczenia dotyczące całościowych zaburzeń rozwoju. Pisałem o tym kilka dni temu. Ale jakoś trudno mi uwierzyć w to, że z powodu dzieci z CZR jest taka skala problemu.
Brakowało jeszcze argumentu, że to rodzice wymuszali na samorządach wpisywanie ich dzieci do SIO.
Władze Lubina skarżą się, że wszystkie ich kłopoty biorą się z faktu, że dokumentacja potwierdzająca potrzebę kształcenia specjalnego docierała do szkół po terminie. Do tej pory myślałem, że dane do Systemu Informacji Oświatowej wprowadza się mając przed sobą odpowiednie orzeczenie. Czego to jeszcze człowiek nie wie.
Jakoś nie trafiają do mnie argumenty, że Skarbówka postanowiła się wykazać. Gdyby samorządy same się nie podkładały, kontrolerzy nie mieliby szans się wykazać.
Jeśli młodzieżowy ośrodek wychowawczy jest w papierach większy o jedną czwartą niż w rzeczywistości to do kogo samorządowcy mają pretensje i żale?
Wszystkie te kontrole nie mają na celu zwiększania wpływy do budżetu państwa, raczej ograniczenia jego wydatków.
W sytuacji gdy samorządowcy mają problem ze zbyt małymi wpływami do swoich budżetów, może powinny skupić się na … poszukiwaniu inwestorów gotowych zlokalizować u nich swoją fabrykę.
Z jednym się zgadzam, ten problem należy rozwiązać sprawę systemowo i zmienić prawo, by takie wyłudzenia były niemożliwe. Niech kasa idzie za uczniem ;) No ale na to samorządowcy zapewne się nie zgodzą.
Podoba mi się postawa samorządowców z Gdyni, szczerze powiedzieli, że za ich kłopoty sprzed kilku lat odpowiedzialne były panie sekretarki, które miały mgliste pojęcie o tym, co robią.

Ministerstwo edukacji przekonuje, że sprawa ma związek ze znowelizowanym w 2009 r. rozporządzeniem, które zmieniło zasady określania niepełnosprawności uczniów. Jeśli nawet jest, to prawda to urzędnicy samorządowi biorą pieniądze na znajomość przepisów. W sytuacji gdy opanowanie nowych zasad sprawia im trudności, mogą zająć się koszeniem rowów przydrożnych.
Może w papierowej Rzepie, coś więcej piszą. Ale w wydaniu internetowym są dwa dzisiejsze artykuły o tym problemie. W żadnym z nich samorządowcy nie podają przykładu który uwiarygodniał by ich wersję wydarzeń.
Kraśnik, próbował przekonywać, że zwrot nienależnej mu subwencji byłby nieludzki, niehumanitarny. No ale płaci.
W jeszcze jednym muszę się zgodzić z samorządowcami. Wszystko zaczęło się od Kraśnika. No ale dziwicie się?
Co więcej obawiam się, że wiele samorządów będzie się próbowało wybielić, używając problemu z interpretacją zapisów w orzeczeniach.
Postawcie się w sytuacji kontrolera skarbówki. Przecież on wie jak wygląda rzeczywistość. Pomyślcie sami, widzicie przed sobą „niejednoznaczne” orzeczenie o KS, podpięte pod wyższą wagę subwencji, jakie jest prawdopodobieństwo, że środki te idą na potrzeby tego dziecka?
Fakt, wzmożone kontrole, to jak wylewanie dziecka z kąpielą. Przecież kontrolujący nie wie, czy gminny urzędnik popełnił błąd w dobrej wierze chcąc pomóc dziecku, czy też zrobił to z pełną świadomością.
Z jednym się zgadzam, ten problem należy rozwiązać sprawę systemowo i zmienić prawo, by takie „wyłudzenia” były niemożliwe. Niech kasa idzie za uczniem ;) No ale na to samorządowcy zapewne się nie zgodzą.
Aby nie być posądzonym o stronniczość poszperałem w sieci i znalazłem kilkanaście protokołów z takich kontroli. Ludzie co tam nie pisze ;)
Subwencja oświatowa na rok następny jest naliczana na podstawie danych na dzień 30 września. Ale podawano jeszcze nie istniejące orzeczenie… gdyż uczeń był w trakcie badania albo się wybierał na takowe. Niektórzy w ogóle nigdy nie posiadali stosownego orzeczenia. Wielu urzędnikom wystarczyło orzeczenie o niepełnosprawności.
Dobrotliwi urzędnicy szli uczniom na rękę i orzeczenie wydane na okres nauki w podstawówce, rozciągali na gimnazjum.
Niektórym uczniom to zupełnie robili „dobrze”, podając do SIO uczniów gdyż wyglądali na niepełnosprawnych, bo rodzice nie akceptowali oczywistego upośledzenia. Odpowiednich badań w ppp nie przeprowadzono, gdyż …. dziecko miało skomplikowaną sytuację rodzinną.
Jeśli uczeń miał upośledzenie umysłowe w stopniu umiarkowanym oraz przykładowo deficyty w rozwoju mowy (co nie powinno dziwić), to był zaliczany do najcięższej wagi.
Owszem zdarzają się zarzuty kontrolerów, które może i są prawidłowe z formalnego punktu widzenia, ale ze zdrowym rozsądkiem mają niewiele wspólnego. Ale takie sytuacje, w którym rzeczywiście chodzi o dobro dziecka to śladowe ilości.
Ludzie włosy na głowie (i nie tylko) stają dęba.
Jeśli jeszcze w połowie pisania posta, miałem jakieś wątpliwości, że może i samorządowcy mają rację, ale kilka godzin później już ich niemal nie mam.

Wiecie co, chciałbym kiedyś sobie poczytać nie tylko wyjaśnienia szefów placówek oświatowych dlaczego to podrasowali dane wklepywane do SIO, ale na co przeznaczają takie środki ;)

Zastanawiam się czy moja rodzinna gmina też coś oddawała, poszukam zatem na dysku odpowiedniego pliku z wnioskiem i nie zawaham się go użyć …

 

Podziel się