„Zły” nie jest taki zły

Od kilku(nastu) godzin sporo moich znajomych żyje konfliktem na linii łódzki samorząd – Fundacja Jaś i Małgosia.
Oczywiście chodzi o pieniążki a dokładniej celowość ich wydawania.
W przypadku placówki podlegającej pod samorząd, środki mogą być wydatkowane w sposób iście dowolny. Z subwencji oświatowej wójt czy burmistrz może nawet „finansować” swoją kochankę zatrudniając ją w odpowiednim podległym mu urzędzie, zabierając na nocne spotkania z „inwestorami” i dopóki żona mu gęby nie obije a rywalce włosów z głowy nie wyrwie wszystko jest w porządku ;)
Gorzej z placówkami niepublicznymi – one otrzymują dotację celową.
Samorządowcy skarzą się, że planując budżet oświatowy muszą „wydzielić” kasę dla „prywaciarzy” a dopiero tym co zostanie mogą swobodnie dysponować.
Teoretycznie samorząd to co dostaje z Warszawy powinien w całości przekazywać placówkom niepublicznym, niektórzy co prawda zatrzymują już na wstępie zatrzymują w swojej gminnej kasie pewien procent tych środków, ale jest to co najmniej naginanie jeśli nie jawne łamanie prawa. Jak to bywa z dotacją celową,samorząd ma prawo kontrolować sposób jej wydatkowania.
I to właśnie leży u podstaw łódzkiego sporu – Wydział Edukacji kontra Fundacja JiM.
Po wielomiesięcznej kontroli miejscy urzędnicy zakwestionowali sposób wydatkowania jeśli się nie mylę w obliczeniach to jednej czwartej ubiegłorocznej subwencji.

Odpowiednie przepisy co prawda określają na co można przeznaczyć te pieniążki na na co nie.
Aby się tego dowiedzieć należy zapoznać się z ustawą o systemie oświaty a dokładniej z jej
artykułem 90. a tam ustępem 3d.

Dotacje, są przeznaczone na dofinansowanie realizacji zadań szkoły, przedszkola, innej formy wychowania przedszkolnego lub placówki w zakresie kształcenia, wychowania i opieki, w tym profilaktyki społecznej. Dotacje mogą być wykorzystane wyłącznie na:
Pokrycie wydatków bieżących szkół, przedszkoli, innych form wychowania przedszkolnego i placówek, obejmujących każdy wydatek poniesiony na cele działalności szkoły, przedszkola, innej formy wychowania przedszkolnego lub placówki, w tym na wynagrodzenie osoby fizycznej prowadzącej szkołę, przedszkole, inną formę wychowania przedszkolnego lub placówkę, jeżeli odpowiednio pełni funkcję dyrektora szkoły, przedszkola lub placówki albo prowadzi zajęcia w innej formie wychowania przedszkolnego, z wyjątkiem wydatków na inwestycje i zakupy inwestycyjne, zakup i objęcie akcji i udziałów lub wniesienie wkładów do spółek prawa handlowego;
Zakup środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, obejmujących:
– książki i inne zbiory biblioteczne,
– środki dydaktyczne służące procesowi dydaktyczno-wychowawczemu realizowanemu w szkołach, przedszkolach i placówkach,
– sprzęt sportowy i rekreacyjny,
– meble,
– pozostałe środki trwałe oraz wartości niematerialne i prawne o wartości nieprzekraczającej wielkości ustalonej w przepisach o podatku dochodowym od osób prawnych, dla których odpisy amortyzacyjne są uznawane za koszt uzyskania przychodu w 100% ich wartości, w momencie oddania do używania.

Tyle mówią przepisy, reszta zależy od interpretacji.

Gdy zaczynaliśmy terapię musieliśmy kupować mąki, kasze, różny materiał siewny (nasiona) aby następnie wsypać je do misek aby Julka mogła w nich zanurzać swoje małe łapki. Dla jednego to zwykła żywność a dla nas była to pomoc dydaktyczna. Niby to samo a jednak wykorzystanie zupełnie inne. Co prawda po zajęciach moglibyśmy zmieść mąkę z podłogi (która często lądowała tam gdzie nie powinna) i piec z niej na przykład naleśniki.
A co było z popcornem gdy w poprzednim przedszkolu oswajano naszego Tisia z mikrofalówką. Poszło na ten cel kilka paczek odpowiedniej kukurydzy, ale to dzięki nim zawdzięczamy, że Julka wchodzi bez obaw do pomieszczeń kuchennych ;)
Zatem wszytko zależy od argumentacji.

Jeśli myślicie, że przyznam, że to wyłącznie miejscy urzędnicy się mylą a Fundacja tylko i wyłącznie ma rację to Was zawiodę. Zapewne znajdą się bowiem wydatki mniej lub bardziej „naciągane”. Jednakże przypuszczam że skala tego zjawiska jest znacznie mniejsza niż podają to media, a więc i kwota nieprawidłowo wydatkowana to nie półtora miliona złotych tylko znacznie mniej.
Ktoś się oburzy słysząc taką liczbę – półtora miliona złotych. Ale podzielcie sobie tą kwotę przez wartość „autystycznej” subwencji oświatowej – to raptem dwadzieścia kilka dzieciaków.

Jest coś wiele bardziej groźnego – odbiór przez społeczeństwo tego sporu. Oto bowiem znowu jakaś fundacja spod ciemnej gwiazdy defrauduje publiczne pieniądze, żerując na dzieciach i to jeszcze niepełnosprawnych.
Mam jedną prośbę do „oburzonych” – spytajcie jakiegokolwiek rodzica dziecka niepełnosprawnego: do jakiej placówki zapisaliby swoje dziecko. Czy to tej „prywatnej” z której zły i niedobry kapitalista wysysa ostatni grosz czy do publicznej w której każde dziecko niepełnosprawne jest traktowane wyjątkowo, a taka placówka to kraina mlekiem i miodem płynąca.
Wiecie co mam jedno marzenie – aby jakikolwiek miejski urzędnik zwołał konferencję prasową i pochwalił się na co przeznaczane są pieniążki z subwencji oświatowej. Ojj było by ciekawie…
Posiadam „piękne” pismo z którego wynika, że Julka posiadając orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego nie mogłaby korzystać z zajęć Wczesnego Wspomagania Rozwoju, czy zatem rzeczona gmina nie wykazywałaby Jej w odpowiednich zestawieniach? Oczywiście że nie.

Prawda jest brutalna – coraz więcej dzieciaków przejmują placówki niepubliczne. Oznacza to jedno, samorządom na ich system oświaty zostaje coraz mniej. Zatem takie kontrole będą coraz częstsze, to raz a dwa urzędnicy będą kwestionować coraz więcej wydatków.
Nie myślicie chyba że pieniążki te wrócą do tego kto je w Warszawie wydał ;) Samorządowi urzędnicy znajda dla nich „odpowiednie” przeznaczenie. W końcu trzeba zacząć spłacać kredyty które służyły jako wkład własny w unijnych projektach na mniej bardziej potrzebne inwestycje.

Przypominacie sobie jak bronił się Kraśnik, gdy wpadli na wyłudzaniu subwencji, że to nie moralne ;) A jestem przekonany że żadne z tych dzieci na które pobierano tą subwencję nie widziało ani jednej należnej im złotówki, wszak te dzieci nie istniały.
W Łodzi sytuacja jest inna – pomoc poszła na konkretne dzieci, które są znane i imienia i nazwiska.
Niewiele osób zdaje sobie sprawę jak trudno jest zorganizować pomoce dydaktyczne dla dzieciaków ze spektrum.
Kilkanaście dni temu odbyłem długą rozmowę z psycholog pracującą z Julką. Opowiadała mi, w jakich zakamarkach internetu poszukuje książeczki na których wspólnie pracują, nawet jak coś „fajnego” znajdzie to i tak wystarcza ona na kilka tygodni. i to nie dlatego, ze ulegnie zniszczeniu, co to to nie. Julka z fotograficzną pamięcią utrwala sobie materiał – rozwiązanie konkretnego zadania, zatem drugi raz nie może być wykorzystane.
Co będzie dalej nie wiem … może nawet konieczność samodzielnego przygotowywania odpowiednich zdjęć czy rysunków.

Tak się jakoś dziwnie składa, że dzisiaj kupowaliśmy w sklepie sportowym pewną rzecz, o którą prosiła nas pracująca z Julką terapeutka. Sympatyczna pani wypisująca fakturę zapytała czy ma w nazwie towaru wpisać to co ma w systemie czyli, ciąg nic nie mówiących znaków czy inny uzgodniony tekst.
Ponieważ będę się starał o refundację z subkonta, jak nic mogę być podejrzany o zmowę, a nawet udział w grupie przestępczej ;)

Podziel się
  • http://www.dzielnyfranek.blogspot.com dzielnyFranek

    Usłyszałam dziś w radiu informacje o „malwersacjach w Fundacji Jaś i Małgosia” i mało z krzesła nie spadłam.. Szlag mnie zaraz trafi chyba !@#$%^&*()