(Po)wakacyjna wycieczka

Tak się jakoś dziwnie złożyła, że Julka w tym roku nie miała żadnego prawdziwego wakacyjnego wyjazdu. Jeszcze kilka miesięcy temu, wydawało nam się, że w okolicach sierpnia pojedziemy na badanie kontrolne do Gdańska, po zakończeniu pracy z programem ASC-Inclusion. No ale póki co nie ruszyły nawet prace przy komputerze, więc póki co ten upragniony przez piękniejszą część naszej rodziny wyjazd to melodia przyszłości.
Ale wakacje to nie tylko weekendowe wyjazdy na wieś ;) Postanowiliśmy zrobić sobie taką jednodniową wycieczkę rodzinną. Wybór padł na przejażdżkę kolejką wąskotorową. Ta podróż miała się odbyć dwa tygodnie temu … w niedzielę. Niestety jeśli sobie przypominacie na Podkarpaciu wówczas było zimno i padał intensywny deszcz. Zostaliśmy wówczas w domu i dopiero wczoraj udało się zrealizować wakacyjne plany.

Do pobliskiego Przeworska wyruszyliśmy pociągiem i mieliśmy sporo szczęścia gdyż jechaliśmy nie żadnym „żółtkiem” a nawet „turbokiblem” ale nowym nabytkiem dla rzeszowskich kolejarzy czyli Impulsem. Julce tak się spodobał ów cud techniki, że popędziła prosto do drzwi wejściowych, więc nawet nie zdążyłem zrobić odpowiedniej fotki. A szkoda, nie wiadomo kiedy ponownie zdarzy się taka okazja.

Fakt jedzie się takim pociągiem zajefajnie tylko, nie wiedzieć czemu ale na wypasionym monitorze LCD pokazującym przebieg trasy… prezentowano wcześniejszy kurs pociągu do Rzeszowa.
Przeworską Kolejką Dojazdową Julkotata jechał ponad 30 lat temu, był to taki swoisty powrót do dzieciństwa.
Gdy dotarliśmy na stację wąskotorówki, pociąg był już nieźle zapełniony, ale mimo to udało nam się znaleźć fajne miejscówki w odkrytym wagonie czyli letniaku. Przejazd takim klasycznym wagonem osobowym to dla dziecka żadna atrakcja.

Ale podróż gdy rosnące tuż obok torowiska chaszcze ocierają się o twarz to zupełnie inny poziom doznań. Julka z wielką pasją obserwowała latające wokół motyle. Wczorajszy przejazd był pełen nieplanowanych atrakcji. Po pierwsze w ostatnim wagonie pasażerowie zorganizowali sobie niezłą balangę, zakrapianą sami wiecie czym.
W naszym wagonie było sporo małych dzieci, kilkoro jechało nawet na jakiś piknik gdyż byli nieźle zaopatrzeni ;) Do wagonu wnieśli z mozołem torby pełne sprzętu do gier i zabaw. Mniej więcej w połowie trasy Ci z ostatniego wagonu rozpoczęli wędrówki po pociągu, nawet jak udało im się z trudem otworzyć drzwiczki by przejść do kolejnego wagonu, to ich ponowne zamknięcie już graniczyło z cudem. Tak więc wspólnie z ojcem trójki dzieciaków Julkotata musiał robić za odźwiernego. Drugą „atrakcją” były przymusowe postoje pociągi spowodowane zasypaniem torowiska spowodowane przejazdami technologicznymi dla samochodów ciężarowych. A wszystko to związane jest z budową suchego zbiornika przeciwpowodziowego w bezpośrednim sąsiedztwie kolejki. Tak więc pociąg „złapał” półgodzinne opóźnienie i może to są tylko moje domysły a może i złudzenie, ale wydawało mi się, że drugą część trasy pociąg jechał jakby szybciej ;)

Największą atrakcją „Pogórzanina” jest niewątpliwie przejazd jedynym w Polsce tunelem dla kolei wąskotorowych zlokalizowanym w miejscowości Szklary a liczy on aż 602 metry. Powiem krótko, dla Julki przejazd tunelem był niesamowitym tunelem. Nagle robi się zupełnie ciemno, nic a nic nie widać, niekiedy tylko błysk flesza rozjaśnia na ułamek sekundy mrok.

Tunel Szklary
Tak się głośno zastanawiam, czy nie „lepiej” było by zrobić taką podróż za kilka tygodni, w oddali byłoby już widać oznaki jesieni – wzgórza pokryte kolorowymi liśćmi, no ale wówczas byłoby pewnie za zimno aby sobie jechać z dzieckiem pociągiem w wagonie bez okien ;)
wakacje_4
Podróż planowo trwa blisko 3 godziny, więc już dużo wcześniej ustaliliśmy, że jedziemy kolejką tylko do Dynowa. Dla dziecka było by to już nudne, my w przeciwieństwie do wielu innych pasażerów mieliśmy możliwość alternatywnego powrotu.
Lolomotywa Px48
Dynów, to niewielka miejscowość, dlatego już wcześniej Julkomama wyszukała na necie lokal gastronomiczny. Wyszła z założenia, że jeśli mają stronę w internecie nie są tacy „ostatni”. Pierwsze co rzuciło się w uszy to muzyka. Jeśli ktoś pamięta dźwięki muzyki rozchodzące się kilkanaście lat temu w pobliżu rzeszowskiego dworca PKP, to wie o czym mowa. Lokal nie wyglądał na godny zaufania, więc wybór padł na frytki. Wiedzieliśmy bowiem, że musimy coś zamówić aby pełnić oczekiwania Julki. Dobrze, że nasz Tisio nie widział jak pracująca kelnerka na widok klienta pragnącego złożyć zamówienie odstawia piwo pod ladę.
No ale jak leci „skoczna” muzyka to Julka zaczęła tańczyć wśród pustych stolików.

Frytki okazały się być jadalne, nie wiem jak pizza, ale osoby które ją zamówiły, nie rzuciły nią w kelnerko-barmankę.
A później tylko podróż PKS-em do Rzeszowa, którą Julka niemal w całości przespała.
Julka nie wiedziała do końca jaka to będzie (po)wakacyjna niespodzianka. Gdybyście widzieli jak z radością wszystko obserwowała za oknem. A tunel to dopiero czad ;)
Pociąg Pogórzanin

Podziel się