Wielodzietna czy zastępcza?

Julka jest jedynaczką, i chyba jeszcze przez pewien czas nią będzie. No czasem wymaga poświęcenia większej uwagi, niekiedy robi bałagan w pokoju jakby była co najmniej kilka razy sklonowana. Gdy jeszcze nie wiedzieliśmy, że w domu mieszka z nami jeszcze kolega autyzm często słyszeliśmy: Jak państwo dają radę, ona ciągle coś robi, wszędzie jej pełno. Ale jakby nie liczyć Julka jest jedna (przynajmniej formalnie).
Kilka miesięcy w Rzeszowie ruszył program „pomocy” dla rodzin wielodzietnych oraz rodzin zastępczych. Nie trudno się domyśleć, że zarówno jedną jak i drugą nie jesteśmy.
Gdy przeczytałem wywieszoną  w stowarzyszeniowej poczekalni informację przygotowaną  przez pracownika UM, że w programie uwzględniono również takie rodziny jak nasza  podszedłem do tego  nieco sceptycznie, ale i tak się tym zainteresowałem. Resztki entuzjazmu zniknęły po przeczytaniu odpowiednich regulaminów i uchwał.

Ale po kolei.
Trzeba zacząć od tego co o programie piszą miejscy urzędnicy.
Władze Miasta Rzeszowa, wychodząc naprzeciw potrzebom rodzinom, które wychowują troje i więcej dzieci, a także rodzin zastępczych i rodzin, które mają dzieci niepełnosprawne, wprowadziły 4 listopada 2013 r. Program „Rodzina Wielodzietna 3+; Rodzina zastępcza”.

Czyli jednak może się załapiemy ;) Dziecko niepełnosprawne wszak posiadamy. Jednak koleiny akapit gwałtownie studzi entuzjazm, bowiem:
Jest adresowany do wszystkich rodzin wielodzietnych i rodzin zastępczych zamieszkałych i zameldowanych na terenie miasta Rzeszowa, składających się z rodziców/rodzica, posiadających troje i więcej dzieci w wieku do 18 roku życia, w przypadku gdy dziecko uczy się bądź studiuje do 25 roku życia, zaś w przypadku dzieci niepełnosprawnych pozostających pod opieką rodziców/rodzica, bez ograniczenia wieku.

Kilka dni temu byłem na badaniach psychotechnicznych na kierowców kat B. i pani psycholog stwierdziła, że jak na osobę posiadającą wyższe wykształcenie powinienem sobie lepiej poradzić na teście polegającym na uzupełnianiu brakującego elementu (bodajże miałem 3 pomyłki). Jednak powiem Wam jak ja to interpretuję.

Nie wiem może się mylę, ale na mój chłopski rozum jest tak:
Trzeba mieć co najmniej troje dzieci. Jeśli dzieciaki mają mniej niż 18 lat nie ma jakiegokolwiek problemu, wszystko się zgadza. Jeśli co najmniej jedno z nich jest pełnoletnie trzeba przynieść dodatkowy dokument potwierdzający fakt kontynuowania nauki (nawet można sobie pobrać odpowiedni dokument do wypełnienia), no ale to daje „spokój” raptem na kilka lat. Dopiero gdy w rodzinie wielodzietnej jest dziecko niepełnosprawne żadnego ograniczenia odnośnie wieku nie ma.

Mowa oczywiście o rodzinie wielodzietnej. Gdyż z treści stosownej uchwały jednoznacznie , że program ten obejmuje wszystkie rodziny zastępcze, niezależnie od ilości dzieci. Ale czytając dosłownie wspomniany wcześniej akapit nawet tego można być pewnym.
Zatem przykładowa rodzina może wyglądać tak: jedno dziecko w wieku 17 lat, drugie studiujące w wieku 24 lat oraz niepełnosprawne w wieku 28 lat. Spełnia wszystkie warunki ? Spełnia.
Również w cele programu wpisano poprawę „bytu” dzieci i młodzieży wychowujących się w rodzinach wielodzietnych i rodzinach zastępczych. O mało licznych rodzinach z dziećmi niepełnosprawnymi ani widu ani słychu.

Ale szukam więc dalej, i sprawdzam jakie dokumenty są potrzebne. Oczywiście kwestią rodzin zastępczych, czy rodzinnych domów dziecka się nie zajmuję – wszak nie posiadamy jakiegokolwiek dokumentu sądowego w tej materii.
Wśród listy wymaganych dokumentów jest takie coś:
w przypadku rodzin z dzieckiem/dziećmi niepełnosprawnym(i) powyżej 18-go roku życia – oryginał aktualnego orzeczenia o niepełnosprawności.
I tylko tyle jeśli chodzi o niepełnosprawność.

Co jakiś czas pocztą pantoflową docierały do nas informacje, Kryśka wyrobiła sobie taką kartę, Baśka już takową posiada. Najdziwniejsze że żadna z nich nie miała nawet dwójki dziecków ;)
Julkomama, pomyślała, pomyślała i zdecydowała: a co mi tam, najwyżej zrobię z siebie głupka, i pani mnie wyśmieje.
Kilka tygodni temu, wyciągnęła z szuflady oryginał Julki orzeczenia o niepełnosprawności i poszła do punktu obsługi mieszkańców, do pobliskiego hipermarketu.
Wypełniła wniosek, zostawiła kserokopię orzeczenia. Niedługo po tym dzwoni miejska urzędniczka, jest problem z wydaniem karty. Powód banalny a w naszym przypadku dość oczywisty – panie nie mogą poprawnie przeczytać nazwiska Julkomamy ;)
Karty zostały już odebrane, jeśli nie wierzycie oto one:
karty
Co zatem daje taka karta.
Karta uprawnia rodziny do korzystania z ulg i preferencji w ramach oferty przygotowanej przez Miasto Rzeszów.
Julka wraz z mamą może skorzystać z ulg w takich ciekawych miejscach: Rzeszowski Dom Kultury, Teatr Maska, Muzeum Dobranocek, Biuro Wystaw Artystycznych, Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa, Estrada Rzeszowska, Rzeszowski Ośrodek Sportu i Rekreacji, Podziemna Trasa Turystyczna „Rzeszowskie Piwnice” baseny: Delfin, Karpik i Muszelka.
Ale to nie wszystko. Atrakcje przygotowały również komercyjne podmioty ;)
Na ulgi można liczyć, w kinie, centrach zabaw, sklepach marketach budowlanych, salonach kosmetycznych a nawet u weterynarza. Pełna lista podmiotów jest dostępna na stronie UM.

Piszę o tym nie dlatego, że czepiam się szczegółów, ale dlatego ponieważ cześć rodzin posiadających dziecko niepełnosprawne nie wie o możliwości ubiegania się o wspomnianą kartę.  W serwisie internetowym zawierającym (wszystkie) informacje o programie brak jakiejkolwiek podpowiedzi, że taka rodzina jak nasza może się o tą kartę ubiegać.
Nie sądzę aby urzędniczki były tak wyrozumiałe i bez zgody przełożonych tak z dobrego serca wystawiały takie legitymacje dla takich rodzin jak nasza. Zatem może warto powiedzieć otwarcie: tak, Wam się to też należy.
U nas sprawa jest jasna, nasz Tisio jest jeden, ale co w przypadku rodzin z dwójką dzieci, gdy tylko jedno z nich jest niepełnosprawne?

I na koniec „tradycyjna” moja prośba. Jeśli gdziekolwiek korzystacie z „przywilejów”, ulg mając dziecko niepełnosprawne to róbcie to z umiarem.

Podziel się
  • http://www.facebook.com/ManufakturaMarty Manufaktura Marty

    Daj jeszcze po jakimś czasie znać, czy taka karta rzeczywiście Wam się przydała i czy skorzystaliście z niej. Doceniam, że miasto jakąkolwiek inicjatywę podjęło, jestem jednak ciekawa jak się to sprawdzi w praktyce.

    Jeśli poszukujesz oryginalnych prezentów, ręcznie robionych – to moja pasja może Cię zaciekawić, zapraszam do siebie: [link]