Coś mi tu nie pasuje

Nasza „domowa” terapeutka się wakacjuje, w pobliskim szkolnym budynku remont schodów się przeciąga (rano układali płytki) tak więc Julka ma terapeutyczne wakacje.
Pozostaje tylko przedszkole ;)
W tym tygodniu Julki grupa miała zajęcia pod hasłem wiem co jem, tak przynajmiej mówiła nasza córeczka. Ja coś się pogubiłem w tych tygodniach, więc nie bardzo mogłem to zweryfikować na tablicy ogłoszeń. Ale nie w tym rzecz.

Przez cały tydzień dzieciaki miały za zadanie zbierać punkty za nienaganne zachowanie na jadalni w czasie spożywania posiłków. A dzisiaj czyli w piątek miało nastąpić ogłoszenie zwycięzców.
Pech chciał, że Julka z nie własnej winy miała krótką nieobecność w przedszkolu. W środę rano, Julka wstała z bólem głowy, bo co to będzie – jak nie było Jej w przedszkolu to dzieci zbierały punkty a Ona nie, i co ma zrobić. Muszę przyznać, że Tisio wymyśla sobie niekiedy irracjonalne problemy, ale akurat ten był całkiem sensowny. Nawet o tym nie pomyślałem, a Julka zapewne pół nocy nie spała, rozmyślając co to z Nią będzie.
Obiecałem, że wyjaśnię w przedszkolu całą tą sytuację, gdy tylko spotkam jedną z Jej pań. Niestety rano w sali nie było żadnej z nich. Ale jedną złapałem w bramce jak pędziła do pracy. Zwięźle przedstawiłem jaki Jula ma problem, pani tylko się uśmiechnęła i powiedziała: Proszę się nie martwić, już idę do Julki i wszystko Jej wytłumaczę. I nie była to żadna próba korupcji, czy wymuszenia łagodniejszego traktowania Julki. Julka ma być traktowana jak każde inne dziecko, a nawet można od Niej wymagać więcej, przedszkole ma na to naszą zgodę. Co było popołudniu część z Was już wie ;)

Wybieram ją z przedszkola, pytam ile zebrała punktów dzisiaj. Ale nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. Julka powiedziała ze złością tak: - Pani Karolina tak napaliła się na te punkty, tylko te punkty i punkty. Normalnie idzie z Nią zwariować.
Na koniec powiedziała, że nie była całkiem grzeczna. Wczoraj Julka była zdesperowana, na drugim podwieczorku zgłosiła się nawet po plasterek arbuza. Szkoda że nie widzieliście jak robiła dobrą minę do złej gry. Każde dotknięcie kawałka owocu napawało ją obrzydzeniem. Wieczorom tłumaczyłem Jej, że nawet jak nie dostanie nagrody, to i tak będę ją kochał, a następnym razem pójdzie jej o wiele lepiej. Riposta była błyskawiczna: – No tak, pani Karolina też powiedziała że, ma być bez fochów i płaczów.
Wybieramy ją dzisiaj, a dzieciaki skarżą, że Julka ma dyplom i nagrodę. Przedszkolanka zapewniała, że wszystko było liczone uczciwie, ale coś mi to nie pasuje. No dobra, nie pójdę na skargę, ale dowiem się co i jak. Grupowe osobowe źródło informacji czy tzw. „donosiciel” zapewne wszystko powie.
Zatem o to dyplom
dyplom jedzniowy
oraz nagroda
cukierek
w środku było coś jeszcze, ale Julka niemal natychmiast po zrobieniu zdjęcia, wrzuciła to coś do swojego brzuszka.
Ojj, Julki przyjaciółka dostała tylko nagrodę pocieszenia, gdy Julka zbierała się do wyjścia do domu, przez chwilę potrzymała sobie nagrodę.

Gosia nie przejmuj się … następnym razem będzie lepiej. Zobaczysz ;)

Na koniec powiem tylko tyle, z Julki nie można sobie robić żartów.
Od kilku tygodni oczkuje na nową gazetką o Barbie. Dzisiaj miał nastąpić ten dzień w którym nowy numer pojawi się w kioskach.
Rano trochę marudziła podczas wstawania, więc sobie zażartowałem, że idę do pracy przed nią więc kupię sobie w kiosku …Jej gazetkę.
Pech chciał, że gdy Tisio poszedł wraz z Julkomamą do kiosku w którym zazwyczaj kupują dla siebie prasę, TEJ gazetki nie było.
Julka przez kilka minut upewniała się czy oby na pewno to nie ja wykupiłem wszystkie gazetki w kiosku ;)

Podziel się
  • Oliwciowa mama

    Jak tato mógł wykupić gazetkę :P

    • Rodzice Julki

      Na swoje usprawiedliwienie podam, jeden fakt. W drodze do pracy nie spotykam jakiegokolwiek punktu z prasą dla dziewczynek.